Gość (83.4.*.*)
Temat wypowiedzi dotyczących medycyny, zdrowia i leczenia jest w polskim prawie traktowany niezwykle poważnie. Granica między wyrażaniem własnej opinii a złamaniem przepisów jest często bardzo cienka, a konsekwencje – od finansowych po karne – mogą być dotkliwe. W dobie internetu, gdzie każdy może stać się „ekspertem” w mediach społecznościowych, warto wiedzieć, jakie słowa mogą sprowadzić na nas kłopoty prawne.
W Polsce obowiązuje bardzo rygorystyczny zakaz reklamy świadczeń zdrowotnych przez lekarzy i lekarzy dentystów. Zgodnie z Kodeksem Etyki Lekarskiej oraz ustawą o działalności leczniczej, lekarz nie może reklamować swoich usług w sposób, który zachęca do korzystania z nich.
Co to oznacza w praktyce? Lekarz może informować o swojej praktyce (podać nazwisko, specjalizację, godziny przyjęć czy cennik), ale nie wolno mu używać haseł typu: „najlepszy chirurg w mieście”, „gwarantuję 100% skuteczności” czy „tylko u mnie najtaniej”. Każda wypowiedź, która ma charakter perswazyjny i ma na celu przyciągnięcie pacjenta poprzez wychwalanie swoich umiejętności, jest uznawana za niezgodną z prawem i etyką zawodową.
Jednym z najpoważniejszych naruszeń jest tzw. znachorstwo, czyli udzielanie świadczeń zdrowotnych bez posiadania wymaganych uprawnień. Zgodnie z art. 58 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, osoba, która bez uprawnień udziela świadczeń polegających na rozpoznawaniu chorób oraz ich leczeniu, podlega karze grzywny. Jeśli robi to w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub wprowadza w błąd co do posiadania uprawnień, grozi jej nawet kara pozbawienia wolności.
Wypowiedzi, w których osoba niebędąca lekarzem stawia diagnozy lub ordynuje konkretne terapie (szczególnie te alternatywne, zamiast medycyny akademickiej w ciężkich stanach), mogą być podstawą do pociągnięcia do odpowiedzialności karnej.
Prawo farmaceutyczne bardzo precyzyjnie określa, co wolno, a czego nie wolno mówić w reklamach produktów leczniczych. Niezgodne z prawem są wypowiedzi, które:
W przypadku suplementów diety, które są środkami spożywczymi, a nie lekami, nie wolno przypisywać im właściwości leczniczych. Wypowiedź sugerująca, że suplement „leczy raka” czy „wyciąga z depresji”, jest bezpośrednim naruszeniem prawa.
Wypowiedzi dotyczące stanu zdrowia konkretnego pacjenta, nawet jeśli nie padają w nich imiona i nazwiska, mogą być niezgodne z prawem, jeśli pozwalają na identyfikację danej osoby. Tajemnica lekarska jest nieograniczona w czasie i obowiązuje lekarza również po śmierci pacjenta. Publiczne omawianie przypadków medycznych w sposób umożliwiający rozpoznanie chorego bez jego wyraźnej zgody jest naruszeniem dóbr osobistych oraz przepisów o zawodzie lekarza.
Choć wolność słowa jest chroniona konstytucyjnie, wypowiedzi, które mogą sprowadzić niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób, mogą być ścigane. Przykładem są publiczne nawoływania do zaprzestania leczenia ratującego życie (np. chemioterapii) na rzecz niesprawdzonych metod.
W skrajnych przypadkach, jeśli wypowiedzi prowadzą do wybuchu epidemii lub masowego zagrożenia zdrowia (np. poprzez agresywne zniechęcanie do szczepień ochronnych w sytuacjach kryzysowych), organy państwowe mogą podjąć działania na podstawie przepisów o bezpieczeństwie publicznym.
W prawie medycznym i etyce coraz częściej zwraca się uwagę nie tylko na to, co lekarz mówi „nielegalnie” w sensie reklamy, ale też jak komunikuje się z pacjentem. Choć nie jest to wprost „nielegalne” w sensie karnym, niewłaściwa komunikacja (np. brutalne odebranie nadziei) może być podstawą do roszczeń cywilnych z tytułu naruszenia praw pacjenta do poszanowania godności.