Gość (37.30.*.*)
Choć nazwa brzmi obco i nieco skomplikowanie, samo uczucie jest znane niemal każdemu z nas, nawet jeśli niechętnie się do tego przyznajemy. Schadenfreude to specyficzny stan emocjonalny, który polega na odczuwaniu satysfakcji, rozbawienia lub czystej radości z powodu niepowodzenia, nieszczęścia czy błędu innej osoby. To to słynne „uśmiechanie się pod nosem”, gdy ktoś, za kim nie przepadamy, obleje ważny egzamin, albo to dziwne poczucie ulgi, gdy celebryta, który zawsze wydawał się idealny, zaliczy spektakularną wpadkę.
Słowo Schadenfreude pochodzi z języka niemieckiego i jest zbitką dwóch wyrazów: Schaden (szkoda, uszczerbek) oraz Freude (radość). Psychologia przejęła ten termin, ponieważ w wielu innych językach trudno o jedno słowo, które tak precyzyjnie oddawałoby ten stan. W Polsce często mówimy o „radości z cudzego nieszczęścia”, ale niemiecki termin stał się międzynarodowym standardem w opisywaniu tego zjawiska.
Co ciekawe, Schadenfreude nie jest emocją jednowymiarową. Badacze wskazują, że jej intensywność zależy od tego, jak bardzo lubimy (lub nie lubimy) daną osobę oraz czy uważamy, że nieszczęście, które ją spotkało, było „zasłużone”.
Może się to wydawać okrutne, ale psychologowie uspokajają: Schadenfreude jest wpisane w ludzką naturę i pełni określone funkcje społeczne. Oto główne powody, dla których mózg serwuje nam dawkę dopaminy w odpowiedzi na cudzy pech:
Jako ludzie nieustannie porównujemy się z innymi. Jeśli ktoś odnosi sukcesy, nasza samoocena może ucierpieć (czujemy się gorsi). Kiedy jednak ta osoba zalicza porażkę, dystans między nami się zmniejsza, co daje nam chwilowe poczucie wyższości lub ulgi. To mechanizm obronny naszego ego.
To jeden z najsilniejszych zapalników Schadenfreude. Jeśli uważamy, że ktoś zachowuje się arogancko, łamie zasady lub po prostu jest „złym człowiekiem”, jego porażkę interpretujemy jako karę od losu. Czujemy wtedy satysfakcję, bo świat na chwilę wydaje się nam miejscem sprawiedliwym.
Efekt ten jest niezwykle silny w sporcie czy polityce. Kibic jednej drużyny niemal zawsze odczuwa radość, gdy zawodnik przeciwnego zespołu popełni błąd. W tym przypadku Schadenfreude wzmacnia więzi wewnątrz własnej grupy („my” kontra „oni”).
Większość z nas odczuwa lekkie ukłucie winy po tym, jak uśmiechnie się na widok cudzej wpadki. Czy słusznie? W psychologii Schadenfreude uznaje się za emocję moralnie dwuznaczną, ale zazwyczaj nieszkodliwą, o ile nie przeradza się w aktywne działanie na czyjąś szkodę.
Istnieje jednak mroczniejsza strona tego zjawiska. Jeśli radość z cudzego nieszczęścia staje się dominującym sposobem budowania własnej wartości, może to świadczyć o niskim poczuciu własnej godności lub braku empatii. W skrajnych przypadkach silne Schadenfreude jest łączone z tzw. mroczną triadą osobowości (narcyzmem, makiawelizmem i psychopatią).
Czy wiesz, że istnieje emocja będąca dokładnym przeciwieństwem Schadenfreude? To Gluckschmerz (również z niemieckiego: Glück – szczęście, Schmerz – ból). Oznacza ono poczucie dyskomfortu, smutku lub irytacji, gdy komuś innemu przydarza się coś dobrego. Choć rzadziej o tym mówimy, Gluckschmerz jest równie powszechny, zwłaszcza w sytuacjach silnej zazdrości.
Z kolei w buddyzmie promuje się postawę zwaną Mudita, czyli współodczuwanie radości. Jest to czysta, bezinteresowna radość z sukcesów innych ludzi, bez cienia zazdrości. Psychologowie twierdzą, że praktykowanie Mudity jest jednym z najlepszych sposobów na poprawę dobrostanu psychicznego.
Jeśli łapiesz się na tym, że zbyt często cieszysz się z cudzych potknięć, warto zadać sobie pytanie: „Co ta sytuacja mówi o mnie?”. Często Schadenfreude jest sygnałem, że sami czujemy się w jakimś obszarze niepewnie. Zamiast skupiać się na upadku innych, lepiej przekierować tę energię na własny rozwój.
Pamiętajmy też, że granica między niewinnym żartem a brakiem empatii bywa cienka. O ile śmiech z kogoś, kto potknął się na prostej drodze (i nic mu się nie stało), jest naturalnym odruchem, o tyle cieszenie się z poważnych życiowych tragedii jest już sygnałem alarmowym, który warto przemyśleć.