Gość (83.4.*.*)
Często spacerując po centrum Warszawy i spoglądając na monumentalną sylwetkę Pałacu Kultury i Nauki, można odnieść wrażenie, że gdzieś już to widzieliśmy. Skojarzenie z nowojorskim Empire State Building nasuwa się niemal automatycznie. Czy jednak PKiN faktycznie jest „polską wersją” amerykańskiego drapacza chmur? Odpowiedź na to pytanie jest fascynującą podróżą przez historię architektury, politykę i ambicje dwóch zupełnie różnych światów.
Wizualne podobieństwo Pałacu Kultury i Nauki do Empire State Building nie jest przypadkowe. Choć PKiN to sztandarowy przykład socrealizmu, jego korzenie tkwią głęboko w amerykańskim art déco. Lew Rudniew, główny projektant Pałacu, nie ukrywał inspiracji wieżowcami zza oceanu. W latach 20. i 30. XX wieku w Stanach Zjednoczonych panowała moda na budynki o uskokowej bryle, które zwężały się ku górze. Było to podyktowane tzw. „zoning laws” w Nowym Jorku, które miały zapewniać dostęp światła słonecznego do ulic.
Sowieccy architekci, tworząc projekty dla Moskwy (tzw. Siedem Sióstr Stalina), a później dla Warszawy, zaadaptowali tę estetykę. Chcieli pokazać, że socjalizm potrafi budować równie potężnie i nowocześnie co kapitalizm, ale z dodatkiem „narodowej formy”. Dlatego w PKiN znajdziemy attyki przypominające te z krakowskich Sukiennic czy renesansowe detale, których próżno szukać w Nowym Jorku.
Mimo podobieństwa wizualnego, fundamenty ideologiczne obu budynków leżą na przeciwległych biegunach. Empire State Building, ukończony w 1931 roku, był prywatną inwestycją, symbolem amerykańskiej przedsiębiorczości i wyścigu o miano najwyższego budynku świata w czasach Wielkiego Kryzysu.
Pałac Kultury i Nauki był natomiast „darem narodu radzieckiego dla narodu polskiego”. Budowany w latach 1952–1955, miał być symbolem dominacji ZSRR i potęgi komunizmu. Dla wielu warszawiaków przez dekady był znakiem opresji, podczas gdy dla nowojorczyków Empire State Building od zawsze był powodem do dumy i ikoną wolnego rynku. Dziś te emocje nieco opadły, a PKiN stał się po prostu nieodłącznym elementem panoramy stolicy, pełniąc funkcję centrum kultury, nauki i rozrywki.
Pałac Kultury nie jest jedynym takim budynkiem na świecie. Jest on niemal kopią Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. Łomonosowa. Podobne wieżowce, choć o mniejszej skali, znajdziemy także w Rydze (Łotewska Akademia Nauk) oraz w Bukareszcie (Casa Presei Libere). Wszystkie one miały manifestować jedność bloku wschodniego pod przewodnictwem Moskwy.
Choć oba budynki budzą respekt swoją wielkością, skala nowojorska jest znacznie potężniejsza. Oto krótkie zestawienie:
Można powiedzieć, że Pałac Kultury i Nauki jest „polską wersją” Empire State Building tylko pod względem estetycznym i sylwetkowym. To ta sama szkoła projektowania wysokościowców, która narodziła się w USA, a została przefiltrowana przez radziecką ideologię i polski detal architektoniczny.
Dziś oba budynki pełnią podobną rolę wizerunkową – są najbardziej rozpoznawalnymi punktami orientacyjnymi w swoich miastach i obowiązkowymi punktami na mapie każdego turysty. Choć ich historia jest skrajnie różna, oba udowadniają, że architektura potrafi przetrwać systemy polityczne i stać się ikoną popkultury.
Jeśli planujesz odwiedzić Pałac, koniecznie wjedź na XXX piętro. Taras widokowy oferuje panoramę Warszawy, która pozwala zrozumieć, jak bardzo miasto zmieniło się w ostatnich latach. Wokół „daru Stalina” wyrosły nowoczesne, szklane wieżowce, które tworzą unikalny kontrast między historią a nowoczesnością – coś, czego nie doświadczysz w tak dobitny sposób nawet na Manhattanie.