Gość (83.4.*.*)
Rynek pracy w Polsce od lat przypomina mozaikę różnych form zatrudnienia, z których każda rządzi się własnymi prawami podatkowymi i składkowymi. Najwięcej emocji budzi porównanie tradycyjnej umowy o pracę (UoP) z samozatrudnieniem, czyli popularnym B2B. Stwierdzenie o wyrównaniu kosztów tych form zatrudnienia uderza w samo sedno debaty o tym, jak powinniśmy finansować nasze przyszłe emerytury i co właściwie oznacza „sprawiedliwość” w systemie ubezpieczeń społecznych.
Aby zrozumieć omawiane stwierdzenie, musimy najpierw przyjrzeć się mechanizmowi naliczania składek emerytalnych. W przypadku umowy o pracę sprawa jest prosta: składka odprowadzana do ZUS jest procentem od Twojego faktycznego wynagrodzenia brutto. Im więcej zarabiasz, tym więcej odkładasz na swoje indywidualne konto emerytalne. System jest tu proporcjonalny – Twoje przyszłe świadczenie będzie odzwierciedlać Twoje realne zarobki z całego życia zawodowego.
W przypadku kontraktów B2B sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Przedsiębiorca (nawet jeśli świadczy usługi tylko dla jednej firmy i de facto pracuje jak etatowiec) ma prawo do opłacania składek od tzw. minimalnej podstawy wymiaru. Jest to kwota ryczałtowa, ustalana odgórnie na dany rok (obecnie bazuje ona na 60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia).
W praktyce oznacza to, że programista zarabiający na B2B 25 000 zł miesięcznie oraz właściciel małego sklepiku zarabiający 5 000 zł, mogą odprowadzać do ZUS dokładnie taką samą, niską składkę emerytalną.
Kluczem do zrozumienia problemu jest pojęcie „kapitału emerytalnego”. Nasz system emerytalny działa jak wielka skarbonka: to, co tam wrzucimy, zostanie później podzielone przez średnią długość życia i wypłacone jako emerytura.
Jeśli osoba na B2B przez 30 lat płaci składki od minimalnej podstawy, jej kapitał będzie skromny. W efekcie jej emerytura będzie oscylować wokół kwoty minimalnej, mimo że przez całe życie jej „realne zarobki” były bardzo wysokie. Wyrównanie kosztów zatrudnienia oznaczałoby, że osoba na B2B musiałaby płacić składki proporcjonalne do swojego dochodu, tak jak pracownik na etacie.
Z perspektywy sprawiedliwości społecznej argumentuje się, że:
Wielu specjalistów wybiera B2B właśnie ze względu na „optymalizację składkową”. Płacąc minimalny ZUS, zostaje im więcej pieniędzy „na rękę” (netto). Część z nich zakłada, że samodzielnie zainwestuje te nadwyżki (np. w nieruchomości czy akcje), zamiast powierzać je państwowemu systemowi. Problem pojawia się wtedy, gdy te inwestycje nie wypalą lub gdy nadwyżka zostanie po prostu skonsumowana na bieżące wydatki.
Gdyby doszło do pełnego wyrównania kosztów i zasad oskładkowania, zniknęłaby główna zachęta finansowa do przechodzenia na B2B. Z perspektywy państwa i sprawiedliwości społecznej, system stałby się bardziej „przejrzysty”.
To pytanie, na które nie ma jednej odpowiedzi, ponieważ zależy ona od definicji sprawiedliwości.
Dla zwolenników sprawiedliwości pionowej, sprawiedliwe jest to, by bogatsi płacili proporcjonalnie więcej. W tym ujęciu obecny system B2B jest niesprawiedliwy, bo pozwala osobom zamożnym „uciekać” od składek, które muszą płacić średnio zarabiający pracownicy na etacie.
Z kolei zwolennicy liberalizmu gospodarczego uważają, że zmuszanie przedsiębiorców do płacenia wysokich składek to ograniczanie ich wolności i karanie za przedsiębiorczość. Twierdzą oni, że przedsiębiorca bierze na siebie ryzyko braku płatnych urlopów czy chorobowego, więc ma prawo do niższych składek.
Podsumowując, stwierdzenie przytoczone w pytaniu sugeruje, że obecny system promuje „krótkowzroczność” i tworzy nierówności. Wyrównanie kosztów miałoby sprawić, że Twoja przyszła emerytura będzie lustrem Twojej pracy i zarobków, a nie wynikiem sprytnego wyboru formy opodatkowania. To wizja systemu, w którym każdy obywatel gra na tych samych zasadach, budując swoje bezpieczeństwo finansowe w sposób proporcjonalny do swoich możliwości.