Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że wszechświat to ogromny arkusz papieru. Jeśli chcesz dostać się z jednego rogu na drugi, musisz przebyć całą jego długość. Ale co, gdybyś mógł ten papier zgiąć i przebić ołówkiem obie warstwy jednocześnie? Właśnie tak, w ogromnym uproszczeniu, nauka tłumaczy koncepcję tuneli czasoprzestrzennych, znanych szerzej jako „mosty Einsteina-Rosena”. Choć brzmi to jak czyste science-fiction rodem z filmu „Interstellar”, fundamenty tej teorii tkwią głęboko w ogólnej teorii względności Alberta Einsteina.
W 1935 roku Albert Einstein oraz Nathan Rosen opublikowali pracę, w której wykazali, że równania ogólnej teorii względności dopuszczają istnienie specyficznych struktur łączących dwa odległe punkty w czasoprzestrzeni. Teoretycznie taki „tunel” mógłby stanowić skrót, pozwalający na pokonanie ogromnych dystansów w czasie krótszym, niż potrzebowałoby na to światło podróżujące w normalnej przestrzeni.
Z punktu widzenia matematyki, tunel czasoprzestrzenny to rodzaj „gardła” łączącego dwa „ujścia”. Choć matematycznie wszystko się zgadza, fizyka napotyka tutaj na ogromny problem: stabilność. Zgodnie z klasycznymi obliczeniami, taki tunel zapadłby się niemal natychmiast po powstaniu, nie pozwalając na przejście przez niego nawet pojedynczemu fotonowi, a co dopiero statkowi kosmicznemu.
Koncepcja tunelu jako „bramy czasu” zyskała na popularności dzięki pracy Kipa Thorne’a, laureata Nagrody Nobla. Wysunął on hipotezę, że jeśli udałoby się stworzyć stabilny tunel czasoprzestrzenny, to manipulując jednym z jego końców, moglibyśmy stworzyć maszynę do czasu.
Mechanizm ten opiera się na dylatacji czasu. Gdyby jedno ujście tunelu pozostało nieruchome (np. w pobliżu Ziemi), a drugie zostało rozpędzone do prędkości bliskich prędkości światła i po pewnym czasie wróciło, czas dla obu końców płynąłby inaczej. W efekcie wejście do jednego końca tunelu mogłoby oznaczać wyjście w innym punkcie przestrzeni, ale w przeszłości lub przyszłości względem punktu startowego.
Nauka jest w tej kwestii bardzo ostrożna. Aby tunel czasoprzestrzenny mógł pozostać otwarty (czyli być „przejezdny”), potrzebowalibyśmy czegoś, co fizycy nazywają materią egzotyczną. Nie chodzi tu o antymaterię, ale o substancję o ujemnej gęstości energii. Taka materia musiałaby generować „odpychanie grawitacyjne”, które przeciwdziałałoby tendencji tunelu do natychmiastowego zapadnięcia się pod własnym ciężarem.
Obecnie nie mamy żadnych dowodów na istnienie takiej materii w ilościach makroskopowych, choć pewne efekty kwantowe (jak efekt Casimira) sugerują, że ujemna gęstość energii może istnieć w mikroskali.
Nawet jeśli rozwiążemy problem materii egzotycznej, pojawiają się przeszkody natury logicznej i fundamentalnej. Najsłynniejszą z nich jest paradoks dziadka: co by się stało, gdybyś cofnął się w czasie i uniemożliwił spotkanie swoich dziadków? Twoje narodziny stałyby się niemożliwe, co oznaczałoby, że nie mógłbyś się cofnąć w czasie, by to zrobić.
Stephen Hawking zaproponował „hipotezę ochrony chronologii”, według której prawa fizyki zawsze znajdą sposób, by zapobiec podróżom w czasie i powstawaniu paradoksów. Sugerował on, że nagromadzenie energii (tzw. sprzężenie zwrotne kwantowe) wewnątrz tunelu czasowego doprowadziłoby do jego natychmiastowego zniszczenia w momencie próby stworzenia pętli czasowej.
W ostatnich latach naukowcy badają fascynujące powiązanie między tunelami czasoprzestrzennymi a mechaniką kwantową. Pojawiła się hipoteza ER=EPR, która sugeruje, że splątanie kwantowe (zjawisko, w którym dwie cząstki są ze sobą nierozerwalnie połączone bez względu na odległość) to w rzeczywistości mikroskopijne tunele czasoprzestrzenne łączące te cząstki. Jeśli ta teoria okaże się prawdziwa, oznaczałoby to, że „bramy” i „tunele” są podstawowym budulcem samej tkaniny wszechświata, choć w skali niewyobrażalnie mniejszej, niż pokazują to filmy science-fiction.
Na ten moment nauka mówi jasno:
Choć wizja podróży przez gwiezdne bramy pozostaje w sferze marzeń, badania nad tymi teoriami pomagają nam lepiej zrozumieć, jak działa grawitacja, czas i kwantowa natura rzeczywistości. Nawet jeśli nigdy nie zbudujemy tunelu czasowego, sama próba zrozumienia, dlaczego jest to (nie)możliwe, popycha naszą cywilizację do przodu.