Gość (37.30.*.*)
Odkrycie tak zróżnicowanego i specyficznego zestawu surowców w jednym miejscu byłoby wydarzeniem bez precedensu w skali światowej. Choć na pierwszy rzut oka lista wygląda jak prawdziwy skarbiec, diabeł tkwi w szczegółach i proporcjach. Niektóre z tych zasobów mogłyby zrewolucjonizować polską gospodarkę, podczas gdy inne – mimo że brzmią dumnie – mają znaczenie głównie lokalne lub wręcz symboliczne.
Zacznijmy od surowców, które zawsze budzą największe emocje: ropy i gazu. 2 miliony baryłek ropy naftowej brzmią imponująco, dopóki nie zestawimy tego z twardymi danymi o zużyciu. Polska konsumuje około 650–700 tysięcy baryłek ropy dziennie. Oznacza to, że nowo odkryte złoże wystarczyłoby nam na zaledwie... 3 dni funkcjonowania państwa. Podobnie sytuacja wygląda z gazem ziemnym – 1 milion m³ to ilość, którą Polska zużywa w mniej niż godzinę (przy rocznym zapotrzebowaniu rzędu 20 miliardów m³).
Zupełnie inaczej prezentuje się kwestia wody pitnej. 8192 tys. m³ (czyli ponad 8 milionów metrów sześciennych) to potężny rezerwuar. Taka ilość mogłaby zaopatrywać duże miasto przez wiele miesięcy, co w dobie postępującego stepowienia niektórych regionów Polski byłoby skarbem cenniejszym niż ropa.
To tutaj kryje się największa sensacja tego zestawienia. 4086 tysięcy ton (czyli ponad 4 miliony ton) tlenku wolframu ($WO_3$) to ilość absolutnie astronomiczna. Aby zrozumieć skalę, warto wiedzieć, że roczne światowe wydobycie wolframu oscyluje w granicach 80–100 tysięcy ton.
Gdyby Polska faktycznie odkryła takie złoże, stalibyśmy się światowym monopolistą i "wolframowym OPEC-iem". Wolfram jest kluczowy w przemyśle zbrojeniowym (rdzenie pocisków podkalibrowych), kosmicznym, elektronicznym oraz przy produkcji narzędzi do obróbki metali. Taka ilość surowca pozwoliłaby kontrolować globalne ceny i uczyniłaby Polskę strategicznym partnerem dla największych mocarstw technologicznych.
Wolfram ma najwyższą temperaturę topnienia spośród wszystkich metali (3422°C) i gęstość zbliżoną do złota. Tlenek wolframu jest głównym półproduktem do otrzymywania czystego metalu oraz węglików wolframu, które są niemal tak twarde jak diament.
W zestawieniu pojawia się również złoto (4 tony) i srebro (2 tony). Dla porównania, polskie rezerwy złota w NBP wynoszą obecnie ponad 300 ton, a roczne wydobycie srebra przez KGHM to około 1200 ton. Odkrycie 4 ton złota byłoby świetną wiadomością dla lokalnej kopalni i regionu, ale w skali makroekonomicznej nie zmieniłoby pozycji złotówki.
Ciekawie wygląda 128 ton litu. Choć to ilość zbyt mała, by zasilić globalną rewolucję samochodów elektrycznych (jedna bateria do Tesli wymaga około 8-10 kg litu, więc starczyłoby to na kilkanaście tysięcy aut), to jako złoże towarzyszące byłoby bardzo rentowne. Lit jest obecnie nazywany "białym złotem" i każda jego ilość na terenie UE jest na wagę złota ze względu na chęć uniezależnienia się od dostaw z Chin i Chile.
32 tony uranu to ilość niewielka z punktu widzenia energetyki jądrowej (duży reaktor potrzebuje około 25-30 ton paliwa rocznie), ale istotna z punktu widzenia naukowego i medycznego. Z kolei 64 tony siarkowodoru to raczej problem niż zysk – jest to gaz silnie toksyczny i korozyjny, który zazwyczaj musi być usuwany przy wydobyciu ropy i gazu, co generuje dodatkowe koszty środowiskowe.
Pozostałe elementy listy mają znaczenie drugorzędne:
Gdyby takie odkrycie stało się faktem, Polska nie stałaby się drugą Norwegią dzięki ropie, ale mogłaby stać się technologicznym hubem dzięki wolframowi.
Krótkie zestawienie matematyczne najważniejszych zasobów:
Największą korzyścią byłaby zatem ogromna przewaga negocjacyjna w sektorze wysokich technologii i zbrojeń oraz zabezpieczenie zasobów wody pitnej, co w perspektywie zmian klimatycznych może okazać się ważniejsze niż jakiekolwiek kruszce.