Gość (37.30.*.*)
Choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że freestyle i muzyka improwizowana to właściwie to samo – w końcu oba zjawiska opierają się na tworzeniu „tu i teraz” – diabeł tkwi w szczegółach, kontekście i narzędziach, którymi posługują się artyści. Granica między nimi bywa płynna, ale w świecie teorii muzyki i kultury ulicznej są to dwa odrębne światy, które łączą się jedynie w punkcie wspólnym, jakim jest spontaniczność.
Freestyle kojarzy nam się przede wszystkim z kulturą hip-hopową. To sztuka składania rymów i budowania narracji w czasie rzeczywistym, najczęściej do puszczonego w tle bitu. Kluczowym elementem freestyle’u jest tekst – raper musi wykazać się nie tylko refleksem, ale też bogatym słownictwem, umiejętnością puentowania (tzw. punchline’y) oraz nienagannym wyczuciem rytmu, czyli flow.
W klasycznym ujęciu freestyle dzieli się na dwa rodzaje: „off the dome”, czyli pełną improwizację bez wcześniejszego przygotowania żadnych wersów, oraz formy mieszane, gdzie artysta korzysta z wcześniej wymyślonych schematów, dopasowując je do danej sytuacji. Głównym celem freestyle’u jest często interakcja z publicznością lub przeciwnikiem (w przypadku bitew), a muzyka (bit) stanowi tu fundament, który zazwyczaj jest stały i powtarzalny.
Muzyka improwizowana to pojęcie znacznie szersze i starsze niż hip-hopowy freestyle. Obejmuje ona wszelkie formy tworzenia dźwięków bez zapisu nutowego, od solówek jazzowych, przez bluesowe improwizacje, aż po radykalną muzykę eksperymentalną (tzw. free improvisation). Tutaj głównym narzędziem nie jest słowo, lecz instrument lub głos traktowany jako instrument (np. scat w jazzie).
W muzyce improwizowanej nacisk kładzie się na harmonię, melodię, barwę dźwięku i dynamikę. Muzycy często prowadzą ze sobą dialog – jeden instrument odpowiada na frazę drugiego, wspólnie budując strukturę utworu, która nigdy wcześniej nie istniała i nigdy w identycznej formie się nie powtórzy. O ile freestyle często trzyma się sztywnych ram rytmicznych bitu, o tyle muzyka improwizowana może całkowicie odrzucać metrum i tradycyjne skale.
Aby lepiej zrozumieć te różnice, warto zestawić je w kilku najważniejszych punktach:
Badania neurologiczne przeprowadzone na raperach i muzykach jazzowych wykazały fascynujące zjawisko. Podczas improwizacji (zarówno słownej, jak i instrumentalnej) w mózgu dochodzi do wyłączenia części kory przedczołowej odpowiedzialnej za autokontrolę i cenzurę. Jednocześnie uaktywniają się obszary związane z ekspresją i emocjami. Oznacza to, że stan „flow”, w który wpadają artyści, jest stanem biologicznego zawieszenia wewnętrznego krytyka, co pozwala na niczym nieskrępowaną kreatywność.
Mimo różnic, granica między freestylem a muzyką improwizowaną zaciera się w projektach typu „live band hip-hop”. Kiedy raper improwizuje do muzyki granej na żywo przez zespół jazzowy, oba te nurty stają się jednością. Muzycy reagują na to, co mówi raper, a raper dostosowuje swoje flow do zmian w harmonii czy tempie narzucanych przez instrumenty. To właśnie w takich momentach widać najwyższy kunszt obu tych dziedzin – umiejętność słuchania i natychmiastowej odpowiedzi na bodźce płynące od innych artystów.
Podsumowując, choć freestyle technicznie jest formą improwizacji muzycznej, w powszechnym rozumieniu odnosi się do sztuki słowa, podczas gdy muzyka improwizowana skupia się na czystej formie dźwiękowej. Oba te zjawiska wymagają jednak tej samej cechy: odwagi, by stanąć przed ludźmi i stworzyć coś z niczego.