Gość (37.30.*.*)
Zjawisko, o które pytasz, jest doskonale znane psychologii i socjologii od dekad. Często spotykamy się z sytuacją, w której wielki hit kinowy, bestsellerowa książka czy popularny artysta zostają zmiażdżeni krytyką nie za konkretne błędy warsztatowe, ale za sam fakt bycia „dla mas”. Mechanizm ten jest niezwykle złożony i zazwyczaj służy jako tarcza ochronna dla własnego ego. W psychologii nazywamy to często racjonalizacją lub mechanizmem „kwaśnych winogron”.
Termin „kwaśne winogrona” pochodzi z bajki Ezopa, w której lis, nie mogąc dosięgnąć owoców, stwierdza, że na pewno są kwaśne i niedobre. W realnym życiu działa to bardzo podobnie. Gdy ktoś marzy o sukcesie w danej dziedzinie, ale go nie osiąga, pojawia się bolesny dysonans poznawczy. Z jednej strony mamy wizję siebie jako utalentowanej osoby, a z drugiej – brak zewnętrznego potwierdzenia tego talentu w postaci uznania czy pieniędzy.
Aby poradzić sobie z tym napięciem, mózg szuka drogi na skróty. Zamiast przyznać: „może muszę jeszcze popracować nad warsztatem” lub „miałem pecha”, łatwiej jest zdewaluować samą definicję sukcesu. Twierdzenie, że „prawdziwa sztuka musi być niezrozumiała”, a „wszystko, co popularne, jest tanie i komercyjne”, pozwala takiej osobie zachować poczucie wyższości. W ten sposób porażka zostaje przekuta w dowód na bycie „artystą niezrozumianym” lub „elitarnym twórcą”, który nie kłania się gustom masowym.
Deprecjonowanie sukcesu innych często wiąże się z budowaniem tożsamości opartej na ekskluzywności. Osoby, które czują się pominięte przez główny nurt, mogą tworzyć narrację, w której popularność jest odwrotnie proporcjonalna do jakości. Jest to klasyczny mechanizm obronny, który pozwala uniknąć konfrontacji z własnymi niedociągnięciami.
Warto jednak zauważyć, że nie każda krytyka popularnych dzieł wynika z zazdrości. Istnieje realne zjawisko „równania do dołu” w kulturze masowej, gdzie produkty są projektowane tak, by trafić do jak najszerszego grona odbiorców, co czasem wiąże się z uproszczeniami. Kluczowa jest jednak intencja krytykującego. Jeśli głównym argumentem przeciwko dziełu jest to, że „podoba się wszystkim”, zazwyczaj mamy do czynienia z próbą dowartościowania się kosztem cudzego sukcesu.
W psychologii społecznej istnieje pojęcie „Tall Poppy Syndrome” (syndrom wysokiego maku). Opisuje on tendencję społeczeństwa do krytykowania, umniejszania lub „ścinania” osób, które wybiły się ponad przeciętność. W kulturach, gdzie ten syndrom jest silny, sukces nie jest powodem do dumy, lecz powodem do ataku ze strony tych, którzy zostali w tyle.
Historia sztuki wielokrotnie udowodniła, że wielkie dzieła mogą być jednocześnie popularne i wybitne pod względem warsztatowym. Szekspir pisał dla szerokiej publiczności, w tym dla niewykształconych warstw społecznych, a dziś jest uznawany za szczyt literatury. Podobnie było z Beatlesami czy wieloma malarzami renesansu, którzy w swoich czasach byli „gwiazdami popu”.
Osoby deprecjonujące sukces często zapominają, że dotarcie do szerokiej publiczności przy jednoczesnym zachowaniu głębi przekazu jest jednym z najtrudniejszych zadań artystycznych. Łatwiej jest stworzyć coś, co zrozumie pięć osób o podobnych poglądach, niż dzieło, które poruszy miliony, zachowując przy tym autentyczność.
Innym ciekawym zjawiskiem jest „mentalność kraba” (crab mentality). Obserwuje się, że kraby trzymane w wiadrze, zamiast pomagać sobie nawzajem w ucieczce, wciągają na dół każdego osobnika, któremu udaje się wspiąć wyżej. W świecie ludzi objawia się to właśnie poprzez złośliwe komentarze i podważanie wartości osiągnięć innych. Jeśli ja nie mogę być na szczycie, nikt nie powinien tam być – a jeśli już tam jest, to na pewno dlatego, że „sprzedał duszę” lub tworzy „tandetę”.
Podsumowując, choć krytyka artystyczna jest potrzebna i naturalna, to ta podszyta deprecjonowaniem sukcesu jako takiego, najczęściej mówi więcej o kompleksach krytykującego niż o samym dziele. Uznanie, że coś może być jednocześnie popularne i wartościowe, wymaga dużej dojrzałości emocjonalnej i pewności własnej wartości.