Gość (83.4.*.*)
Często w mediach społecznościowych czy programach informacyjnych pojawiają się zdjęcia z norweskich zakładów karnych, takich jak Halden czy Bastøy. Widzimy na nich jasne cele, nowoczesne meble, telewizory, a nawet profesjonalne studia nagraniowe czy warsztaty kulinarne. Nic dziwnego, że w głowach wielu osób pojawia się pytanie: czy życie za kratami w Norwegii jest lepsze niż standard życia przeciętnego człowieka na wolności? Odpowiedź na to pytanie jest złożona i wymaga zrozumienia specyficznej filozofii, która stoi za skandynawskim systemem penitencjarnym.
Aby zrozumieć, dlaczego norweskie więzienia wyglądają tak, a nie inaczej, trzeba poznać „zasadę normalności” (the normality principle). Norweskie prawo zakłada, że karą jest samo pozbawienie wolności. Żadne inne prawa nie powinny być odbierane skazanemu, chyba że jest to konieczne ze względów bezpieczeństwa.
Oznacza to, że życie wewnątrz murów powinno w jak największym stopniu przypominać życie na zewnątrz. Skazani sami gotują, chodzą do pracy lub szkoły, mają dostęp do opieki zdrowotnej i bibliotek. Dlaczego? Ponieważ Norwegowie wychodzą z założenia, że jeśli zamkniesz kogoś w klatce i będziesz traktować jak zwierzę, to po wyjściu na wolność ta osoba będzie zachowywać się jak zwierzę. Jeśli natomiast stworzysz warunki sprzyjające rehabilitacji, szanse na powrót do przestępczości drastycznie spadają.
Krótka odpowiedź brzmi: nie. Choć warunki w norweskich więzieniach są bez wątpienia jednymi z najlepszych na świecie, nie przewyższają one standardu życia, jaki cieszy się przeciętny obywatel Norwegii. Norwegia to jeden z najbogatszych krajów świata z niezwykle rozbudowanym systemem opieki socjalnej.
Oto kilka kluczowych aspektów, które warto wziąć pod uwagę:
Więzienie Halden często nazywane jest „najbardziej humanitarnym więzieniem świata”. Nie ma tu drutu kolczastego na murach, a strażnicy nie noszą broni i często jadają posiłki razem z więźniami. Każda cela ma łazienkę, lodówkę i płaski telewizor.
Z perspektywy kogoś, kto zmaga się z problemami finansowymi w innym kraju, może to wyglądać na niesprawiedliwy luksus. Jednak w kontekście norweskim, te udogodnienia mają konkretny cel: redukcję stresu i agresji. Statystyki pokazują, że to działa. Norwegia ma jeden z najniższych wskaźników recydywy na świecie – wynosi on około 20%, podczas gdy w USA czy Wielkiej Brytanii sięga on często 50-70%.
Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc w norweskim systemie jest wyspa Bastøy. To więzienie o niskim rygorze, gdzie osadzeni mieszkają w drewnianych domkach, opiekują się zwierzętami hodowlanymi, uprawiają rolę i mogą korzystać z plaży czy sauny. Warunkiem pobytu tam jest chęć zmiany swojego życia i przestrzeganie surowych zasad społeczności. To miejsce bardziej przypomina ekologiczną komunę niż zakład karny, ale wciąż jest to miejsce odbywania kary, z którego nie można swobodnie odpłynąć.
Utrzymanie jednego więźnia w Norwegii jest niezwykle drogie i może wynosić nawet ponad 100 000 dolarów rocznie. Krytycy twierdzą, że to marnowanie pieniędzy podatników. Norweski rząd patrzy na to jednak jak na inwestycję.
Jeśli więzień po wyjściu na wolność znajdzie pracę, będzie płacił podatki i nie popełni kolejnego przestępstwa, państwo oszczędza ogromne kwoty, które musiałoby wydać na kolejne procesy sądowe, utrzymanie go w systemie karnym oraz naprawę szkód wyrządzonych ofiarom. W perspektywie długofalowej „luksusowe” więzienia po prostu się opłacają.
Dla osoby z zewnątrz standard norweskich więzień może wydawać się szokująco wysoki. Jednak w porównaniu do życia wolnego obywatela Norwegii, egzystencja w zakładzie karnym jest wciąż tylko cieniem prawdziwego życia. Kluczem nie jest tutaj „nagradzanie” przestępców, ale dbanie o to, by po odbyciu kary byli oni gotowi do powrotu do społeczeństwa jako sąsiedzi, a nie zagrożenie.
Można więc powiedzieć, że choć warunki są godne i nowoczesne, to wciąż pozostają one „standardem minimum” w bogatym społeczeństwie norweskim, a nie luksusem, który przewyższałby życie na wolności.