Gość (83.4.*.*)
Często w dyskusjach o gospodarce i polityce międzynarodowej pojawia się argument, że sankcje nałożone na Rosję po inwazji na Ukrainę nie działają, ponieważ kraj ten notuje rekordowe wpływy do budżetu. Z tego faktu niektórzy wyciągają zaskakujący wniosek: skoro przy sankcjach Rosja zarabia więcej, to po ich zniesieniu jej dochody spadną. To klasyczny przykład błędu logicznego, który wynika z pominięcia kontekstu rynkowego, kosztów alternatywnych oraz mechanizmu kształtowania się cen surowców na świecie.
Kluczem do zrozumienia tego zjawiska nie jest sama obecność sankcji, ale moment ich wprowadzenia i reakcja rynków globalnych. Tuż po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny, ceny ropy naftowej i gazu ziemnego wystrzeliły w górę z powodu niepewności co do podaży. Rosja, będąca jednym z największych eksporterów surowców energetycznych, skorzystała na tej panice.
Nawet jeśli wolumen sprzedaży (ilość sprzedanych baryłek czy metrów sześciennych) spadł, to gigantyczny wzrost ceny jednostkowej z nawiązką to zrekompensował. To tak, jakby sklep podniósł ceny o 100%, stracił 20% klientów, ale i tak na koniec dnia miał w kasie więcej pieniędzy. Nie oznacza to jednak, że wysokie ceny są zasługą sankcji – są one wynikiem wojennego szoku na rynkach towarowych.
Twierdzenie, że zniesienie sankcji obniżyłoby dochody Rosji, opiera się na błędnym założeniu, że to sankcje „pompują” rosyjski budżet. W rzeczywistości jest odwrotnie. Sankcje zmuszają Rosję do:
Gdyby sankcje zostały zniesione, Rosja odzyskałaby dostęp do swojego najbardziej dochodowego rynku – europejskiego. Mogłaby sprzedawać surowce po cenach rynkowych, bez konieczności udzielania rabatów i bez gigantycznych kosztów transportu morskiego. Jej zysk na każdej baryłce byłby po prostu wyższy.
Gdyby jutro wszystkie ograniczenia zniknęły, Rosja mogłaby w pełni wykorzystać swoją infrastrukturę przesyłową. Choć globalne ceny surowców mogłyby nieco spaść ze względu na większą podaż, Rosja zyskałaby na:
Wniosek, że bez sankcji Rosja zarabiałaby mniej, ignoruje fakt, że obecnie Rosja operuje w trybie „gospodarki wojennej”, gdzie ogromna część PKB jest generowana przez produkcję zbrojeniową. To wzrost „pusty” – czołg wyprodukowany i zniszczony na froncie nie buduje dobrobytu obywateli, mimo że statystycznie podnosi PKB.
Warto wiedzieć, że aby ominąć restrykcje, Rosja wydała miliardy dolarów na zakup starych tankowców (często mających ponad 15 lat), które pływają bez zachodnich ubezpieczeń. Te pieniądze, zamiast trafić do budżetu na cele społeczne czy rozwój infrastruktury, zostały „zamrożone” w metalu, który powoli staje się złomem. To ukryty koszt sankcji, którego nie widać w prostych statystykach wpływów z ropy, a który realnie osłabia rosyjską gospodarkę w długim terminie.
Podsumowując, wysokie dochody Rosji w początkowej fazie sankcji były wynikiem globalnej anomalii cenowej, a nie skuteczności rosyjskiego modelu gospodarczego pod presją. Myślenie, że zniesienie barier handlowych zaszkodziłoby rosyjskim finansom, jest nielogiczne – to tak, jakby twierdzić, że zdjęcie blokady z koła samochodu sprawi, że będzie on jechał wolniej. Sankcje to hamulec; fakt, że silnik Rosji wciąż pracuje na wysokich obrotach (i spala przy tym ogromne ilości paliwa), nie oznacza, że hamulec mu pomaga.