Gość (83.4.*.*)
Temat limitów zużycia energii elektrycznej i zamrożonych cen prądu to jedna z najbardziej skomplikowanych kwestii, z jakimi musieli mierzyć się polscy odbiorcy energii w ostatnich latach. Choć najwięcej mówiło się o nich w kontekście roku 2023 oraz pierwszej połowy 2024, sytuacja wcale nie zakończyła się nagle wraz z nadejściem lipca 2024 roku. Zmieniły się po prostu zasady gry, co dla wielu osób było równie mylące, co wcześniejsze limity.
W 2023 roku system opierał się na tzw. Tarczy Solidarnościowej. Każde gospodarstwo domowe miało określony limit (standardowo 2000 kWh, z wyższymi progami dla osób z niepełnosprawnościami, rolników czy posiadaczy Karty Dużej Rodziny). Po przekroczeniu tego limitu cena za każdą kolejną kilowatogodzinę drastycznie rosła.
W pierwszej połowie 2024 roku (od stycznia do czerwca) zasady te przedłużono, ale limity zostały proporcjonalnie zmniejszone o połowę (np. z 2000 kWh na 1500 kWh), ponieważ obowiązywały tylko przez sześć miesięcy. To właśnie ten okres był szczytem "zamieszania", bo wielu konsumentów nie wiedziało, jak rozliczyć energię na przełomie okresów i czy ich oszczędności z poprzedniego roku przechodzą na kolejny.
Od 1 lipca 2024 roku system limitów kWh w takiej formie, jaką znaliśmy, przestał istnieć. Rząd zdecydował się na zmianę mechanizmu ochrony odbiorców. Zamiast limitów zużycia, wprowadzono tzw. cenę maksymalną za energię elektryczną, która obowiązywała wszystkich odbiorców w gospodarstwach domowych, niezależnie od tego, ile prądu zużyli.
Cena ta została ustalona na poziomie 500 zł/MWh (netto). Oznaczało to, że zniknął stres związany z pilnowaniem licznika, by nie przekroczyć magicznej bariery 1500 czy 2000 kWh. Jednak dla wielu osób rachunki i tak wzrosły, ponieważ cena "zamrożona" w ramach limitów w 2023 roku była niższa (ok. 412 zł/MWh) niż nowa cena maksymalna wprowadzona w drugiej połowie 2024 roku.
Z perspektywy września 2026 roku możemy ocenić, że zamieszanie ewoluowało. W 2025 roku mechanizmy osłonowe były stopniowo wygaszane, co wiązało się z powrotem do cen taryfowych zatwierdzanych przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE).
Obecnie nie ma planów powrotu do systemu limitów ilościowych. Rynek energii w Europie dąży do większej elastyczności. Zamiast ograniczać zużycie sztywnym limitem rocznym, promuje się teraz zużywanie energii wtedy, gdy jest ona najtańsza (np. w słoneczne południe, gdy pracują farmy fotowoltaiczne).
Warto wspomnieć, że w drugiej połowie 2024 roku obok zmiany systemu limitów na cenę maksymalną, pojawił się tzw. bon energetyczny. Było to jednorazowe świadczenie pieniężne dla gospodarstw o niższych dochodach. To właśnie ten element wywołał nową falę pytań i zamieszania w urzędach gmin, zastępując wcześniejsze debaty o limitach kWh.
Jeśli mielibyśmy to uporządkować, wyglądało to następująco:
Zatem odpowiedź brzmi: tak, system limitów kWh był domeną głównie 2023 i początku 2024 roku, ale nie oznaczało to końca interwencji państwa w ceny prądu. Po prostu jedna forma ochrony została zastąpiona inną, co przez długi czas podtrzymywało poczucie informacyjnego chaosu wśród odbiorców.