Gość (37.30.*.*)
System emerytalny w Polsce to temat, który budzi emocje u każdego – od młodych pracowników, przez przedsiębiorców, aż po osoby zbliżające się do jesieni życia. Pytanie o to, czy konkretne zmiany w składkach i wieku emerytalnym pomogłyby Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), dotyka samego fundamentu stabilności finansowej państwa. Analizując zaproponowany pakiet reform, można śmiało stwierdzić, że z punktu widzenia matematyki ubezpieczeniowej, wpłynąłby on na finanse ZUS-u bardzo pozytywnie, choć dla portfeli obywateli byłby sporym wyzwaniem.
Podniesienie składki emerytalnej o 1,12% (obecnie wynosi ona 19,52% podstawy wymiaru) wydaje się kosmetyczną zmianą, ale w skali całego kraju to miliardy złotych dodatkowych wpływów rocznie. Rozłożenie tego ciężaru po 0,56% na pracownika i pracodawcę jest ruchem strategicznym – psychologicznie mniej bolesnym, bo rozproszonym.
Dla osoby zarabiającej średnią krajową (przyjmijmy ok. 8000 zł brutto), dodatkowy koszt dla pracownika wyniósłby około 44,80 zł miesięcznie. Tyle samo dopłaciłby pracodawca. Jednak w przypadku osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą (JDG), które musiałyby pokryć całość (1,12%), obciążenie byłoby bardziej odczuwalne, zwłaszcza przy braku możliwości odliczenia tej kwoty w sposób znacząco redukujący inne koszty. Dla ZUS-u oznacza to bezpośredni zastrzyk gotówki, który zmniejsza deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS).
Likwidacja Ulgi na start, ZUS-u preferencyjnego oraz Małego ZUS-u Plus to krok, który najmocniej uderzyłby w nowe i najmniejsze firmy, ale dla ZUS-u byłby prawdziwym "doładowaniem". Obecnie system dopłat i ulg powoduje, że państwo (budżet) musi często dotować FUS, aby pokryć brakujące składki od osób korzystających z preferencji.
Wprowadzenie pełnego oskładkowania od pierwszego dnia działalności drastycznie zwiększyłoby wpływy do systemu w krótkim terminie. Z drugiej strony, istnieje ryzyko, że część przedsiębiorców uciekłaby do szarej strefy lub zamknęła firmy, co mogłoby przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Niemniej, z czysto księgowego punktu widzenia, likwidacja ulg to dla ZUS-u czysty zysk.
To jeden z najbardziej wrażliwych punktów dyskusji publicznej. Statystycznie kobiety żyją dłużej niż mężczyźni, a przechodząc na emeryturę w wieku 60 lat, pobierają świadczenie przez znacznie więcej lat, mając jednocześnie krótszy okres składkowy.
Podniesienie wieku emerytalnego o rok (do 61 lat) działa na korzyść ZUS-u dwutorowo:
To rozwiązanie realnie poprawia bilans systemu i jest rekomendowane przez wiele instytucji finansowych jako niezbędny krok w obliczu demografii.
Wprowadzenie premii w postaci dopisania do kapitału początkowego 100 euro (ok. 430 zł) oraz 125% minimalnego wynagrodzenia dla osób przechodzących na emeryturę po 75. roku życia to ciekawy mechanizm motywacyjny.
Spójrzmy na to od strony matematycznej. Przyjmijmy, że minimalne wynagrodzenie to 4300 zł brutto. 125% tej kwoty to 5375 zł. Łącznie z bonusem 100 euro, kapitał emerytalny takiej osoby wzrósłby jednorazowo o około 5800 zł.
Czy to pomoże ZUS-owi?
Tak, i to bardzo. Osoba, która pracuje do 75. roku życia, zamiast pobierać emeryturę od 60. czy 65. roku życia, zasila system swoimi składkami przez dodatkowe 10-15 lat. Koszt dopisania kilku tysięcy złotych do kapitału jest znikomy w porównaniu do oszczędności, jakie ZUS generuje dzięki temu, że przez kilkanaście lat nie musiał wypłacać tej osobie comiesięcznego świadczenia. To klasyczna sytuacja "win-win" dla budżetu państwa, choć skorzystałaby z niej tylko nieliczna grupa osób o wyjątkowo dobrym zdrowiu.
W Polsce na jednego emeryta przypada coraz mniej osób pracujących. W latach 90. ten stosunek wynosił ok. 4:1, obecnie zbliżamy się do 2:1, a prognozy na rok 2050 mówią nawet o stosunku 1:1. Każdy rok dłuższej pracy to nie tylko wyższa emerytura dla seniora, ale przede wszystkim mniejsza dziura budżetowa, którą wszyscy musimy łatać z podatków.
Gdyby te wszystkie zmiany weszły w życie jednocześnie, ZUS zanotowałby gwałtowną poprawę płynności finansowej.
Z punktu widzenia stabilności systemu emerytalnego – tak, te zmiany byłyby bardzo pomocne. Jednak ich wprowadzenie wiązałoby się z dużym kosztem społecznym i politycznym, a także mogłoby wpłynąć na spowolnienie dynamiki powstawania nowych mikroprzedsiębiorstw.
Wyliczenie przykładowego wpływu podwyżki składki o 1,12%:
Mnożąc to przez miliony ubezpieczonych, otrzymujemy kwoty idące w miliardy złotych, które realnie mogłyby zasypać deficyt FUS. Nie mogę jednak zweryfikować, czy takie zmiany są obecnie planowane przez rząd, ponieważ moja baza wiedzy nie zawiera informacji o najnowszych projektach ustaw z ostatnich dni.