Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego część urzędników utożsamia prosty i zrozumiały dla interesantów język z językiem prostackim oraz uważa, że brak specjalistycznego żargonu prawno-urzędniczego odbiera im powagę?

prosty język urzędowy komunikacja w administracji bariery języka urzędowego
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Problem skomplikowanego języka w urzędach to temat rzeka, który dotyka niemal każdego, kto kiedykolwiek musiał wypełnić wniosek o dowód, pozwolenie na budowę czy rozliczyć podatki. Choć trend „prostego języka” (z ang. plain language) zyskuje na sile, wciąż spotykamy się z oporem materii. Dlaczego tak się dzieje? Źródła tego zjawiska są głębokie i łączą w sobie psychologię, historię oraz specyficzne postrzeganie autorytetu.

Język jako atrybut władzy i prestiżu

Dla wielu urzędników specjalistyczny żargon nie jest jedynie narzędziem pracy, ale symbolem statusu. Przez dekady (a nawet stulecia) dostęp do wiedzy prawniczej i umiejętność posługiwania się skomplikowaną frazeologią był zarezerwowany dla elity. W tym ujęciu trudny język staje się „mundurem”. Tak jak lekarz nosi biały fartuch, tak urzędnik „ubiera się” w paragrafy i archaiczne sformułowania.

Część osób pracujących w administracji podświadomie obawia się, że jeśli zaczną mówić i pisać tak, jak ich sąsiedzi przy kawie, stracą swój autorytet. Istnieje błędne przekonanie, że powaga urzędu wymaga dystansu, a dystans najlepiej buduje się poprzez barierę językową. Jeśli obywatel wszystko rozumie od razu, urzędnik może czuć się mniej „potrzebny” jako jedyny interpretator zawiłych przepisów.

Mylenie prostoty z prostackością

To jeden z najczęstszych błędów poznawczych. W świadomości wielu osób język prosty kojarzy się z językiem ubogim, kolokwialnym lub wręcz infantylnym. Tymczasem idea plain language polega na czymś zupełnie innym – na takiej konstrukcji komunikatu, aby odbiorca znalazł to, czego potrzebuje, zrozumiał to, co znalazł, i wiedział, jak tę informację wykorzystać.

Urzędnicy często obawiają się, że uproszczenie tekstu sprawi, iż będzie on brzmiał nieprofesjonalnie. Boją się, że zamiast „dokonać partycypacji w kosztach”, napiszą po prostu „zapłacić”, co w ich oczach wygląda zbyt zwyczajnie. To klasyczny przykład „klątwy wiedzy” – gdy ktoś tak dobrze zna dany temat, że nie potrafi sobie wyobrazić, jak to jest go nie rozumieć, i uznaje każdą próbę uproszczenia za spłycanie merytorycznej treści.

Strach przed błędem prawnym

Warto stanąć na chwilę po drugiej stronie biurka. Urzędnicy operują w gąszczu przepisów, które same w sobie są napisane językiem skomplikowanym. Istnieje ogromny lęk przed tym, że zmiana sformułowania z „urzędowego” na „ludzkie” zmieni znaczenie prawne dokumentu.

W prawie każde słowo ma znaczenie. „Niezwłocznie” to nie to samo co „natychmiast”, a „zamieszkanie” różni się od „zameldowania”. Urzędnicy często kopiują całe fragmenty ustaw do swoich pism, traktując to jako „bezpiecznik”. W ich mniemaniu, jeśli użyją dokładnie tych samych słów co ustawodawca, nikt nie zarzuci im błędu ani przekroczenia uprawnień. Rezygnacja z żargonu jest więc postrzegana jako ryzyko zawodowe.

Ciekawostka: Czy wiesz, że prosty język oszczędza pieniądze?

Badania prowadzone w różnych krajach (m.in. w USA i Wielkiej Brytanii) wykazały, że urzędy, które przeszły na prosty język, znacząco obniżyły koszty funkcjonowania. Dlaczego? Ponieważ obywatele rzadziej dzwonią z pytaniami o wyjaśnienie pisma, popełniają mniej błędów w formularzach i szybciej załatwiają swoje sprawy. To realne oszczędności czasu pracy urzędników.

Dziedzictwo historyczne i systemowe

W Polsce silne jest wciąż dziedzictwo biurokracji pruskiej, austriackiej i późniejszej socjalistycznej, gdzie urzędnik był reprezentantem „państwa nadrzędnego” wobec obywatela. W takim systemie komunikacja była jednostronna – urząd wydawał polecenia lub decyzje, a obywatel miał się do nich dostosować.

Współczesna administracja powoli ewoluuje w stronę modelu usługowego, gdzie urzędnik jest partnerem pomagającym rozwiązać problem. Jednak zmiana mentalności trwa znacznie dłużej niż zmiana przepisów. Starsze pokolenia pracowników administracji były szkolone w duchu „sztywności językowej”, a młodsze często przejmują te nawyki, chcąc dopasować się do zastanej kultury organizacyjnej.

Jak to wygląda w praktyce?

Proces zmian już trwa. Coraz więcej instytucji w Polsce (np. ZUS, niektóre ministerstwa czy banki) podpisuje deklaracje prostego języka. Tworzone są specjalne poradniki i szkolenia, które uczą, że:

  • Zamiast „uprzejmie informujemy, iż w przedmiotowej sprawie...” lepiej napisać „informujemy, że...”.
  • Zamiast „pismo zostało wyekspirowane” lepiej napisać „termin ważności pisma minął”.
  • Krótkie zdania są lepsze niż wielokrotnie złożone konstrukcje na pół strony.

Prawdziwa powaga urzędnika nie bierze się z używania trudnych słów, ale ze skuteczności w pomaganiu ludziom. Zrozumiały komunikat to wyraz szacunku do czasu i inteligencji interesanta, a nie oznaka braku profesjonalizmu.

Podziel się z innymi: