Gość (37.30.*.*)
W świecie globalnej polityki i ekonomii termin BRICS pojawia się coraz częściej, budząc zarówno ciekawość, jak i pewien niepokój na Zachodzie. Choć na pierwszy rzut oka może brzmieć jak nazwa nowej firmy technologicznej, w rzeczywistości kryje się za nim potężny sojusz państw, które postanowiły rzucić wyzwanie dotychczasowemu porządkowi gospodarczemu zdominowanemu przez USA i Europę. To grupa państw o ogromnym potencjale, które łączą siły, by wspólnie decydować o losach świata.
Akronim BRICS powstał z pierwszych liter nazw państw założycielskich (w ich angielskim brzmieniu). Początkowo, w 2001 roku, ekonomista Jim O'Neill z banku Goldman Sachs użył terminu „BRIC”, aby opisać cztery najszybciej rozwijające się gospodarki świata, które jego zdaniem miały zdominować XXI wiek. Były to:
W 2010 roku do grupy dołączyła Republika Południowej Afryki (South Africa), co dopełniło nazwę do znanej nam dzisiaj formy – BRICS. Warto jednak wiedzieć, że od 1 stycznia 2024 roku grupa ta przeszła historyczne rozszerzenie. Do sojuszu zaproszono m.in. Egipt, Etiopię, Iran oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie. Często mówi się teraz o formacie „BRICS+”, co podkreśla otwarty charakter tej organizacji.
BRICS nie jest sformalizowaną organizacją międzynarodową, taką jak Unia Europejska czy NATO. Nie posiada stałej siedziby ani własnych sił zbrojnych. To raczej platforma współpracy politycznej i gospodarczej. Głównym celem państw członkowskich jest stworzenie wielobiegunowego świata, w którym głos krajów rozwijających się będzie równie ważny, co głos mocarstw zachodnich z grupy G7.
Państwa te dążą do:
Liczby nie kłamią – potencjał tej grupy jest oszałamiający. Już przed rozszerzeniem państwa BRICS zamieszkiwało ponad 40% ludności świata. Po dołączeniu nowych członków, grupa ta kontroluje znaczną część światowych zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego. Co więcej, łączny PKB państw BRICS (mierzony parytetem siły nabywczej) już teraz przewyższa PKB krajów grupy G7.
To sprawia, że BRICS staje się magnesem dla innych państw tzw. Globalnego Południa, które czują się marginalizowane przez obecny system finansowy. Dla wielu krajów współpraca z Chinami czy Indiami jest szansą na rozwój infrastruktury bez konieczności spełniania rygorystycznych warunków politycznych, które często stawiają instytucje zachodnie.
Czy wiesz, że BRICS posiada własny bank z kapitałem zakładowym wynoszączącym 100 miliardów dolarów? NDB z siedzibą w Szanghaju finansuje projekty infrastrukturalne i zrównoważonego rozwoju. Co ciekawe, bank ten przyznaje pożyczki nie tylko w dolarach, ale coraz częściej w walutach lokalnych państw członkowskich, co ma chronić je przed wahaniami kursu amerykańskiej waluty.
Mimo imponujących statystyk, BRICS nie jest monolitem. Państwa te dzieli bardzo wiele – od systemów politycznych (demokratyczne Indie i Brazylia kontra autorytarna Rosja i Chiny), po interesy gospodarcze. Chiny i Indie, mimo współpracy w ramach BRICS, od lat toczą spory graniczne w Himalajach, a ich rywalizacja o wpływy w Azji jest widoczna na każdym kroku.
Ponadto, gospodarki państw członkowskich rozwijają się w różnym tempie. Podczas gdy Chiny i Indie odnotowują stały wzrost, Rosja zmaga się z sankcjami, a Brazylia i RPA borykają się z wewnętrznymi problemami ekonomicznymi. To rodzi pytania o to, czy grupa będzie w stanie wypracować spójną strategię na przyszłość, czy pozostanie jedynie luźnym forum dyskusyjnym.
Dla przeciętnego mieszkańca Europy działania BRICS mogą wydawać się odległe, ale mają one bezpośredni wpływ na globalną gospodarkę. Zmiany w sposobie rozliczania transakcji za ropę czy nowe sojusze handlowe mogą wpływać na ceny towarów, inflację oraz stabilność finansową na całym świecie. BRICS to sygnał, że środek ciężkości świata przesuwa się na Wschód i Południe, a era niepodzielnej dominacji Zachodu powoli przechodzi do historii.