Gość (83.4.*.*)
Relacje międzyludzkie to skomplikowana gra emocji, oczekiwań i barier, które sami przed sobą stawiamy. Często zastanawiamy się, czy rezygnacja z kontaktu z daną osobą to przejaw naszej dojrzałości i mitycznego „dystansu”, czy wręcz przeciwnie – dowód na to, że pewne rzeczy wciąż nas dotykają zbyt mocno. Odpowiedź nie jest czarno-biała, ponieważ psychologia podpowiada, że motywacja stojąca za unikaniem jest ważniejsza niż samo działanie.
Zanim przejdziemy do analizy unikania, warto zdefiniować, co rozumiemy przez dystans do samego siebie. To umiejętność spojrzenia na własne reakcje, błędy i cechy charakteru z boku, niemalże oczami postronnego obserwatora. Osoba posiadająca taki dystans nie bierze wszystkiego do siebie, potrafi śmiać się z własnych potknięć i nie czuje panicznego przymusu udowadniania swojej racji za wszelką cenę.
Dystans to w dużej mierze wolność od własnego ego. Jeśli ktoś nas krytykuje, a my mamy do siebie dystans, potrafimy ocenić tę krytykę merytorycznie, zamiast od razu przechodzić do defensywy lub ataku. To wewnętrzny spokój, który sprawia, że opinie innych nie trzęsą fundamentami naszej samooceny.
W wielu przypadkach unikanie kogoś jest sygnałem, że tego dystansu nam brakuje. Jeśli obecność danej osoby wywołuje w nas silny lęk, złość lub poczucie gorszości, a my wybieramy ucieczkę, byle tylko nie skonfrontować się z tymi emocjami, to działamy z pozycji reaktywnej. W takim scenariuszu unikanie jest mechanizmem obronnym.
Kiedy unikamy kogoś, bo „nie możemy na niego patrzeć” po drobnej sprzeczce, często oznacza to, że nasze ego zostało zranione. Brak dystansu sprawia, że każda interakcja z tą osobą jest jak dotknięcie otwartej rany. Zamiast przetrawić sytuację i przejść nad nią do porządku dziennego, wybieramy izolację, która ma nas chronić przed dalszym dyskomfortem.
Istnieje jednak druga strona medalu. Unikanie może być świadomym wyborem osoby, która doskonale zna swoją wartość i szanuje swój czas oraz energię psychiczną. W psychologii mówi się wtedy o stawianiu granic. Jeśli wiemy, że relacja z konkretną osobą jest toksyczna, jednostronna lub po prostu nic nie wnosi do naszego życia, rezygnacja z kontaktu może być najwyższym przejawem dystansu.
Osoba z dystansem do siebie myśli: „Nie muszę nikomu udowadniać, że jestem lepszy. Nie muszę wygrywać każdej kłótni. Moim priorytetem jest mój spokój”. W takim przypadku unikanie nie wynika z lęku, ale z kalkulacji zysków i strat emocjonalnych. To nie jest ucieczka przed problemem, ale wybór nieuczestniczenia w grze, która nas nie interesuje.
W psychologii istnieje technika zwana „metodą szarego kamienia” (Gray Rock Method). Polega ona na tym, by w kontaktach z osobami toksycznymi lub prowokującymi stać się tak nudnym i nieciekawym jak zwykły, szary kamień. To forma unikania zaangażowania emocjonalnego przy jednoczesnym zachowaniu fizycznej obecności. Wymaga ona ogromnego dystansu do samego siebie, by nie dać się sprowokować do reakcji.
Aby dowiedzieć się, czy Twoje unikanie kogoś świadczy o dystansie, warto zadać sobie kilka pytań pomocniczych:
Warto pamiętać, że dystans do samego siebie to umiejętność, którą trenuje się przez całe życie. Nikt nie jest w stanie zachować stoickiego spokoju w każdej sytuacji. Czasami unikanie kogoś jest po prostu etapem przejściowym – potrzebujemy czasu, by nabrać perspektywy, zanim będziemy mogli ponownie wejść w interakcję bez zbędnych emocji.
Prawdziwy dystans objawia się w momencie, gdy przestajemy traktować zachowania innych ludzi jako bezpośredni atak na naszą osobę. Zaczynamy rozumieć, że to, jak inni nas traktują, mówi więcej o nich samych niż o nas. Wtedy unikanie przestaje być strategią przetrwania, a staje się higieną życia psychicznego. Wybieramy towarzystwo ludzi, którzy nas budują, nie dlatego, że boimy się tych, którzy nas burzą, ale dlatego, że po prostu wolimy spędzać czas w dobrej atmosferze.