Gość (83.4.*.*)
Obecny system podatkowo-składkowy w Polsce przypomina skomplikowaną układankę, w której każda forma zatrudnienia rządzi się własnymi prawami. Różnice w oskładkowaniu umowy o pracę, umowy zlecenie czy kontraktu B2B sprawiają, że zarówno pracodawcy, jak i pracownicy często szukają sposobów na „optymalizację”. Wprowadzenie modelu, w którym każda osoba samodzielnie opłaca składki proporcjonalnie do swoich całkowitych dochodów, mogłoby wywrócić ten stolik i znacząco ukrócić nadużycia.
Jednym z głównych powodów, dla których dochodzi do nadużyć, jest brak świadomości realnych kosztów pracy. W obecnym systemie pracownik widzi na umowie kwotę brutto, ale rzadko zdaje sobie sprawę, że pracodawca musi wydać jeszcze więcej (tzw. koszt całkowity lub brutto-brutto), aby wypłacić mu pensję. Gdyby to pracownik otrzymywał pełną kwotę na konto i musiał samodzielnie wykonać przelewy do ZUS i urzędu skarbowego, mechanizm psychologiczny uległby zmianie.
Samodzielne opłacanie składek sprawiłoby, że każda złotówka zarobiona na umowie o dzieło, zleceniu czy etacie byłaby traktowana tak samo. Zniknęłaby motywacja do „ucieczki” z umowy o pracę na rzecz B2B tylko dlatego, że ta druga forma pozwala na niższe składki przy wysokich zarobkach. Jeśli system nakładałby taki sam procent obciążeń na całkowity dochód, niezależnie od nazwy dokumentu, który podpisujemy, wybór formy zatrudnienia zacząłby wynikać z realnych potrzeb (np. elastyczności czasu pracy), a nie z chęci zapłacenia mniejszego podatku.
Obecnie mamy do czynienia ze zjawiskiem arbitrażu składkowego. Polega ono na tym, że firmy i pracownicy wybierają tę formę współpracy, która jest najmniej obciążona daninami. Przykładowo:
Gdyby składki były powiązane bezpośrednio z dochodem i opłacane samodzielnie przez zarabiającego, różnice te przestałyby istnieć. Pracodawca nie miałby interesu w wypychaniu pracownika na „śmieciówkę”, ponieważ koszt dla firmy byłby identyczny lub bardzo zbliżony. Z kolei pracownik przestałby postrzegać B2B jako sposób na „zaoszczędzenie” na emeryturze, bo system wymuszałby proporcjonalną wpłatę od każdej zarobionej kwoty.
W Polsce kilkukrotnie powracał pomysł tzw. daniny jednolitej, która miała połączyć PIT oraz składki na ZUS i NFZ w jeden przelew. Choć projekt ostatecznie nie wszedł w życie w pełnej formie, jego głównym założeniem było właśnie uproszczenie systemu i wyrównanie obciążeń dla różnych form zarobkowania, co miało ograniczyć szarą strefę.
Fikcyjne samozatrudnienie to sytuacja, w której osoba pracuje jak typowy pracownik (ma przełożonego, określone godziny i miejsce pracy), ale wystawia fakturę jako firma, by płacić niższe podatki. To jedno z najczęstszych nadużyć w polskim systemie.
W modelu samodzielnego opłacania składek zależnych od dochodu, korzyść finansowa z bycia „firmą jednoosobową” przy pracy dla jednego klienta drastycznie by spadła. Jeśli programista na B2B i programista na etacie musieliby oddać państwu taki sam procent swoich zarobków, to większość osób wybrałaby bezpieczniejszą umowę o pracę. To z kolei zmusiłoby pracodawców do oferowania stabilniejszych warunków, zamiast szukania oszczędności kosztem praw pracowniczych.
Samodzielne rozliczanie się z państwem wymusza większą dyscyplinę finansową. Obecnie wiele osób nie wie, ile dokładnie składek emerytalnych czy zdrowotnych odprowadza ich pracodawca. Przejęcie tego obowiązku przez obywatela mogłoby doprowadzić do:
Choć model ten brzmi jak lekarstwo na nadużycia, niesie ze sobą wyzwania. Największym z nich jest ryzyko nieterminowości. Obecnie to pracodawca odpowiada za to, by składki trafiły do ZUS na czas. Gdyby miliony Polaków musiały robić to samodzielnie, państwo musiałoby stworzyć niezwykle wydajny system egzekucji i automatyzacji (np. poprzez automatyczne pobieranie składek z konta bankowego w momencie wpływu wynagrodzenia).
Ponadto, dla osób o najniższych dochodach, konieczność samodzielnego zarządzania budżetem brutto-brutto mogłaby być trudna. Wymagałoby to ogromnej akcji edukacyjnej, aby uniknąć sytuacji, w której pracownicy wydają pieniądze przeznaczone na przyszłe składki na bieżącą konsumpcję.
Podsumowując, powiązanie wysokości składek wyłącznie z realnym dochodem, a nie z nazwą umowy, to najprostsza droga do sprawiedliwego rynku pracy. Eliminuje to finansowe bodźce do obchodzenia prawa i sprawia, że forma zatrudnienia znów staje się kwestią organizacji pracy, a nie trikiem księgowym.