Gość (37.30.*.*)
Debata nad kształtem systemu podatkowego i emerytalnego w Polsce nabiera rumieńców, a postulaty dotyczące wprowadzenia nowych opłat celowych oraz uproszczenia stawek VAT i PIT budzą spore emocje. Choć na pierwszy rzut oka propozycje takie jak „opłata pampersowa” czy uzależnienie składek od liczby dzieci mogą wydawać się egzotyczne, stoją za nimi konkretne argumenty ekonomiczne i demograficzne. Specjaliści wskazują, że obecny system jest niewydolny w obliczu starzejącego się społeczeństwa i skomplikowanych przepisów, które sprzyjają unikaniu opodatkowania.
Kluczowym wyzwaniem dla współczesnych państw jest tzw. zastępowalność pokoleń. System emerytalny opiera się na umowie międzypokoleniowej – dzisiejsi pracujący finansują świadczenia dzisiejszych emerytów. Gdy dzieci rodzi się mniej, system zaczyna trzeszczeć w szwach. Stąd pomysł na opłatę pielęgnacyjną (od 3,5% do 6,5% PIT i CIT dla JDG), której wysokość byłaby powiązana z liczbą posiadanych dzieci.
Logika ekspertów jest tu brutalnie prosta: osoby wychowujące co najmniej czworo dzieci wnoszą do systemu ogromny kapitał ludzki – przyszłych podatników, którzy będą utrzymywać całe społeczeństwo. Osoby bezdzietne lub z małą liczbą dzieci, według tej koncepcji, powinny partycypować w kosztach opieki senioralnej w większym stopniu finansowym, skoro nie „dostarczyły” systemowi przyszłych rąk do pracy. Z kolei opłata pampersowa (do 0,25%) miałaby być stałym, dedykowanym funduszem na wsparcie najmłodszych, co ma odciążyć budżet centralny od doraźnych programów socjalnych.
Postulat wprowadzenia opłaty edukacyjnej w wysokości do 0,9% PIT i CIT wynika z przekonania, że jakość kształcenia bezpośrednio przekłada się na innowacyjność gospodarki. Obecnie finansowanie szkół zależy od ogólnej kondycji budżetu, co często prowadzi do niedofinansowania placówek. Wydzielenie konkretnego procentu z podatków dochodowych na cel edukacyjny miałoby zagwarantować stabilność finansową uczelni i szkół, niezależnie od zawirowań politycznych. Specjaliści argumentują, że jasne powiązanie podatku z celem (edukacją) zwiększa akceptację społeczną dla danin publicznych – wiemy dokładnie, na co idą nasze pieniądze.
System podatkowy w Polsce jest jednym z najbardziej skomplikowanych w Europie. Mnogość stawek VAT (5%, 8%, 23%) generuje błędy, spory z urzędami skarbowymi i pole do nadużyć. Propozycja jednolitej stawki VAT (19% lub 20%) ma na celu:
Podobnie rzecz ma się z PIT i CIT bez żadnych wyjątków. Likwidacja ulg, odliczeń i preferencyjnych zasad dla wybranych grup miałaby pozwolić na obniżenie stawek bazowych dla wszystkich. To podejście typu „szeroka baza, niska stawka”, które według ekonomistów jest najzdrowsze dla gospodarki, ponieważ nie zniekształca decyzji zakupowych i inwestycyjnych obywateli.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych postulatów jest zniesienie tzw. limitu trzydziestokrotności. Obecnie osoby zarabiające bardzo dużo przestają płacić składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe po przekroczeniu pewnego progu dochodów w roku. Zniesienie tego limitu oznaczałoby ogromny zastrzyk gotówki dla ZUS-u w krótkim terminie.
Jednak, aby system nie zbankrutował w przyszłości (gdyż wysokie składki dziś oznaczają astronomiczne emerytury jutro), specjaliści proponują wprowadzenie maksymalnej wysokości emerytury. To rozwiązanie wprowadza element solidaryzmu społecznego: najbogatsi wpłacają do systemu znacznie więcej, niż z niego wyjmą, co pozwala na utrzymanie godnych świadczeń dla osób zarabiających najmniej. Jest to de facto forma dodatkowego opodatkowania wysokich dochodów, ukryta pod szyldem składek ubezpieczeniowych.
Warto zauważyć, że wiele z tych postulatów pojawia się w raportach think-tanków zajmujących się bezpieczeństwem długoterminowym państwa. Polska stoi przed „demograficznym tsunami” – w ciągu najbliższych dekad liczba osób w wieku produkcyjnym drastycznie spadnie. Eksperci szukają więc rozwiązań, które:
W ekonomii koncepcja uzależnienia obciążeń od liczby dzieci nazywana jest czasem „podatkiem od bezdzietności” (historyczne bykowe), ale w nowoczesnym wydaniu określa się to mianem rachunkowości pokoleniowej. Niektóre kraje azjatyckie, borykające się z jeszcze większym kryzysem demograficznym niż Polska, rozważają podobne mechanizmy, aby uniknąć całkowitego załamania systemów socjalnych.
Wprowadzenie tak kompleksowej reformy wymagałoby jednak ogromnej odwagi politycznej, ponieważ uderza ona w interesy wielu grup jednocześnie – od najbogatszych pracowników, przez przedsiębiorców na JDG, aż po osoby korzystające z obecnych ulg podatkowych. Niemniej jednak, w obliczu prognoz demograficznych, dyskusja o tych rozwiązaniach będzie prawdopodobnie tylko przybierać na sile.