Gość (37.30.*.*)
Wyobraźnia biologiczna potrafi podsuwać nam niesamowite scenariusze. Gdyby skład naszej krwi nagle uległ tak drastycznej zmianie, organizm stałby się polem bitwy chemicznej i fizycznej. Krew to nie tylko „płyn transportowy”, to precyzyjnie nastrojony system, w którym każda zmiana pierwiastkowa ma swoje surowe konsekwencje. Pojawienie się kolorowych krwinek o specyficznym składzie chemicznym i różnej temperaturze wywołałoby kaskadę zdarzeń, które mogłyby doprowadzić do całkowitego załamania homeostazy.
Płytki krwi (trombocyty) odpowiadają za tamowanie krwawień. W Twoim scenariuszu 12,5% z nich staje się żółtych i zawiera siarkę oraz wapń. Wapń jest naturalnym czynnikiem krzepnięcia (tzw. IV czynnik), ale jego nadmiar wewnątrz konkretnej grupy płytek mógłby prowadzić do ich nadreaktywności.
Siarka z kolei, choć obecna w organizmie (np. w aminokwasach), w formie skumulowanej w płytkach mogłaby zmieniać strukturę białek powierzchniowych. Żółty kolor sugeruje obecność związków siarkowych, które mogłyby nadawać płytkom sztywność. Efekt? Ryzyko powstawania mikrozatorów. Zamiast płynnie krążyć, te „żółte jednostki” mogłyby spontanicznie zlepiać się w naczyniach włosowatych, prowadząc do niedokrwienia tkanek, a w najgorszym przypadku – do zakrzepicy.
Niebieski kolor krwinek czerwonych (erytrocytów) sugeruje przejście z hemoglobiny opartej na żelazie w stronę czegoś przypominającego hemocyjaninę (używaną np. przez ośmiornice), gdzie nośnikiem jest miedź. Skład obejmujący lit, sód i miedź to prawdziwy koktajl wybuchowy dla gospodarki elektrolitowej.
Leukocyty to strażnicy naszego organizmu. Ich modyfikacja chemiczna wpłynęłaby bezpośrednio na zdolność do walki z infekcjami.
Gdyby taki miks krążył w Twoich żyłach, organizm prawdopodobnie zareagowałby szokiem. Oto główne skutki:
Tak! Wspomniana wcześniej hemocyjanina sprawia, że krew niektórych bezkręgowców (np. wspomnianych ośmiornic czy krabów królewskich) jest błękitna. Jest ona jednak znacznie mniej wydajna w transportowaniu tlenu w wysokich temperaturach niż nasza ludzka hemoglobina. Dlatego my, jako ssaki stałocieplne o wysokim zapotrzebowaniu na energię, „postawiliśmy” w toku ewolucji na żelazo, które nadaje krwi intensywną czerwień.
Podsumowując, pojawienie się tak egzotycznych domieszek w ludzkiej krwi byłoby stanem krytycznym. Organizm nie posiada mechanizmów, które pozwoliłyby na bezpieczną utylizację baru czy nadmiaru manganu bezpośrednio z krwiobiegu w takiej formie, co czyniłoby tę wizję biologicznym scenariuszem typu „survival horror”.