Gość (93.159.*.*)
Ból w okolicy piszczeli to dolegliwość, która potrafi skutecznie wykluczyć z aktywności fizycznej nie tylko zawodowych sportowców, ale i osoby, które po prostu postanowiły zadbać o formę spacerami. Choć często bagatelizujemy ten problem, licząc na to, że „samo przejdzie”, warto wiedzieć, że przyczyny mogą być bardzo zróżnicowane – od zwykłego przeciążenia, przez błędy w technice biegu, aż po poważniejsze zmiany strukturalne w kości.
Jeśli ból pojawia się głównie podczas biegania lub skakania i lokalizuje się po wewnętrznej stronie kości piszczelowej, najprawdopodobniej mamy do czynienia z zespołem stresu przyśrodkowej powierzchni piszczeli, znanym szerzej jako shin splints. To zmora biegaczy, szczególnie tych początkujących.
Głównym winowajcą jest tutaj przeciążenie tkanki łącznej, która spaja mięśnie z kością. Gdy fundujemy organizmowi zbyt intensywny trening bez odpowiedniego przygotowania, dochodzi do mikrourazów i stanu zapalnego okostnej. Ból początkowo pojawia się na początku treningu i mija po rozgrzewce, ale z czasem może towarzyszyć nam przez cały dzień, a nawet w spoczynku.
To znacznie poważniejszy stan, który często bywa mylony ze wspomnianym shin splints. Zmęczeniowe złamanie nie powstaje w wyniku nagłego upadku, lecz jest efektem długotrwałych, powtarzających się mikrourazów, których kość nie nadąża regenerować.
W tym przypadku ból jest zazwyczaj bardzo punktowy – można go wskazać jednym palcem. Charakterystyczne jest to, że nasila się przy każdym kroku i nie znika po rozgrzaniu mięśni. Jeśli podejrzewasz u siebie taką kontuzję, niezbędna jest wizyta u ortopedy i wykonanie badań obrazowych (RTG często nie wykazuje zmian w początkowej fazie, dlatego lekarze zlecają czasem rezonans magnetyczny lub scyntygrafię).
Niekiedy to nie sama kość jest problemem, a mięśnie, które ją otaczają. Nasze mięśnie podudzia są zamknięte w dość sztywnych „workach” z tkanki łącznej, zwanych powięziami. Podczas intensywnego wysiłku mięśnie zwiększają swoją objętość (napływa do nich krew). Jeśli powięź jest zbyt ciasna, dochodzi do wzrostu ciśnienia wewnątrz przedziału.
Efekt? Ucisk na nerwy i naczynia krwionośne, co objawia się silnym bólem, uczuciem rozpierania, a czasem nawet drętwieniem stopy. Co ciekawe, ból ten zazwyczaj znika niemal natychmiast po zaprzestaniu aktywności, co jest bardzo charakterystycznym sygnałem diagnostycznym.
Przyczyny bólu piszczeli mogą być prozaiczne i tkwić w tym, co nosimy na stopach. Znoszone buty do biegania, które straciły swoją amortyzację, zmuszają kości i stawy do przejmowania ogromnych sił uderzenia o podłoże.
Równie istotna jest biomechanika naszej stopy. Osoby z nadmierną pronacją (płaskostopiem) są znacznie bardziej narażone na ból piszczeli. Stopa „uciekająca” do wewnątrz powoduje rotację podudzia, co generuje dodatkowe napięcia w okolicach okostnej. Czasem wystarczy dobranie odpowiednich wkładek ortopedycznych, by problem zniknął jak ręką odjął.
Choć kontuzje sportowe dominują w statystykach, ból kości piszczelowej może mieć też inne podłoże:
Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego nawet lekkie uderzenie się w piszczel, np. o ramę łóżka, wywołuje tak paraliżujący ból? To dlatego, że kość piszczelowa na swojej przedniej powierzchni jest niemal pozbawiona ochrony w postaci mięśni czy grubej warstwy tłuszczu. Znajduje się tam jedynie bardzo silnie unaczyniona i unerwiona okostna. To właśnie te zakończenia nerwowe wysyłają do mózgu błyskawiczny sygnał o „zagrożeniu”.
Jeśli ból nie jest wynikiem poważnego urazu, warto zacząć od metody RICE (Rest, Ice, Compression, Elevation):
Pamiętaj, że ból jest sygnałem ostrzegawczym. Jeśli domowe sposoby nie pomagają po kilku dniach lub ból uniemożliwia normalne chodzenie, nie zwlekaj z wizytą u fizjoterapeuty lub ortopedy. Szybka diagnoza to krótsza przerwa od ulubionego sportu.