Jakie masz pytanie?

lub

Czy jedni mówią o ryzyku, a inni o problemie infantylizacji młodych ludzi?

przyczyny infantylizacji młodych skutki dorastania dorosłych wyzwania współczesnej dorosłości
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Temat infantylizacji młodych ludzi to jedna z najgorętszych dyskusji współczesnej socjologii i psychologii. Coraz częściej słyszymy głosy, że granica dorosłości przesuwa się w niepokojącym kierunku, a dwudziestoparolatkowie – zamiast brać odpowiedzialność za swoje życie – wolą pozostać w bezpiecznym kokonie stworzonym przez rodziców. Czy jednak mamy do czynienia jedynie z „ryzykiem”, które może wystąpić w przyszłości, czy może to już palący, systemowy problem, z którym mierzymy się tu i teraz? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ponieważ obie te perspektywy przenikają się w debacie publicznej.

Czym właściwie jest infantylizacja?

Infantylizacja to proces traktowania osób dorosłych tak, jakby były dziećmi, lub przejmowanie przez dorosłych wzorców zachowań charakterystycznych dla dzieci. W kontekście społecznym objawia się to m.in. opóźnianiem momentu wyprowadzki z domu rodzinnego, trudnościami w podejmowaniu wiążących decyzji czy unikaniem odpowiedzialności zawodowej i finansowej.

Zjawisko to często idzie w parze z terminem „kidult” (z połączenia angielskich słów kid i adult), określającym osoby dorosłe, które z pasją oddają się hobby kojarzonym z dzieciństwem i celowo unikają atrybutów tradycyjnej dorosłości. Choć samo kolekcjonowanie klocków LEGO czy granie w gry wideo nie jest problemem, to w połączeniu z brakiem samodzielności życiowej staje się fundamentem do dyskusji o kondycji młodego pokolenia.

Ryzyko czy realny problem? Dwie strony medalu

Podział na tych, którzy mówią o ryzyku, i tych, którzy widzą w tym problem, wynika głównie z punktu widzenia na konsekwencje tego zjawiska.

Osoby ostrzegające przed ryzykiem skupiają się na przyszłości. Dla ekonomistów i demografów infantylizacja to zagrożenie dla stabilności państwa. Jeśli młodzi ludzie będą coraz później zakładać rodziny i usamodzielniać się finansowo, systemy emerytalne i rynek pracy mogą stanąć przed ogromnym wyzwaniem. W tej narracji infantylizacja jest „bombą z opóźnionym zapłonem” – czymś, co może doprowadzić do stagnacji gospodarczej i kryzysu demograficznego.

Z kolei psycholodzy i pedagodzy częściej mówią o infantylizacji jako o realnym problemie, który dzieje się dzisiaj. Wskazują na rosnący poziom lęku u młodych dorosłych, brak odporności psychicznej (tzw. rezyliencji) oraz trudności w budowaniu trwałych relacji. Dla nich to nie jest teoretyczne ryzyko, ale codzienność w gabinetach terapeutycznych, gdzie trafiają osoby przytłoczone koniecznością podjęcia najprostszych decyzji bez konsultacji z rodzicem.

Dlaczego młodzi dorośli „nie chcą” dorosnąć?

Warto zadać sobie pytanie, czy infantylizacja to wybór młodych, czy może efekt czasów, w jakich żyjemy. Eksperci wskazują na kilka kluczowych czynników:

Ekonomia, która podcina skrzydła

Trudno mówić o pełnej dorosłości, gdy ceny mieszkań i koszty życia drastycznie przewyższają zarobki osób na początku drogi zawodowej. W wielu krajach, w tym w Polsce, zjawisko „gniazdownictwa” (mieszkania z rodzicami po 25. czy 30. roku życia) często nie wynika z lenistwa, ale z czystej matematyki. Brak niezależności mieszkaniowej naturalnie sprzyja zachowaniom infantylnym – skoro mama gotuje obiad, a tata opłaca rachunki, trudniej poczuć ciężar dorosłości.

Pułapka nadopiekuńczości

Współczesne pokolenie rodziców (często nazywanych „rodzicami-helikopterami”) ma tendencję do usuwania wszelkich przeszkód spod nóg swoich dzieci. Chronienie młodych przed porażką sprawia, że wchodzą oni w dorosłość bez wypracowanych mechanizmów radzenia sobie ze stresem. Gdy pojawia się pierwszy poważny problem w pracy lub związku, taka osoba czuje się bezbronna i instynktownie szuka ratunku u rodziców.

Kultura cyfrowa i media społecznościowe

Internet pozwala na nieustanną ucieczkę w świat rozrywki. Ponadto media społecznościowe promują kult młodości, co sprawia, że „stajecie się dorosłym” kojarzy się z czymś nudnym, ciężkim i nieatrakcyjnym. Algorytmy podsuwają nam treści, które pozwalają pozostać w sferze komfortu i nostalgii za dzieciństwem.

Czy to zjawisko ma jakieś plusy?

Ciekawostką jest fakt, że niektórzy socjolodzy, jak np. Jeffrey Arnett, wprowadzili pojęcie „wyłaniającej się dorosłości” (emerging adulthood). Sugerują oni, że nie mamy do czynienia z problemem, a po prostu z nowym etapem rozwojowym. W dzisiejszym skomplikowanym świecie młodzi ludzie potrzebują więcej czasu na edukację, eksperymentowanie i odnalezienie swojej tożsamości.

Dłuższy okres „młodości” może przekładać się na bardziej świadome decyzje w późniejszym wieku – np. trwalsze małżeństwa czy lepiej dopasowane ścieżki kariery. Jednak granica między zdrowym poszukiwaniem siebie a toksyczną infantylizacją jest bardzo cienka.

Jak rozpoznać ten problem w praktyce?

Oto kilka sygnałów, które mogą świadczyć o tym, że infantylizacja staje się realnym obciążeniem:

  • Paraliż decyzyjny nawet w błahych sprawach.
  • Brak umiejętności zarządzania własnym budżetem (wydawanie pieniędzy na przyjemności przy jednoczesnym braku środków na podstawowe opłaty).
  • Oczekiwanie, że inni (rodzice, partner, pracodawca) rozwiążą za nas każdy konflikt.
  • Silny lęk przed jakąkolwiek formą krytyki lub oceny.

Podsumowując, dyskusja o infantylizacji młodych ludzi to pole bitwy między troską o przyszłość społeczeństwa a analizą obecnego stanu psychicznego jednostek. Niezależnie od tego, czy nazwiemy to ryzykiem, czy problemem, faktem jest, że definicja dorosłości przechodzi na naszych oczach gruntowną transformację.

Podziel się z innymi: