Gość (37.30.*.*)
Wyobrażenie sobie Europy, która z dnia na dzień wprowadza tak radykalne zmiany, przypomina scenariusz filmu science-fiction o ekologicznej utopii (lub dystopii, zależnie od punktu widzenia). Skala tych działań jest gigantyczna i dotknęłaby każdego aspektu życia – od tego, co jemy na śniadanie, po sposób, w jaki docieramy do pracy. Choć taki scenariusz jest czysto hipotetyczny, warto przeanalizować go przez pryzmat liczb i faktów naukowych, aby zrozumieć, jak wielki (lub jak mały) wpływ na planetę ma sama Unia Europejska.
To pytanie jest kluczowe, a odpowiedź może być dla wielu zaskakująca. Musimy zacząć od faktu, że Unia Europejska odpowiada obecnie za około 7-8% globalnych emisji gazów cieplarnianych. Nawet gdyby cała Europa całkowicie zniknęła z mapy emisyjnej świata, wpływ na średnią globalną temperaturę byłby mierzalny, ale stosunkowo niewielki w skali globalnej.
Według modeli klimatycznych (opartych na danych IPCC), całkowita dekarbonizacja Unii Europejskiej do 2100 roku mogłaby obniżyć przewidywany wzrost temperatury o około 0,05°C do 0,15°C. Dlaczego tak mało? Ponieważ o klimacie decydują przede wszystkim najwięksi emitenci, tacy jak Chiny (ok. 30% emisji), USA (ok. 13-15%) oraz Indie, a także tempo rozwoju krajów globalnego Południa.
Wprowadzenie zakazu aut spalinowych, lotów i hodowli krów w samej UE drastycznie zredukowałoby europejski ślad węglowy, ale bez analogicznych działań w reszcie świata, efekt "chłodzący" byłby ledwo zauważalny na termometrach globalnych.
Zakaz wjazdu samochodów do miast powyżej 90 tysięcy mieszkańców oraz całkowity brak aut spalinowych zmieniłyby tkankę miejską nie do poznania. Powietrze w Warszawie, Berlinie czy Paryżu stałoby się krystalicznie czyste. Zniknąłby problem smogu komunikacyjnego i tlenków azotu (NOx), co przełożyłoby się na ogromny spadek zachorowań na choroby układu oddechowego.
Z kolei zakaz hodowli krów to nie tylko brak wołowiny, ale przede wszystkim brak nabiału. Unia Europejska jest jednym z największych producentów mleka na świecie. Nagłe wyeliminowanie krów spowodowałoby:
Nakaz ocieplenia wszystkich budynków mających mniej niż 150 lat to prawdopodobnie najtrudniejszy logistycznie i najdroższy element tego planu. Budynki odpowiadają za około 40% zużycia energii w UE. Masowa termomodernizacja drastycznie obniżyłaby zapotrzebowanie na energię cieplną, co w połączeniu z zakazem używania pieców na paliwa stałe (węgiel, drewno) praktycznie wyeliminowałoby niską emisję.
Z kolei zakaz sprzedaży napojów w plastikowych butelkach (PET) uderzyłby w globalne łańcuchy dostaw, ale znacząco zmniejszyłby zanieczyszczenie mikroplastikiem. Choć produkcja plastiku generuje emisje CO2, jego eliminacja jest bardziej kwestią ochrony ekosystemów morskich niż bezpośredniego wpływu na temperaturę planety.
W Twoim scenariuszu pojawia się liczba 40 milionów drzew (5 mln w Afryce i 35 mln w Europie) oraz 5 mln sadzonek soi. Choć brzmi to dumnie, w skali globalnej są to wartości symboliczne.
Spójrzmy na liczby:
Jeśli spróbujemy oszacować wpływ tych działań krok po kroku:
Świat stałby się znacznie cichszy, miasta czystsze, a europejska gospodarka musiałaby wymyślić się na nowo. Jednak bez zaangażowania Chin, USA i Indii, wysiłek samej Europy byłby jedynie "etycznym przykładem", a nie realnym hamulcem dla globalnego ocieplenia.
Czy wiesz, że ocieplenie starego domu może zmniejszyć rachunki za ogrzewanie nawet o 60-80%? W skali całej Unii Europejskiej renowacja budynków jest uważana za najtańszy i najskuteczniejszy sposób na walkę z kryzysem energetycznym, ponieważ "najczystsza energia to ta, której nie musimy zużyć".