Gość (83.4.*.*)
Teorie spiskowe od lat rozpalają wyobraźnię milionów ludzi na całym świecie. Od rzekomego sfingowania lądowania na Księżycu, przez ukrywanie leku na raka, aż po teorie o płaskiej Ziemi – scenariusze te zakładają istnienie potężnych grup trzymających władzę, które manipulują rzeczywistością. Jednak gdy przyjrzymy się logistyce, psychologii i matematyce, szybko okaże się, że utrzymanie wielkiego sekretu przez tysiące zaangażowanych osób jest praktycznie niewykonalne.
W 2016 roku dr David Robert Grimes, fizyk z Uniwersytetu Oksfordzkiego, postanowił sprawdzić, czy da się naukowo obliczyć żywotność spisku. Stworzył on model matematyczny oparty na prawdopodobieństwie przypadkowego wycieku informacji lub celowego działania sygnalisty (whistleblowera).
Model Grimesa bierze pod uwagę trzy główne czynniki:
Naukowiec przeanalizował historyczne, autentyczne spiski (które ostatecznie wyszły na jaw), takie jak program inwigilacji PRISM ujawniony przez Edwarda Snowdena czy skandal Tuskegee. Na tej podstawie oszacował, że prawdopodobieństwo pojedynczego wycieku wynosi około $0,00043%$ na osobę na rok. Choć wydaje się to małą liczbą, przy ogromnej skali przedsięwzięcia matematyka staje się bezlitosna.
Zgodnie z tym modelem, aby spisek przetrwał dekadę, liczba osób wtajemniczonych nie może przekraczać 1000. Jeśli w tajemnicę zaangażowanych jest 5000 osób, sekret wyjdzie na jaw w ciągu niespełna 8 lat.
Gdyby teorie o sfingowaniu lądowania na Księżycu (angażujące około 411 000 pracowników NASA) były prawdziwe, świat dowiedziałby się o oszustwie w ciągu zaledwie 3 lat i 8 miesięcy. Podobnie sprawa ma się z rzekomym ukrywaniem leku na raka – przy setkach tysięcy naukowców i pracowników firm farmaceutycznych, prawda wyszłaby na jaw w mniej niż 3 lata.
Ludzie z natury nie są dobrzy w dochowywaniu tajemnic, zwłaszcza gdy w grę wchodzą emocje, etyka lub chęć zysku. Im więcej osób wie o danej sprawie, tym większa szansa na pojawienie się tzw. sygnalisty.
Wielki spisek to nie tylko ludzie, to także ogromna infrastruktura. Każde działanie na dużą skalę wymaga finansowania, transportu, komunikacji i zasobów.
Mimo logicznych i matematycznych dowodów na to, że wielkie spiski są niemożliwe do utrzymania, teorie te mają się świetnie. Psycholodzy sugerują, że wiara w nie daje ludziom poczucie kontroli nad chaotycznym światem. Łatwiej jest uwierzyć, że za wielką tragedią stoi zorganizowana grupa, niż zaakceptować fakt, że światem rządzi przypadek lub niekompetencja jednostek.
Ciekawostką jest fakt, że prawdziwe spiski w historii zazwyczaj dotyczyły małych grup osób działających w krótkim czasie. Przykładem może być afera Watergate, w którą bezpośrednio zaangażowanych było tylko kilkanaście osób, a i tak prawda wyszła na jaw dzięki dociekliwości dziennikarzy i błędowi jednego z włamywaczy.
Podsumowując, choć wizja potężnych organizacji kontrolujących każdy aspekt naszego życia jest atrakcyjnym motywem filmowym, rzeczywistość jest znacznie bardziej prozaiczna. Ludzka natura, błędy logistyczne i nieubłagana statystyka sprawiają, że każdy sekret angażujący tysiące osób ma bardzo krótki termin ważności.