Gość (37.30.*.*)
W debatach publicznych dotyczących równouprawnienia coraz częściej pojawia się postulat, aby mężczyźni wzięli na siebie odpowiedzialność za systemowe nierówności. Dla wielu osób postronnych oczekiwanie przeprosin od współczesnych mężczyzn za błędy ich przodków czy za zachowania, których sami nie dopuścili się osobiście, wydaje się kontrowersyjne. Jednak w nurcie feminizmu radykalnego i skrajnie lewicowego argumentacja ta jest głęboko osadzona w analizie struktur społecznych i historycznych.
Głównym powodem, dla którego radykalne feministki domagają się uznania winy lub przeprosin ze strony mężczyzn, jest przekonanie, że patriarchat nie jest sumą indywidualnych złośliwości, lecz spójnym systemem władzy. Z tej perspektywy każdy mężczyzna – niezależnie od tego, czy uważa się za „dobrego człowieka” – czerpie korzyści z tzw. dywidendy patriarchalnej.
Dywidenda ta to pakiet niezasłużonych przywilejów, takich jak większe poczucie bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej, wyższe zarobki (gender pay gap) czy mniejszy obciążenie pracą domową i opiekuńczą. Według tej teorii, milczenie lub bierność wobec przejawów seksizmu jest formą podtrzymywania systemu. Przeprosiny mają być zatem nie tyle wyrazem osobistego żalu za konkretny czyn, co aktem uznania własnej uprzywilejowanej pozycji i współudziału w strukturze, która marginalizuje kobiety.
W dyskursie skrajnie lewicowym często pojawia się pojęcie kultury gwałtu. Nie oznacza ono, że każdy mężczyzna jest gwałcicielem, ale że społeczeństwo jest przesiąknięte normami, które bagatelizują przemoc seksualną, obwiniają ofiary lub promują toksyczną męskość.
Radykalne feministki argumentują, że mężczyźni powinni przepraszać za tworzenie środowiska, w którym przemoc wobec kobiet jest możliwa. Chodzi tu o przyzwalanie na seksistowskie żarty, „męską solidarność” chroniącą sprawców czy brak aktywnego sprzeciwu wobec uprzedmiotowienia kobiet. W tym ujęciu przeprosiny są formą zerwania z tą solidarnością i publicznym zadeklarowaniem, że dotychczasowe normy są nieakceptowalne.
Choć dziś kojarzymy je głównie z feminizmem, termin ten wywodzi się z antropologii i pierwotnie oznaczał system społeczny, w którym władzę sprawuje najstarszy mężczyzna w rodzie. Dopiero w latach 60. i 70. XX wieku feministki drugiej fali, takie jak Kate Millett, zaadaptowały to pojęcie do opisu całościowej struktury społecznej, w której mężczyźni dominują nad kobietami.
Samo słowo „przepraszam” dla wielu radykalnych aktywistek jest niewystarczające, jeśli nie idą za nim konkretne czyny. Postulaty dotyczące zadośćuczynienia (reparacji) mogą przyjmować różne formy, od symbolicznych po bardzo praktyczne:
Kolejnym argumentem za przeprosinami jest kwestia historycznego długu. Podobnie jak w przypadku debat o reparacjach za kolonializm czy niewolnictwo, niektóre feministki uważają, że współczesne bogactwo i status mężczyzn zostały zbudowane na wiekach nieodpłatnej pracy kobiet i ich wykluczeniu z życia publicznego.
Z tej perspektywy współcześni mężczyźni są „spadkobiercami” systemu, który przez pokolenia gromadził kapitał (ekonomiczny, polityczny i kulturowy) kosztem kobiet. Przeprosiny mają być uznaniem tej historycznej niesprawiedliwości i punktem wyjścia do budowy nowych, egalitarnych relacji.
Warto zaznaczyć, że nie wszystkie nurty feminizmu zgadzają się z tak radykalnym podejściem. Feministki liberalne często kładą większy nacisk na reformy prawne i równe szanse, uważając, że obarczanie współczesnych mężczyzn winą za przeszłość może być przeciwskuteczne i budować niepotrzebny opór. Z kolei feminizm intersekcjonalny zwraca uwagę, że nie wszyscy mężczyźni są tak samo uprzywilejowani – mężczyźni z mniejszości etnicznych, osoby niepełnosprawne czy biedne również doświadczają systemowej opresji, co komplikuje prosty podział na „uprzywilejowanego sprawcę” i „ofiarę”.
Debata ta pozostaje jednym z najbardziej gorących punktów styku teorii społecznej i codziennej praktyki politycznej, zmuszając do refleksji nad tym, gdzie kończy się odpowiedzialność jednostki, a zaczyna odpowiedzialność za społeczeństwo, w którym żyjemy.