Gość (83.4.*.*)
Model pruski, który narodził się w XVIII i XIX wieku, był na swoje czasy rewolucją. To właśnie dzięki niemu wprowadzono powszechny obowiązek szkolny, co drastycznie podniosło poziom piśmienności w społeczeństwie. Z perspektywy dzisiejszego obserwatora może się wydawać, że system promujący dyscyplinę, systematyczność i dążenie do wyników jest idealnym narzędziem do walki z lenistwem. Jednak w XXI wieku świat zmienił się tak bardzo, że fundamenty, na których zbudowano ten model, zaczęły być postrzegane nie jako atuty, lecz jako bariery hamujące rozwój młodego człowieka.
Aby zrozumieć krytykę modelu pruskiego, musimy najpierw spojrzeć na to, po co w ogóle powstał. Prusy potrzebowały posłusznych żołnierzy i lojalnych urzędników oraz robotników, którzy będą potrafili wykonywać powtarzalne czynności w fabrykach. Szkoła miała być "fabryką obywateli". Dzwonki obwieszczające początek i koniec lekcji, rzędy ławek ustawione przodem do nauczyciela oraz sztywny podział na przedmioty – to wszystko miało przyzwyczaić dzieci do rygoru przemysłowego.
W XXI wieku praca w fabryce przy taśmie produkcyjnej jest coraz częściej domeną robotów i algorytmów. Dzisiejszy rynek pracy potrzebuje ludzi, którzy potrafią myśleć nieszablonowo, współpracować w grupach i adaptować się do zmian. Model pruski, stawiający na odtwórczość, stoi w bezpośredniej sprzeczności z tymi potrzebami.
Argument o zachęcaniu do osiągnięć jest jednym z najczęściej przywoływanych przez zwolenników tradycyjnej szkoły. Problem polega na tym, jak definiujemy te osiągnięcia. W modelu pruskim sukcesem jest wysoka ocena, która często wynika z umiejętności zapamiętania dużej ilości materiału w krótkim czasie (słynna zasada "3Z": zakuj, zdaj, zapomnij).
Krytycy wskazują, że taki system promuje motywację zewnętrzną (strach przed karą lub chęć otrzymania nagrody w postaci stopnia), zamiast budować motywację wewnętrzną (ciekawość świata, pasję). Kiedy uczeń uczy się "pod test", przestaje pytać "dlaczego to jest ważne?", a zaczyna pytać "czy to będzie na sprawdzianie?". W efekcie, zamiast kształtować ekspertów, system ten produkuje osoby, które potrafią sprawnie wypełniać polecenia, ale mają trudności z samodzielnym wyznaczaniem sobie celów.
Psychologia opisuje zjawisko zwane efektem nadmiernego uzasadnienia. Polega ono na tym, że jeśli zaczniemy nagradzać kogoś za czynność, którą ta osoba lubi robić sama z siebie (np. czytanie książek), jej naturalna chęć do wykonywania tej czynności spadnie. Gdy nagroda (ocena) zniknie, znika też chęć do działania. To jeden z powodów, dla których wielu absolwentów po zakończeniu edukacji przestaje się rozwijać.
To, co w modelu pruskim nazywamy "walką z lenistwem", często jest w rzeczywistości wymuszaniem konformizmu. System ten nie toleruje błędów – błąd jest karany niską oceną. Tymczasem w nowoczesnej nauce, technologii i biznesie błąd jest nieodłącznym elementem procesu innowacji.
Krytyka modelu pruskiego w XXI wieku skupia się na kilku kluczowych aspektach:
Kiedy powstawał model pruski, nauczyciel był jedynym źródłem wiedzy w okolicy. Dziś każdy uczeń ma w kieszeni dostęp do niemal całej wiedzy ludzkości poprzez smartfona. W tej sytuacji rola szkoły jako "przekazywacza faktów" traci sens.
Współczesna edukacja powinna kłaść nacisk na tzw. kompetencje 4K:
Model pruski ze swojej natury utrudnia rozwój tych cech, ponieważ stawia na indywidualną rywalizację o stopnie i bezwzględne posłuszeństwo autorytetowi.
Krytyka nie oznacza, że dyscyplina i praca nie są ważne. Nowoczesne systemy edukacyjne (jak np. model fiński czy szkoły Montessori) pokazują jednak, że można osiągać świetne wyniki, rezygnując z pruskiego drylu. Zamiast zmuszać do nauki poprzez strach przed "lenistwem", stawiają one na budowanie poczucia sprawstwa i odpowiedzialności u ucznia.
W XXI wieku wiemy już, że człowiek, który działa z pasji i poczucia sensu, zawsze będzie bardziej wydajny i szczęśliwszy niż ten, który pracuje tylko dlatego, że boi się kary lub goni za cyferką w dzienniku. To właśnie ta zmiana paradygmatu sprawia, że pruski model edukacji, choć kiedyś skuteczny, dziś staje się anachronizmem.