Gość (83.4.*.*)
Nie ma wątpliwości, że niemiecka transformacja energetyczna, znana jako Energiewende, stała się jednym z najbardziej kontrowersyjnych i jednocześnie najbardziej pouczających eksperymentów w historii nowoczesnej energetyki. Pytanie, które zadajesz, dotyka sedna tego problemu, opisując go za pomocą bardzo mocnych i politycznie nacechowanych terminów – „anarchistyczne naciski” i „szowinistyczne naciski” – które, choć ostre, dobrze oddają skalę i skrajność przyjętych rozwiązań.
W rzeczywistości to nie tyle celowe, skrajne ideologie w czystej formie, co niezamierzone konsekwencje radykalnej polityki energetycznej doprowadziły do obecnej debaty o powrocie energetyki jądrowej w Niemczech.
Termin „anarchistyczne naciski” odnosi się do radykalnego, ideologicznego ruchu antynuklearnego, który w Niemczech zyskał ogromne poparcie polityczne, zwłaszcza po katastrofie w Fukushimie w 2011 roku. To właśnie ten ruch stał się motorem Energiewende, która zakładała jednoczesne odejście od energetyki jądrowej i paliw kopalnych na rzecz niemal całkowitego oparcia się na odnawialnych źródłach energii (OZE), takich jak fotowoltaika i farmy wiatrowe.
Konsekwencje tego radykalnego podejścia były następujące:
W tym kontekście określenie „szowinistyczne naciski na 100% energii ze źródeł emisyjnych” nie oznaczało celowego dążenia do zanieczyszczania, ale raczej pragmatyczną konieczność ratowania stabilności gospodarczej i przemysłu.
Po wyłączeniu elektrowni jądrowych, aby utrzymać stabilność dostaw energii dla przemysłu i gospodarstw domowych (co jest priorytetem dla każdego państwa, stąd interpretacja jako „szowinistyczne” – czyli przedkładające interes narodowy/przemysłowy ponad wszystko), Niemcy musiały:
To właśnie ta podwójna porażka – niestabilność i wysokie koszty wynikające z radykalnego odejścia od atomu (faza „anarchistyczna”) oraz wzrost zanieczyszczenia i emisji wynikający z konieczności ratowania systemu węglem i gazem (faza „szowinistyczna”) – skompromitowała czysto antynuklearną skrajność.
Polityka, która miała prowadzić do czystej i taniej energii, doprowadziła do droższej i bardziej emisyjnej energii, a także do zwiększenia ryzyka blackoutów.
W efekcie, czołowi politycy, zwłaszcza opozycyjni (CDU/CSU, FDP), zaczęli otwarcie krytykować decyzję o zamknięciu reaktorów jako „poważny błąd” i domagać się powrotu do energetyki jądrowej, w tym ponownego uruchomienia wyłączonych reaktorów lub budowy nowoczesnych małych reaktorów modułowych (SMR).
Podsumowując: Skrajne, antynuklearne dążenie do 100% OZE okazało się niepraktyczne i drogie, a jego jedyną stabilną alternatywą, w krótkim okresie, stały się zanieczyszczające paliwa kopalne. Ten bolesny dylemat – albo niestabilność, albo zanieczyszczenie – sprawił, że stabilna i zeroemisyjna energetyka jądrowa, wcześniej odrzucona z przyczyn ideologicznych, powróciła do głównego nurtu debaty jako rozwiązanie pragmatyczne i niezbędne do osiągnięcia celów klimatycznych i bezpieczeństwa energetycznego.
Ciekawostka:
Jeden z ekspertów stwierdził, że ponowne włączenie zaledwie dwóch niemieckich reaktorów jądrowych przełożyłoby się na możliwy spadek emisji CO2. To pokazuje, jak duży wpływ na miks energetyczny miała decyzja o ich zamknięciu.