Gość (37.30.*.*)
Bolesław Wieniawa-Długoszowski to postać, której nie da się zamknąć w jednej sztywnej definicji. Gdybyśmy żyli w latach 20. lub 30. ubiegłego wieku i zapytali przechodnia na warszawskim Nowym Świecie, kim on jest, usłyszelibyśmy pewnie: „To nasz pierwszy ułan!”. Był uosobieniem fantazji, elegancji i inteligencji II Rzeczypospolitej. Generał, dyplomata, lekarz, poeta, a przede wszystkim – najbardziej lojalny przyjaciel marszałka Józefa Piłsudskiego. Jego życie to gotowy scenariusz na film, w którym sceny batalistyczne przeplatają się z hucznymi bankietami i subtelną poezją.
Choć kojarzymy go głównie z mundurem i szablą, Wieniawa z wykształcenia był lekarzem okulistą. Studiował medycynę we Lwowie, a później szlifował warsztat artystyczny w Paryżu, gdzie obracał się w kręgach tamtejszej bohemy. To właśnie we Francji, tuż przed wybuchem I wojny światowej, spotkał Józefa Piłsudskiego. To spotkanie zmieniło wszystko. Wieniawa porzucił pędzle i skalpel, by oddać się sprawie niepodległości Polski.
Jako żołnierz Legionów Polskich dał się poznać jako człowiek niezwykle odważny, ale też obdarzony ułańską fantazją. Stał się adiutantem Piłsudskiego, a ich relacja była wyjątkowa – Wieniawa był jednym z niewielu ludzi, którzy mogli pozwolić sobie na żarty w obecności surowego Marszałka. Piłsudski ufał mu bezgranicznie, powierzając mu nie tylko misje wojskowe, ale i delikatne zadania dyplomatyczne.
W okresie międzywojennym Wieniawa stał się ikoną stolicy. Jego nazwisko nie schodziło z ust warszawiaków, a anegdoty o jego wyczynach krążyły w każdej kawiarni. Mówiono o nim, że jest „pięknym Bolkiem”, który potrafi przetańczyć całą noc, a rano z nienagannym przedziałkiem stawić się do raportu u Marszałka.
Jedna z najsłynniejszych legend głosi, że Wieniawa wjechał konno do luksusowej restauracji „Adria”. Choć historycy do dziś spierają się, czy faktycznie siedział w siodle, czy może tylko wprowadził konia do lokalu (lub czy w ogóle miało to miejsce), sam fakt, że taka opowieść przetrwała dekady, świadczy o jego niezwykłej charyzmie. Był mistrzem ciętej riposty i autorem wielu wierszy oraz przekładów (m.in. Baudelaire’a), co czyniło go postacią niezwykle barwną na tle innych wojskowych.
W 1938 roku Wieniawa-Długoszowski został ambasadorem Polski we Włoszech. Choć wielu obawiało się, że „rozrywkowy generał” nie poradzi sobie w świecie wielkiej polityki, on zaskoczył wszystkich. Dzięki swojemu urokowi osobistemu i inteligencji nawiązał doskonałe relacje z włoskimi elitami, w tym z ministrem spraw zagranicznych Galeazzo Ciano. Próbował wykorzystać te wpływy, by odciągnąć Włochy od sojuszu z Hitlerem, co pokazuje, że pod maską lwa salonowego krył się sprawny i oddany ojczyźnie polityk.
Wybuch II wojny światowej przerwał złotą erę Wieniawy. Po klęsce wrześniowej i internowaniu władz polskich w Rumunii, ustępujący prezydent Ignacy Mościcki wyznaczył właśnie Wieniawę na swojego następcę. Przez krótki moment, we wrześniu 1939 roku, Bolesław Wieniawa-Długoszowski był formalnie wyznaczony na urząd Prezydenta RP na uchodźstwie.
Niestety, jego kandydatura spotkała się z ostrym sprzeciwem Francji oraz opozycji antysanacyjnej (m.in. Władysława Sikorskiego). Pod naciskiem politycznym Wieniawa zrezygnował z nominacji, by nie pogłębiać kryzysu wewnątrz polskiego rządu. Był to dla niego ogromny cios – człowiek, który całe życie poświęcił Polsce, nagle poczuł się odtrącony przez własne środowisko.
Los rzucił go ostatecznie do Stanów Zjednoczonych. W Nowym Jorku Wieniawa czuł się niepotrzebny. Generał, który niegdyś dowodził pułkami i brylował na salonach Europy, teraz musiał mierzyć się z goryczą emigracji i brakiem realnego wpływu na losy kraju. Choć mianowano go posłem na Kubie, nie czuł, by była to misja godna jego doświadczenia.
1 lipca 1942 roku Bolesław Wieniawa-Długoszowski odebrał sobie życie, skacząc z tarasu domu przy Riverside Drive w Nowym Jorku. Jego śmierć wstrząsnęła polską emigracją. Odszedł człowiek, który był symbolem pewnej epoki – epoki, która bezpowrotnie spłonęła w ogniu wojny.
Wieniawa-Długoszowski to postać tragiczna, ale i inspirująca. Przypomina nam o czasach, w których honor, lojalność i kultura osobista szły w parze z odwagą żołnierską. Nie był postacią kryształową – miał swoje słabości, kochał zabawę i życie ponad stan – ale jego oddanie Polsce było autentyczne i bezgraniczne. Dziś spoczywa na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, a jego legenda wciąż żyje w opowieściach o „ułańskiej jesieni” i dawnej, eleganckiej Warszawie.