Gość (85.221.*.*)
Większość z nas nie zastanawia się nad techniką korzystania z toalety, dopóki nie pojawią się problemy. Choć wydaje się to czynnością instynktowną, tempo, w jakim się wypróżniamy, ma ogromne znaczenie dla zdrowia naszych jelit, odbytu, a nawet mięśni dna miednicy. Odpowiedź na pytanie, czy robić to szybko, czy powoli, nie jest jednak zero-jedynkowa. Kluczem jest unikanie dwóch skrajności: nadmiernego parcia oraz zbyt długiego przesiadywania na muszli.
Wiele osób, żyjąc w ciągłym biegu, próbuje „załatwić sprawę” jak najszybciej. Problem pojawia się wtedy, gdy organizm nie jest jeszcze gotowy, a my próbujemy wymusić proces poprzez silne parcie (tzw. manewr Valsalvy). Takie działanie generuje ogromne ciśnienie w jamie brzusznej i w okolicach odbytu.
Regularne, siłowe wypróżnianie się „na szybko” to najkrótsza droga do nabawienia się hemoroidów. Zbyt duże ciśnienie powoduje, że sploty żylne w kanale odbytu nadmiernie wypełniają się krwią i rozciągają. Dodatkowo może to prowadzić do bolesnych pęknięć błony śluzowej, czyli szczelin odbytu. Jeśli czujesz, że musisz włożyć dużo siły w wypróżnienie, to znak, że Twoja dieta lub pozycja w toalecie wymagają poprawy.
Z drugiej strony mamy trend „toaletowego relaksu”. Zabieranie telefonu lub książki do łazienki sprawia, że spędzamy na muszli znacznie więcej czasu, niż jest to konieczne. Choć wydaje się to niewinne, dla Twojego organizmu jest to bardzo niekorzystna sytuacja.
Kiedy siedzisz na toalecie, Twoje mięśnie dna miednicy są rozluźnione, a odbyt znajduje się w pozycji, która sprzyja grawitacyjnemu napływowi krwi do naczyń krwionośnych w tej okolicy. Siedzenie w tej pozycji przez 15, 20 czy 30 minut sprawia, że naczynia te są poddawane ciągłemu naciskowi. To kolejny prosty sposób na rozwój choroby hemoroidalnej. Lekarze proktolodzy są zgodni: toaleta to nie czytelnia. Powinniśmy tam przebywać tylko tyle, ile faktycznie zajmuje proces fizjologiczny.
Zdrowe wypróżnienie powinno być procesem niemalże bezwysiłkowym i trwać zazwyczaj od minuty do maksymalnie 5–10 minut. Jeśli proces zajmuje Ci mniej niż minutę, ale wymaga ogromnego wysiłku i parcia – to za szybko. Jeśli siedzisz 15 minut i czekasz na „natchnienie” – to za długo.
Idealny scenariusz to taki, w którym idziesz do toalety dopiero wtedy, gdy poczujesz wyraźne parcie. Wtedy mięśnie jelit są już gotowe do pracy, a Ty pełnisz jedynie rolę „asystenta”, pozwalając naturze działać.
Jeśli masz problem z tym, że wypróżnianie trwa zbyt długo lub wymaga wysiłku, warto zwrócić uwagę na mechanikę swojego ciała. Nowoczesne toalety, choć wygodne, wymuszają na nas pozycję siedzącą pod kątem 90 stopni. W tej pozycji mięsień łonowo-odbytniczy częściowo zaciska odbyt, co utrudnia pasaż stolca.
Rozwiązaniem, które zrewolucjonizowało podejście do zdrowia jelit, jest mały stołek pod nogi. Podniesienie kolan powyżej linii bioder (pozycja kuczna, kąt około 35 stopni) sprawia, że mięśnie wokół odbytu całkowicie się rozluźniają, a droga dla stolca staje się prosta. Dzięki temu wypróżnianie zachodzi szybciej, sprawniej i bez konieczności szkodliwego parcia.
Nie można zapominać o podstawach. Nawet najlepsza technika nie pomoże, jeśli stolce są twarde i suche.
Układ pokarmowy posiada własną sieć neuronów, zwaną jelitowym układem nerwowym (ENS). Jest on tak rozbudowany, że naukowcy często nazywają go „drugim mózgiem”. To właśnie dlatego stres, pośpiech czy zdenerwowanie tak szybko odbijają się na naszej wizycie w toalecie. Kiedy jesteś spięty, Twoje jelita również się spinają, co utrudnia naturalny proces. Dlatego w toalecie najważniejszy jest spokój – nie pośpiech, nie lenistwo, ale pełne rozluźnienie.
Podsumowując, nie staraj się wypróżniać „na wyścigi”, ale też nie rób z toalety pokoju wypoczynkowego. Słuchaj sygnałów płynących z ciała, zainwestuj w mały podnóżek i pozwól grawitacji oraz naturalnej perystaltyce wykonać większość pracy za Ciebie. Twoje jelita będą Ci za to wdzięczne!