Gość (83.4.*.*)
Seria Grand Theft Auto od lat kojarzy się z charakterystycznymi, komiksowymi grafikami, które zdobią pudełka gier i umilają czas podczas instalacji czy ładowania poziomów. Ten styl, pełen grubych konturów i nasyconych barw, stał się znakiem rozpoznawczym marki Rockstar Games. Jednak w większości głównych odsłon, po wejściu do samej rozgrywki, komiks ustępuje miejsca dążeniu do realizmu (oczywiście na miarę czasów, w których dana gra powstawała). Istnieją jednak wyjątki, w których ta specyficzna estetyka przeniknęła bezpośrednio do świata gry lub sposobu prowadzenia narracji.
Jeśli szukasz gry z serii, która najbardziej oddaje ducha komiksowych okładek, bez wątpienia jest to GTA Chinatown Wars. Wydany pierwotnie na konsolę Nintendo DS (a później na PSP i urządzenia mobilne), ten tytuł postawił na zupełnie inną oprawę graficzną niż "czwórka" czy "piątka".
W Chinatown Wars zastosowano technikę cel-shadingu. Polega ona na nakładaniu na trójwymiarowe modele specyficznego cieniowania, które sprawia, że wyglądają one jak narysowane ręką rysownika. Postacie i pojazdy mają wyraźne, czarne obrysy, co nadaje całości bardzo "rysunkowy" charakter. Co więcej, wszystkie przerywniki filmowe w tej części nie są animacjami na silniku gry, lecz statycznymi (lub lekko animowanymi) planszami komiksowymi z dymkami dialogowymi. To zdecydowanie najbardziej "komiksowa" odsłona w całej historii serii.
Kolejnym tytułem, który odbiega od standardowej oprawy, jest GTA Advance. Ze względu na ograniczenia techniczne konsoli Game Boy Advance, twórcy nie mogli postawić na pełne 3D. Zamiast tego otrzymaliśmy widok z góry, który stylistycznie nawiązuje do pierwszych części serii, ale z dużo większym naciskiem na jaskrawą, wręcz przerysowaną kolorystykę.
Podobnie jak w przypadku Chinatown Wars, fabuła w GTA Advance opowiadana jest za pomocą statycznych portretów postaci pojawiających się podczas rozmów. Choć to głównie ograniczenie sprzętowe, efekt końcowy bardzo mocno przypomina estetykę znaną z wczesnych powieści graficznych.
Choć GTA Vice City technicznie rzecz biorąc jest grą w pełnym 3D z "normalnymi" jak na 2002 rok teksturami, to jej stylistyka bardzo mocno czerpie z pop-artu i estetyki lat 80. Rockstar świadomie użył tam palety barw opartej na neonowym różu, błękicie i pomarańczu.
Warto zauważyć, że w Vice City (oraz w Vice City Stories) interfejs użytkownika, ikony broni oraz niektóre efekty wizualne są znacznie bardziej stylizowane niż w mrocznym GTA III. Choć nie jest to "grafika komiksowa" w sensie technicznym, to wizualny przepych i przerysowanie świata gry sprawiają, że gracz czuje się, jakby uczestniczył w interaktywnym filmie sensacyjnym z tamtej epoki, który równie dobrze mógłby być komiksem.
Za kultowy wygląd okładek GTA odpowiada przede wszystkim Stephen Bliss, który pracował w Rockstar Games przez ponad 15 lat. To on dopracował styl, który fani nazywają "GTA style". Jego prace stały się tak popularne, że w internecie można znaleźć setki poradników, jak przerobić własne zdjęcie na grafikę rodem z ekranu ładowania Grand Theft Auto.
Warto wspomnieć o wydanym niedawno pakiecie GTA: The Trilogy – The Definitive Edition. Odświeżone wersje III, Vice City i San Andreas wzbudziły spore emocje właśnie ze względu na oprawę graficzną. Twórcy zdecydowali się na wygładzenie modeli postaci, co w połączeniu z nowym oświetleniem nadało im nieco "plastikowy" lub wręcz kreskówkowy wygląd. Nie jest to klasyczny styl komiksowy, ale dla wielu graczy był to krok w stronę estetyki bardziej odrealnionej, co nie każdemu przypadło do gustu.
Podsumowując, jeśli chcesz zagrać w "komiksowe GTA", Twoim pierwszym wyborem powinno być Chinatown Wars. To jedyny tytuł, który tak odważnie przeniósł estetykę z okładek bezpośrednio do mechaniki wyświetlania obrazu i prowadzenia opowieści.