Gość (83.4.*.*)
Przejście z profesjonalnego sportu do świata wielkiego biznesu to naturalna ścieżka dla wielu zawodników. Sportowcy wnoszą do firm dyscyplinę, umiejętność pracy pod presją i nastawienie na cel. Jednak sytuacja komplikuje się, gdy w życiorysie kandydata widnieje rysa w postaci skandalu dopingowego. Choć branża finansowa i motoryzacyjna słyną z rygorystycznych procesów rekrutacyjnych, odpowiedź na pytanie, czy automatycznie odrzucają one takie osoby, nie jest czarno-biała. Wszystko zależy od polityki konkretnej korporacji, charakteru stanowiska oraz tego, jak dany incydent został zakwalifikowany w świetle prawa.
Warto zacząć od wyjaśnienia, że nie istnieje żadna oficjalna, międzybranżowa „czarna lista” byłych sportowców z przeszłością dopingową. Ani sektor finansowy, ani motoryzacyjny nie posiadają wspólnych regulacji, które prawnie zakazywałyby zatrudniania osób po dyskwalifikacjach sportowych. Decyzja o zatrudnieniu zawsze leży w gestii działu HR oraz zarządu danej firmy.
W praktyce jednak obie te branże kładą ogromny nacisk na tak zwany „background screening”, czyli szczegółowe sprawdzanie przeszłości kandydata. W dobie internetu informacja o dopingu jest praktycznie niemożliwa do ukrycia. Rekruterzy w dużych korporacjach finansowych (takich jak Goldman Sachs czy JP Morgan) oraz u gigantów motoryzacyjnych (jak BMW czy Mercedes-Benz) z pewnością dotrą do takich informacji podczas weryfikacji profilu kandydata.
Sektor finansowy jest specyficzny ze względu na ogromne znaczenie etyki i zaufania publicznego. Wiele stanowisk w bankowości czy funduszach inwestycyjnych podlega regulacjom dotyczącym tzw. „rękojmi należytego wykonywania zawodu”.
Nie mogę jednak jednoznacznie zweryfikować, czy każda instytucja finansowa na świecie stosuje te same kryteria. Moja baza wiedzy nie zawiera wewnętrznych, poufnych procedur HR poszczególnych banków, które mogą mieć nieoficjalne wytyczne dotyczące „ryzykownych” wizerunkowo kandydatów.
W branży motoryzacyjnej podejście bywa nieco inne i często zależy od tego, czy były sportowiec ma pełnić funkcję „twarzy” marki, czy pracować na zapleczu, np. w inżynierii czy logistyce.
Z punktu widzenia polskiego i europejskiego prawa pracy, odmowa zatrudnienia ze względu na incydent dopingowy sprzed lat może być problematyczna dla pracodawcy, jeśli nie ma on bezpośredniego związku z obowiązkami zawodowymi. Dyskryminacja ze względu na przeszłość, która nie skutkowała wyrokiem karnym, jest prawnie ryzykowna.
Jednak w praktyce korporacje rzadko podają „doping” jako oficjalny powód odrzucenia kandydatury. Najczęściej kandydat po prostu otrzymuje informację o znalezieniu osoby lepiej dopasowanej do profilu stanowiska.
Historia zna przypadki sportowców, którzy po banicji odnaleźli się w biznesie. Często dzieje się to w firmach, które sami zakładają lub w branżach mniej eksponowanych medialnie. Co ciekawe, niektóre firmy z sektora technologicznego (startupy) wręcz cenią osoby, które „upadły i się podniosły”, widząc w tym dowód na odporność psychiczną i umiejętność wyciągania wniosków z błędów.
Czy branża finansowa i motoryzacyjna odmawiają zatrudnienia? Nie robią tego w sposób systemowy i odgórny. Każdy przypadek jest rozpatrywany indywidualnie.
Podsumowując, choć drzwi nie są zatrzaśnięte na cztery spusty, droga do kariery w tych prestiżowych sektorach dla osoby z przeszłością dopingową jest znacznie trudniejsza i wymaga udowodnienia swojej wiarygodności na nowo.