Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, kiedy powstaną w pełni efektywne magazyny energii, spędza sen z powiek nie tylko naukowcom, ale i politykom oraz inwestorom na całym świecie. Obecnie znajdujemy się w punkcie zwrotnym – potrafimy już całkiem nieźle magazynować prąd na kilka godzin, ale prawdziwym wyzwaniem pozostaje przechowywanie go przez tygodnie, a nawet miesiące. Odpowiedź na to pytanie nie jest jednowymiarowa, ponieważ "pełna efektywność" zależy od technologii, którą weźmiemy pod uwagę.
Większość z nas kojarzy magazynowanie energii z bateriami litowo-jonowymi, takimi jak te w telefonach czy samochodach Tesla. Są one świetne do stabilizacji sieci w krótkim terminie (np. wieczorem, gdy słońce zachodzi, a my włączamy czajniki), ale mają jedną ogromną wadę: są bardzo drogie w przeliczeniu na kilowatogodzinę przy długim przechowywaniu. Co więcej, z czasem tracą ładunek (samorozładowanie).
Aby przejść na system oparty w 100% na odnawialnych źródłach energii (OZE), potrzebujemy czegoś, co pozwoli nam "zamknąć lato w butelce" i wykorzystać nadmiar energii słonecznej w mroźny, bezwietrzny styczeń. Zjawisko to nazywamy magazynowaniem sezonowym.
Wielu ekspertów wskazuje, że to właśnie wodór będzie kluczem do długoterminowego przechowywania energii. Proces ten wygląda następująco:
Kiedy to nastąpi? Pierwsze komercyjne projekty na dużą skalę (jak np. ACES Delta w Utah, USA) mają ruszyć już około 2025-2026 roku. Jednak pełna, globalna efektywność kosztowa tej technologii przewidywana jest na lata 2030–2035.
Jeśli mowa o magazynowaniu energii na kilka dni (np. na czas kilkudniowej flauty pogodowej), ogromne nadzieje budzą baterie żelazowo-powietrzne (iron-air). Ich działanie opiera się na... rdzewieniu. Podczas rozładowywania bateria pobiera tlen z powietrza i utlenia żelazo, a podczas ładowania proces ten jest odwracany.
Zalety tej technologii są ogromne: żelazo jest tanie i powszechne. Firma Form Energy już teraz buduje fabryki takich magazynów, a ich komercyjne wdrożenie na szeroką skalę planowane jest na drugą połowę obecnej dekady (ok. 2027-2030 r.).
Ciekawym i niezwykle tanim rozwiązaniem są tzw. baterie piaskowe. Pierwszy taki komercyjny magazyn działa już w Finlandii (miasto Kankaanpää). Energia elektryczna z OZE jest zamieniana na ciepło, które rozgrzewa piasek do temperatury około 500-600 stopni Celsjusza. Piasek świetnie izoluje, dzięki czemu ciepło może być przechowywane przez wiele miesięcy i oddawane do miejskiej sieci ciepłowniczej zimą.
To rozwiązanie jest już "efektywne" dzisiaj, ale jego zastosowanie ogranicza się głównie do ciepłownictwa, a nie produkcji prądu elektrycznego (ze względu na straty przy ponownej konwersji ciepła na elektryczność).
Warto zrozumieć prostą zależność fizyczną, która stoi za trudnością stworzenia "idealnego" magazynu. Chodzi o sprawność procesów (round-trip efficiency).
Załóżmy, że mamy 100 kWh nadmiarowej energii z wiatraka.
Choć tracimy ponad połowę energii, w skali sezonowej jest to i tak opłacalne, ponieważ alternatywą jest całkowite zmarnowanie nadmiaru energii z OZE (tzw. curtailment), gdy sieć nie może jej przyjąć.
Podsumowując obecny stan wiedzy i tempo rozwoju projektów:
Jednym z najstarszych i wciąż najskuteczniejszych sposobów magazynowania energii są elektrownie szczytowo-pompowe. Wykorzystują one po prostu grawitację – wpompowują wodę do górnego zbiornika, gdy prąd jest tani, i spuszczają ją przez turbiny, gdy jest drogi. Ich sprawność wynosi imponujące 70-85%, ale problemem jest brak odpowiednich miejsc (gór) do budowy nowych obiektów. Dlatego naukowcy szukają alternatyw, takich jak magazyny grawitacyjne wykorzystujące betonowe bloki w opuszczonych szybach kopalnianych.