Gość (83.4.*.*)
Temat energetyki jądrowej w Polsce budzi ogromne emocje, a wraz z nim powraca pytanie o nasze rodzime zasoby surowców. Skoro planujemy budowę elektrowni atomowych, to czy nie moglibyśmy po prostu sięgnąć po uran, który drzemie w dolnośląskiej ziemi? Sudety mają przecież bogatą historię górniczą, a w czasach PRL-u wydobycie tego pierwiastka szło tam pełną parą. Odpowiedź na pytanie o samowystarczalność nie jest jednak czarno-biała i wymaga spojrzenia na liczby, technologię oraz rachunek ekonomiczny.
Zanim przejdziemy do przyszłości, warto przypomnieć sobie przeszłość. W latach 1948–1963 w Sudetach, głównie w okolicach Kowar (Zakłady Przemysłowe R-1), Radoniowa i Kletna, prowadzono intensywne wydobycie rud uranu. Całość urobku trafiała do Związku Radzieckiego, gdzie służyła m.in. do budowy pierwszej radzieckiej bomby atomowej.
W tamtym okresie wydobyto w Polsce około 700 ton czystego uranu. Choć kopalnie dawno zamknięto, a wiele z nich służy dziś jako atrakcje turystyczne, geolodzy doskonale wiedzą, że w ziemi wciąż pozostają spore ilości tego surowca. Czy są one jednak wystarczające, by zasilić polskie reaktory?
Zgodnie z danymi Państwowego Instytutu Geologicznego, zasoby uranu w Polsce są udokumentowane, ale rozproszone. Najważniejsze złoża znajdują się nie tylko w Sudetach, ale również w północnej części kraju (wyniesienie Łeby, obniżenie perybałtyckie) oraz w Górach Świętokrzyskich.
Szacuje się, że udokumentowane zasoby bilansowe uranu w Polsce wynoszą około 7 000 ton. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę zasoby prognostyczne i perspektywiczne, liczby te rosną do poziomu od 25 000 do nawet 100 000 ton. Dla porównania, jedna nowoczesna elektrownia jądrowa o mocy około 3000 MW potrzebuje rocznie około 160–200 ton wzbogaconego paliwa, co przekłada się na znacznie większą ilość naturalnego uranu (w zależności od stopnia wzbogacenia).
Teoretycznie więc, polskie złoża mogłyby pokryć zapotrzebowanie naszych planowanych elektrowni na kilkadziesiąt lat. Diabeł tkwi jednak w szczegółach, a konkretnie w koncentracji pierwiastka w rudzie.
Głównym problemem polskich złóż uranu jest ich niska jakość. W Sudetach średnia zawartość uranu w rudzie wynosi zazwyczaj od 0,05% do 0,1%. Dla porównania, w kopalniach w Kanadzie (np. McArthur River) zawartość ta może sięgać nawet 15-20%.
Oznacza to, że aby pozyskać kilogram uranu w Polsce, musielibyśmy przerobić ogromne ilości skały, co generuje:
Interesującym faktem jest to, że uran występuje w Polsce jako domieszka w złożach miedzi na monoklinie przedsudeckiej. KGHM wydobywa ogromne ilości rudy, w której śladowe ilości uranu są obecne. Choć obecnie nie opłaca się go odzyskiwać, rozwój technologii chemicznej ekstrakcji (tzw. ługowanie) mógłby w przyszłości pozwolić na pozyskiwanie uranu jako produktu ubocznego przy okazji wydobycia miedzi i srebra.
W kontekście bezpieczeństwa energetycznego często boimy się uzależnienia od dostaw zewnętrznych. Jednak rynek uranu różni się od rynku gazu czy ropy. Uran jest łatwy w magazynowaniu – zapasy paliwa na kilka lat pracy elektrowni zajmują stosunkowo niewiele miejsca.
Ponadto dostawcy uranu to w dużej mierze kraje stabilne politycznie i demokratyczne (Kanada, Australia). Dywersyfikacja dostaw sprawia, że ryzyko szantażu energetycznego jest minimalne. W obecnej sytuacji ekonomicznej import jest więc rozwiązaniem bardziej racjonalnym niż otwieranie kosztownych i kontrowersyjnych kopalni w Sudetach.
Wydobycie uranu w Sudetach technicznie pozwoliłoby na częściowe uniknięcie importu, ale w praktyce jest to scenariusz mało prawdopodobny w najbliższych dekadach. Nasze złoża są zbyt ubogie, by konkurować z rynkiem światowym, a koszty społeczne i środowiskowe budowy kopalni w regionach turystycznych byłyby ogromne.
Polska posiada zasoby, które stanowią świetne zabezpieczenie strategiczne na czarną godzinę (tzw. zasoby na czas kryzysu), jednak fundamentem polskiego programu jądrowego pozostanie import surowca i współpraca z międzynarodowymi dostawcami paliwa. Sudety pozostaną więc raczej krainą wygasłych wulkanów i dawnych kopalni niż nowym zagłębiem uranowym Europy.