Jakie masz pytanie?

lub

Czy uzasadnione jest twierdzenie niektórych historyków i działaczy „Solidarności”, że przy Okrągłym Stole doszło do porozumienia „swoich ze swoimi”, czyli przedstawicieli władz z tajnymi współpracownikami (będącymi nimi przynajmniej na pewnym etapie życia), na których strona rządowa posiadała materiały obciążające?

kulisy obrad okrągłego stołu kontrowersje wokół transformacji ustrojowej tajni współpracownicy w opozycji
avatar

Gość (5.172.*.*)



Odpowiedź:

Temat Okrągłego Stołu to jedna z najbardziej polaryzujących kwestii w nowoczesnej historii Polski. Choć dla wielu jest on symbolem pokojowego przejścia od dyktatury do demokracji, dla innych stanowi dowód na „zgniły kompromis” lub wręcz spisek elit. Teza o porozumieniu „swoich ze swoimi” nie wzięła się znikąd – opiera się na analizie składu osobowego uczestników obrad, dokumentach odnalezionych w archiwach IPN oraz specyfice rozmów prowadzonych w Magdalence. Aby zrozumieć, czy to twierdzenie jest uzasadnione, musimy przyjrzeć się argumentom obu stron tego historycznego sporu.

Skąd wzięła się teoria o „porozumieniu swoich ze swoimi”?

Głównym fundamentem tej teorii jest przekonanie, że strona rządowa (komunistyczna) starannie wyselekcjonowała swoich partnerów do rozmów. Według części historyków i dawnych działaczy opozycyjnych, takich jak Andrzej Gwiazda czy Anna Walentynowicz, ekipa gen. Czesława Kiszczaka i gen. Wojciecha Jaruzelskiego dopuściła do stołu tylko tę część opozycji, którą uznała za „konstruktywną”.

W tym kontekście „konstruktywność” miała oznaczać przewidywalność, a w najgorszym scenariuszu – podatność na szantaż. Argumentem wspierającym tę tezę jest fakt, że przy Okrągłym Stole zabrakło przedstawicieli wielu radykalnych nurtów niepodległościowych, m.in. Solidarności Walczącej czy Konfederacji Polski Niepodległej, którzy odrzucali jakąkolwiek formę układania się z komunistami.

Cień Magdalenki i nieformalne spotkania

Wielu krytyków Okrągłego Stołu wskazuje nie na same oficjalne obradach przed kamerami, ale na to, co działo się za kulisami – w ośrodku MSW w Magdalence. To tam, w wąskim gronie, zapadały kluczowe decyzje. Zdjęcia i nagrania z tych spotkań, na których widać Adama Michnika czy Lecha Wałęsę wznoszących toast z Czesławem Kiszczakiem, stały się dla zwolenników teorii o „spisku” koronnym dowodem na zbyt bliskie relacje obu stron.

Dla części działaczy „Solidarności”, którzy spędzili lata w więzieniach lub ukrywali się przed SB, widok wspólnego biesiadowania z oprawcami był moralnie nie do zaakceptowania. To właśnie te nieformalne relacje zrodziły podejrzenie, że doszło do podziału wpływów i majątku narodowego w zamian za gwarancję bezpieczeństwa dla odchodzącej kasty komunistycznej.

Problem tajnych współpracowników w szeregach opozycji

Najmocniejszym argumentem historyków popierających tezę o „swoich” są dokumenty archiwalne dotyczące przeszłości niektórych uczestników obrad po stronie solidarnościowej. Najgłośniejszym przypadkiem jest oczywiście postać Lecha Wałęsy i sprawa jego rejestracji jako TW „Bolek” w pierwszej połowie lat 70.

Zwolennicy tezy o „sterowanej transformacji” argumentują, że:

  • Służba Bezpieczeństwa posiadała teczki na wielu uczestników rozmów.
  • Wiedza o dawnej współpracy (nawet jeśli została ona zerwana lata wcześniej) mogła służyć jako narzędzie nacisku podczas negocjacji.
  • Obecność osób z „niejasną przeszłością” przy stole ułatwiała komunistom przeforsowanie korzystnych dla nich rozwiązań, takich jak gwarantowane miejsca w Sejmie czy wybór Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta.

Warto jednak zaznaczyć, że historycy nie są w tej kwestii jednomyślni. Wielu badaczy podkreśla, że fakt bycia zarejestrowanym jako TW w przeszłości nie musiał oznaczać lojalności wobec SB w 1989 roku.

Czy to rzeczywiście był spisek? Kontrargumenty

Z drugiej strony barykady stoją historycy i uczestnicy rozmów, którzy twierdzą, że teoria o „swoich ze swoimi” jest krzywdzącym uproszczeniem. Ich zdaniem Okrągły Stół był majstersztykiem realizmu politycznego.

Główne argumenty przeciwko teorii spiskowej to:

  1. Sytuacja geopolityczna: Polska wciąż znajdowała się w strefie wpływów ZSRR, a w kraju stacjonowały wojska radzieckie. Gwałtowne obalenie systemu mogło skończyć się interwencją lub wojną domową (scenariusz rumuński).
  2. Kryzys gospodarczy: Kraj był na skraju bankructwa. Komuniści chcieli podzielić się odpowiedzialnością za katastrofę, a opozycja chciała przejąć realny wpływ na państwo.
  3. Wybory czerwcowe: To, co wydarzyło się 4 czerwca 1989 roku, pokazało, że komuniści przeliczyli się w swoich kalkulacjach. Skala zwycięstwa „Solidarności” całkowicie zaskoczyła stronę rządową, co sugeruje, że nie wszystko było „ustawione”.

Podsumowanie – gdzie leży prawda?

Czy twierdzenie o porozumieniu „swoich ze swoimi” jest uzasadnione? Odpowiedź nie jest czarno-biała. Z perspektywy faktograficznej prawdą jest, że wśród uczestników obrad po stronie opozycyjnej znajdowały się osoby, które w różnych okresach swojego życia miały kontakty ze służbami specjalnymi PRL. Prawdą jest również, że strona rządowa dążyła do wyeliminowania z rozmów najbardziej radykalnych przeciwników.

Jednak interpretacja tych faktów jako dowodu na całkowicie wyreżyserowany spektakl jest przedmiotem ciągłego sporu. Dla jednych była to konieczna cena za wolność bez rozlewu krwi, dla innych – grzech założycielski III RP, który pozwolił dawnym elitom partyjnym na bezkarność i uwłaszczenie się na majątku państwowym.

Ciekawostka: Szafa Kiszczaka

Wiele lat po Okrągłym Stole, w 2016 roku, opinia publiczna dowiedziała się o istnieniu tzw. „szafy Kiszczaka”. Wdowa po generale udostępniła dokumenty, które przez lata były przechowywane w ich prywatnym domu, zamiast trafić do archiwów państwowych. Znaleziono tam m.in. oryginały dokumentów dotyczących TW „Bolka”. To odkrycie na nowo rozpaliło dyskusję o tym, jakimi „hakami” dysponowali komuniści jeszcze długo po 1989 roku i czy te materiały mogły być wykorzystywane do wpływania na politykę wolnej już Polski.

Podziel się z innymi: