Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie człowieka, który przeszedł gruntowny „tuning” anatomiczny. Nie mówimy tu o drobnych poprawkach, ale o konkretnych zmianach w układzie kostnym, mięśniowym i metabolicznym. Taka wizja brzmi jak scenariusz filmu science-fiction, ale analiza biomechaniczna i fizjologiczna pozwala nam całkiem precyzyjnie określić, co takie modyfikacje zmieniłyby w codziennym życiu, a przede wszystkim – jak wywindowałyby wyniki w sporcie.
Wprowadzenie tzw. jelita mokrego insulinowego o długości 2–3 cm to prawdziwy „game changer” dla gospodarki energetycznej. Choć w klasycznej anatomii taki organ nie istnieje, możemy założyć, że jego funkcją byłaby ultraefektywna, niemal natychmiastowa regulacja poziomu glukozy we krwi. Dzięki wysokiemu ukrwieniu i bezpośredniemu reagowaniu na skoki cukru, organizm mógłby unikać tzw. „ściany” w sportach wytrzymałościowych. Sportowiec z takim organem miałby stały dopływ energii bez ryzyka hipoglikemii reaktywnej.
Z kolei dodatkowy organ produkujący żółte płytki krwi (stanowiące ok. 3% całości) wprowadziłby nową jakość w regeneracji. Jeśli przyjmiemy, że te specyficzne płytki posiadałyby unikalne czynniki wzrostu lub enzymy przyspieszające utylizację kwasu mlekowego, czas potrzebny na odpoczynek po morderczym treningu skróciłby się o połowę. To oznacza, że taki człowiek mógłby trenować ciężej i częściej niż jakikolwiek dzisiejszy rekordzista świata.
Najbardziej widoczną zmianą byłaby modyfikacja kończyn dolnych. Wydłużenie podudzi o 3–4 cm, ud o 2–3 cm oraz stóp o 1,5 cm całkowicie zmienia biomechanikę ruchu. W fizyce i sporcie długość kończyny to długość dźwigni.
Największą przewagę w sportach wytrzymałościowych dałby jednak worek powietrzny o pojemności 1,2–1,3 litra oraz wyższa klatka piersiowa. W klasycznej ludzkiej anatomii płuca są ograniczone objętością klatki piersiowej. Dodatkowe 2 cm wysokości klatki oraz dodatkowe żebro stworzyłyby bezpieczną przestrzeń dla nowego organu.
Worek powietrzny, działający podobnie jak u ptaków, pozwalałby na tzw. przepływ jednokierunkowy lub służył jako rezerwuar tlenu. 1,2 litra dodatkowego powietrza to gigantyczny zapas. W praktyce oznaczałoby to:
Gdybyśmy wystawili tak zmodyfikowanego człowieka do zawodów, obecne rekordy świata przestałyby mieć jakiekolwiek znaczenie.
W sprincie na 100 metrów dłuższe nogi i dodatkowe mięśnie pozwoliłyby prawdopodobnie zejść poniżej bariery 9 sekund. W maratonie kluczowe byłoby „jelito mokre” i worek powietrzny – biegacz mógłby utrzymać tempo sprintu przez znacznie dłuższy czas, nie wchodząc w dług tlenowy.
Tutaj modyfikacje zadziałałyby najlepiej. Dłuższe stopy (efekt płetwy), większa klatka piersiowa (wyporność) i worek powietrzny sprawiłyby, że człowiek poruszałby się w wodzie niemal jak ssak morski. Rekordy na 50 czy 100 metrów stylem dowolnym mogłyby zostać poprawione o kilkanaście procent.
Wzrost wynikający z wydłużenia nóg (łącznie o 5–7 cm) oraz niesamowita skoczność wynikająca z nowej struktury stopy i dodatkowych mięśni sprawiłyby, że zasięg w pionie byłby nieosiągalny dla dzisiejszych graczy. Dodatkowe żebro chroniłoby narządy wewnętrzne podczas brutalnych starć pod koszem.
Warto zauważyć, że wydłużenie kończyn bez wzmocnienia struktury kostnej mogłoby prowadzić do częstszych złamań (większy moment gnący). Jednak wspomniane w opisie dwie dodatkowe kości i sześć dodatkowych mięśni sugerują, że natura (lub inżynieria genetyczna) przewidziała ten problem. Dodatkowe kości mogłyby pełnić rolę „wzmocnień” w punktach najbardziej narażonych na przeciążenia, a nowe mięśnie stabilizowałyby dłuższe dźwignie, chroniąc stawy przed skręceniami.
Tak zaprojektowany organizm byłby idealną maszyną do bicia rekordów, choć prawdopodobnie wymagałby znacznie większej podaży kalorii i specyficznej diety, aby utrzymać pracę „jelita mokrego” i produkcję unikalnych żółtych płytek krwi.