Gość (83.4.*.*)
Ruch MeToo, który zyskał globalny rozgłos w 2017 roku, bez wątpienia zrewolucjonizował sposób, w jaki patrzymy na relacje zawodowe i standardy etyczne w miejscu pracy. Choć jego głównym celem było nagłośnienie problemu molestowania seksualnego i pociągnięcie sprawców do odpowiedzialności, rykoszetem uderzył on w codzienne interakcje między płciami w biurach. Dane pochodzące z różnych badań socjologicznych i rynkowych potwierdzają, że od czasu wybuchu ruchu znacząca grupa mężczyzn na stanowiskach kierowniczych zaczęła deklarować większy dystans w relacjach z podwładnymi i współpracowniczkami.
Najbardziej znane badania w tym zakresie przeprowadziła organizacja LeanIn.org we współpracy z SurveyMonkey. Wyniki, które opublikowano niedługo po szczycie popularności ruchu, były dla wielu zaskakujące. W 2019 roku aż 60% menedżerów (mężczyzn) w USA przyznało, że czuje się niekomfortowo, wykonując z kobietami rutynowe czynności zawodowe, takie jak mentoring, wspólne obiady czy podróże służbowe. To wzrost o 33% w porównaniu z rokiem poprzednim.
Zjawisko to nie ogranicza się tylko do Stanów Zjednoczonych. Podobne nastroje odnotowano w Europie i Azji, choć ich natężenie różni się w zależności od kultury organizacyjnej danego regionu. Mężczyźni na wysokich szczeblach często argumentują, że obawiają się nie tyle własnego zachowania, co możliwości błędnej interpretacji ich gestów lub słów, co w dobie mediów społecznościowych może błyskawicznie zniszczyć karierę budowaną przez dekady.
Z raportów wynika, że:
Mentoring to jeden z najważniejszych mechanizmów awansu w korporacyjnym świecie. To właśnie dzięki niemu młodzi pracownicy zyskują dostęp do wiedzy, kontaktów i niepisanych zasad panujących na szczycie. Jeśli liderzy – którzy wciąż w większości są mężczyznami – zaczynają unikać mentoringu kobiet, tworzy się niebezpieczna luka.
Kobiety mogą zostać odcięte od kluczowych informacji i wsparcia, co w literaturze socjologicznej zaczęto nazywać „efektem schłodzenia” (chilling effect). Zamiast rozbijać szklany sufit, ruch MeToo paradoksalnie mógł przyczynić się do postawienia kolejnych barier, jeśli firmy nie wprowadziły jasnych procedur dotyczących bezpiecznej współpracy.
W kontekście tych zmian często przywołuje się tzw. „zasadę Pence’a”. Były wiceprezydent USA, Mike Pence, publicznie deklarował, że nigdy nie jada kolacji sam na sam z kobietą inną niż jego żona. Choć przed laty takie podejście uznawano za konserwatywną osobliwość, po 2017 roku wielu liderów biznesu zaczęło nieformalnie stosować podobne zasady w obawie przed oskarżeniami, nawet jeśli ich intencje są czysto profesjonalne.
Organizacje zauważyły, że lęk mężczyzn przed niesłusznymi oskarżeniami może realnie zaszkodzić polityce różnorodności (D&I). Aby temu przeciwdziałać, nowoczesne firmy wprowadzają szereg rozwiązań:
Warto zaznaczyć, że choć obawy mężczyzn są faktem statystycznym odnotowanym w badaniach, wielu ekspertów podkreśla, że rozwiązaniem nie jest unikanie kobiet, lecz budowanie kultury opartej na transparentności. Strach przed „niesłusznym oskarżeniem” jest często silniejszy niż statystyczne prawdopodobieństwo takiego zdarzenia, ale jego wpływ na strukturę awansów w firmach jest realnym wyzwaniem, z którym rynek pracy będzie się mierzył jeszcze przez lata.