Gość (83.4.*.*)
Często spotykamy się z opinią, że Polacy w przestrzeni publicznej są smutni, rzadko się uśmiechają i sprawiają wrażenie wiecznie niezadowolonych. Co ciekawe, ta sama cecha – pewien dystans i powaga – w przypadku Szwedów, Norwegów czy Niemców bywa interpretowana zupełnie inaczej. Tam postrzega się to jako profesjonalizm, szacunek do prywatności lub dojrzałość emocjonalną. To klasyczny przykład zjawiska, które socjologowie i kulturoznawcy nazywają podwójnymi standardami w ocenianiu własnej i obcej kultury.
W naszej zbiorowej świadomości wciąż silnie zakorzeniony jest pewien kompleks niższości wobec „Zachodu”. Kiedy widzimy poważnego Szweda w metrze w Sztokholmie, myślimy: „On szanuje moją przestrzeń, jest skupiony, nie narzuca się ze swoimi emocjami”. To wpisuje się w pozytywne stereotypy dotyczące krajów nordyckich – ich spokoju, dobrobytu i wysokiej kultury osobistej. W Niemczech powaga (często określana terminem Sachlichkeit) jest synonimem rzeczowości i kompetencji.
Problem pojawia się, gdy te same standardy przykładamy do polskiego społeczeństwa. Brak uśmiechu u ekspedientki w Warszawie czy pasażera w autobusie w Krakowie bywa interpretowany jako przejaw „polskiego malkontenctwa” lub braku kultury. Krytycy takiego podejścia zauważają, że oceniamy to samo zachowanie przez dwa różne pryzmaty: prestiżu i statusu ekonomicznego danego kraju.
Warto zrozumieć, że podejście do uśmiechania się do obcych jest głęboko osadzone w kodzie kulturowym. Polska, podobnie jak kraje nordyckie czy kraje Europy Wschodniej, należy do kultur, w których uśmiech jest traktowany jako wyraz autentycznej sympatii, a nie jako uniwersalna maska społeczna.
W Stanach Zjednoczonych uśmiech jest elementem etykiety – nieuśmiechanie się jest odbierane jako agresja. W Polsce i Skandynawii uśmiech „do nikogo” może być postrzegany jako nieszczery lub wręcz podejrzany. Dlaczego więc u Skandynawów nazywamy to „zdrowym dystansem”, a u siebie „buractwem”? To właśnie tutaj leży sedno krytyki podwójnych standardów. Uznajemy, że zachodnia powaga jest „wyborem stylu życia”, podczas gdy polska powaga jest „wynikiem niedostatków”.
Istnieje hipoteza socjologiczna mówiąca o tym, że kraje o dużej historii migracji (jak USA czy Brazylia) wykształciły kulturę częstego uśmiechania się, aby przełamywać bariery językowe i budować zaufanie między obcymi sobie ludźmi. W krajach bardziej homogenicznych, jak Polska czy kraje nordyckie, uśmiech nie był aż tak potrzebny jako narzędzie przetrwania w kontaktach z „obcym”.
Krytyka podwójnych standardów często odwołuje się do teorii postkolonialnej. Przez lata transformacji w Polsce promowano model „zachodniego człowieka sukcesu”, który jest zawsze uśmiechnięty, dynamiczny i otwarty. W efekcie zaczęliśmy postrzegać nasze naturalne cechy kulturowe jako coś, co należy wykorzenić, by „dogonić Europę”.
Tymczasem kraje niemieckojęzyczne i nordyckie nigdy nie miały potrzeby udowadniania nikomu swojej „europejskości”. Ich powaga jest ich prawem, a nie defektem. Kiedy Polak narzeka na brak uśmiechu u rodaków, jednocześnie podziwiając „skandynawski chłód”, wpada w pułapkę oceniania własnej grupy społecznej jako gorszej tylko dlatego, że nie pasuje ona do wyidealizowanego obrazu, który sami sobie narzuciliśmy.
Socjologowie zauważają, że tzw. „rosyjski uśmiech” (który występuje również w Polsce) to uśmiech, który musi mieć powód. Jeśli uśmiechasz się do kogoś bez przyczyny, ta osoba zastanawia się: „Czego on ode mnie chce?” lub „Czy on się ze mnie śmieje?”.
Zamiast więc piętnować brak uśmiechu w miejscach publicznych jako narodową wadę, warto spojrzeć na to jak na cechę wspólną dla wielu narodów północnej i środkowej Europy. Uznanie powagi za cechę pożądaną u Niemca, a naganną u Polaka, jest nie tylko nielogiczne, ale też krzywdzące dla naszej tożsamości. Autentyczność relacji, w których uśmiech znaczy „lubię cię”, a nie „sprzedaję ci produkt”, może być postrzegana jako wartość, a nie powód do wstydu.
Podwójne standardy w ocenie zachowań społecznych wynikają głównie z naszych wewnętrznych przekonań o hierarchii narodów. Odczarowanie „smutnego Polaka” zaczyna się od zrozumienia, że mamy prawo do powagi tak samo, jak narody, które za tę samą powagę podziwiamy.