Gość (37.30.*.*)
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego niemal każdy filmowy komisarz lub bohaterka mrocznego thrillera medycznego zmaga się z rozbitą rodziną, trudną relacją z nastoletnią córką albo traumą z dzieciństwa? To zjawisko jest tak powszechne, że stało się niemal nieodłącznym elementem gatunku. Choć na pierwszy rzut oka może to wyglądać na brak kreatywności scenarzystów, sprawa jest znacznie głębsza i wynika z konkretnych mechanizmów narracyjnych oraz psychologicznych.
Głównym powodem, dla którego twórcy wprowadzają wątki rodzinne, jest chęć uczłowieczenia protagonisty. Gdybyśmy śledzili losy genialnego śledczego, który nie ma żadnych słabości, prywatnych problemów ani emocjonalnych kotwic, trudno byłoby nam się z nim utożsamić. Problemy z dziećmi czy nieudane małżeństwo sprawiają, że postać staje się nam bliższa – widzimy w niej kogoś, kto mimo zawodowego profesjonalizmu, boryka się z takimi samymi trudnościami jak my.
W literaturze i filmie nazywa się to budowaniem wielowymiarowości. Detektyw, który po ciężkim dniu na miejscu zbrodni wraca do pustego mieszkania lub kłóci się z byłym partnerem o alimenty, przestaje być tylko „maszyną do rozwiązywania zagadek”. Staje się człowiekiem z krwi i kości, co pozwala czytelnikowi lub widzowi mocniej zaangażować się w jego losy.
Wątki rodzinne służą również jako doskonałe narzędzie do budowania kontrastu. Kryminały z natury operują w sferze zła, przemocy i chaosu. Dom rodzinny – nawet ten problematyczny – stanowi przeciwwagę dla brutalnego świata zewnętrznego.
Twórcy często wykorzystują ten zabieg, aby pokazać, jak praca wpływa na życie prywatne bohatera. Trudno jest być czułym ojcem czy kochającą żoną, gdy przez osiem godzin dziennie analizuje się psychikę seryjnych morderców. Ten konflikt wewnętrzny jest motorem napędowym wielu świetnych scenariuszy. Pokazuje on cenę, jaką bohater płaci za sprawiedliwość, co dodaje opowieści tragizmu i głębi.
Z punktu widzenia konstrukcji fabuły, rodzina i dzieci to najprostszy sposób na „podniesienie stawki”. Jeśli morderca zagraża anonimowemu miastu, czujemy niepokój. Jeśli jednak morderca zaczyna interesować się dzieckiem głównego bohatera, nasze emocje sięgają zenitu.
Dzieci w kryminałach często pełnią rolę „pięty achillesowej”. Są symbolem niewinności, którą bohater stara się chronić w świecie pełnym brudu. Kiedy ta niewinność zostaje wystawiona na próbę, motywacja śledczego przestaje być tylko zawodowa – staje się osobista, a to zawsze sprawia, że historia jest bardziej wciągająca.
Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Z jednej strony, tak – postać „zmęczonego życiem detektywa z problemem alkoholowym i trudną relacją z synem” to klasyczny archetyp, który ociera się o kliszę. Gatunek ten wyewoluował z czarnego kryminału (noir), gdzie bohater musiał być samotnym wilkiem, często poturbowanym przez życie.
Z drugiej strony, warto odróżnić stereotyp od narzędzia narracyjnego. To, co nazywamy stereotypem, w rękach sprawnego pisarza staje się uniwersalną prawdą o ludzkiej kondycji. Trudno wyobrazić sobie wiarygodną postać, która styka się z najgorszymi aspektami ludzkiej natury i pozostaje to bez wpływu na jej najbliższe otoczenie.
Problem pojawia się wtedy, gdy wątek rodzinny jest dodany „na siłę” i nie wnosi nic do fabuły ani rozwoju postaci. Jeśli córka detektywa pojawia się tylko po to, by zostać porwaną w trzecim akcie, mamy do czynienia z lenistwem scenariuszowym. Jeśli jednak jej bunt jest wynikiem nieobecności ojca, który poświęcił życie pracy, tworzy to fascynujący portret psychologiczny.
Wiele współczesnych wzorców w kryminałach wywodzi się z literatury skandynawskiej (tzw. Nordic Noir). To właśnie autorzy tacy jak Henning Mankell (twórca Kurta Wallandera) czy Jo Nesbø spopularyzowali wizerunek śledczego, którego życie prywatne jest w rozsypce. Skandynawowie postawili na realizm społeczny, pokazując, że walka ze złem ma swoją wysoką cenę, a bohaterowie nie są supermenami, lecz ludźmi zmagającymi się z depresją, samotnością i błędami wychowawczymi.
Współczesny kryminał bez wątków osobistych byłby prawdopodobnie suchym raportem z policyjnego dochodzenia. Choć pewne schematy się powtarzają, to właśnie one sprawiają, że historie te tak mocno na nas oddziałują. Rodzina i dzieci to punkty styku, w których fikcyjna zbrodnia spotyka się z realnymi emocjami każdego z nas.