Jakie masz pytanie?

lub

Ile prawdy jest w twierdzeniach, że do 1939 roku polscy politycy i dowódcy przygotowywali się do wojny na wzór tej z 1920 roku, nie dostrzegając zachodzących zmian i lekceważąc znaczenie wojsk pancernych oraz lotnictwa?

przygotowania polskiej armii modernizacja wojska 1939 polska doktryna wojenna
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Często spotykamy się z opinią, że polskie dowództwo w 1939 roku było mentalnie zatrzymane w epoce wojny polsko-bolszewickiej, wierząc w ułańską szarżę jako lekarstwo na każdą bolączkę. Obraz ten, utrwalony przez lata propagandy (zarówno niemieckiej, jak i późniejszej PRL-owskiej), jest jednak mocno uproszczony i w wielu punktach po prostu krzywdzący. Prawda o przygotowaniach II Rzeczypospolitej do wojny jest znacznie bardziej złożona i osadzona w brutalnych realiach ekonomicznych tamtych czasów.

Mit zacofanej kawalerii i szarż na czołgi

Zacznijmy od najpopularniejszego mitu: polskich ułanów atakujących szablami niemieckie czołgi. Historycy dawno udowodnili, że takie sytuacje nie miały miejsca, a jeśli dochodziło do starć kawalerii z bronią pancerną, były one wynikiem zaskoczenia lub konieczności przebijania się z okrążenia.

W rzeczywistości polska kawaleria w 1939 roku pełniła rolę elitarnej piechoty zmotoryzowanej... tyle że końmi. Koń nie służył do walki, lecz do szybkiego przemieszczania się. Po dotarciu na miejsce ułani zsiadali z koni i walczyli jak zwykli żołnierze, dysponując przy tym nowoczesnym uzbrojeniem, takim jak karabiny przeciwpancerne wz. 35 "Ur", które potrafiły przebić pancerz każdego ówczesnego niemieckiego czołgu. Przywiązanie do kawalerii nie wynikało z sentymentu do roku 1920, ale z braku dróg asfaltowych w Polsce – w błocie i na bezdrożach konie radziły sobie znacznie lepiej niż ówczesne ciężarówki.

Czy polscy dowódcy ignorowali czołgi?

Twierdzenie, że polscy stratedzy lekceważyli broń pancerną, jest nieprawdziwe. Polska miała własne, bardzo udane konstrukcje, jak chociażby czołg 7TP, który w 1939 roku był maszyną lepszą od niemieckich Panzer I i Panzer II. Problem nie leżał w braku wizji, ale w braku pieniędzy i mocy przerobowych przemysłu.

Polska doktryna wojenna przewidywała tworzenie jednostek zmotoryzowanych. Przykładem może być 10. Brygada Kawalerii płk. Stanisława Maczka – w pełni zmotoryzowana jednostka, która podczas kampanii wrześniowej walczyła niezwykle skutecznie, zadając Niemcom ciężkie straty. Niestety, przed wybuchem wojny udało się w pełni sformować tylko jedną taką brygadę (druga była w trakcie organizacji). Powód był prozaiczny: koszt utrzymania jednej brygady motorowej był kilkukrotnie wyższy niż tradycyjnej.

Lotnictwo – nowoczesne projekty i puste lotniska

W kwestii lotnictwa sytuacja wyglądała podobnie. Polska dysponowała genialnymi inżynierami. Bombowiec PZL.37 Łoś był w momencie wejścia do służby jednym z najnowocześniejszych samolotów tego typu na świecie. Niestety, polskie myśliwce PZL P.11, choć w 1934 roku były światową czołówką, w 1939 roku były już konstrukcjami przestarzałymi, zbyt wolnymi, by skutecznie ścigać niemieckie Messerschmitty.

Dowództwo zdawało sobie z tego sprawę. Program modernizacji lotnictwa był ambitny, ale spóźniony. Nowe myśliwce (jak PZL.50 Jastrząb) były dopiero w fazie prototypów. Polska nie lekceważyła lotnictwa – ona po prostu nie zdążyła go wymienić przed atakiem Hitlera, a szczupły budżet zmuszał do trudnych wyborów między zakupem armat przeciwlotniczych a budową nowych samolotów.

Doświadczenia z 1920 roku – atut czy obciążenie?

To prawda, że zwycięstwo nad bolszewikami ukształtowało myślenie polskich generałów. Nauczyli się oni, że wojna to ruch, manewr i elastyczność. W 1939 roku polski plan obrony „Zachód” zakładał wojnę manewrową, co samo w sobie nie było błędem. Błędem było niedoszacowanie tempa, w jakim niemieckie dywizje pancerne potrafią się przemieszczać (Blitzkrieg zaskoczył zresztą nie tylko Polaków, ale rok później także Francuzów i Brytyjczyków).

Polscy dowódcy nie przygotowywali się do powtórki z 1920 roku w sensie technologicznym, ale liczyli na to, że przestrzeń i manewr pozwolą im dotrwać do ofensywy sojuszników na Zachodzie. To właśnie polityczne i strategiczne założenie o pomocy Francji i Anglii okazało się najbardziej błędne, a nie brak wiary w moc czołgów.

Ciekawostka: Polski "Ur" – tajna broń, o której mało kto wiedział

Jednym z dowodów na to, że Polacy myśleli o walce z czołgami, był karabin przeciwpancerny wz. 35 "Ur". Była to broń tak tajna, że skrzynie z nią dostarczano do jednostek z napisem „sprzęt mierniczy”. Wielu żołnierzy zobaczyło go po raz pierwszy dopiero po wybuchu wojny. "Ur" był w stanie przebić 15 mm pancerza z odległości 300 metrów, co na początku wojny czyniło go zabójczym dla większości niemieckich pojazdów.

Podsumowanie realiów 1939 roku

Podsumowując, teza o całkowitym zlekceważeniu zmian w sztuce wojennej przez polskie elity jest mitem. Polska modernizowała się na miarę swoich możliwości finansowych, które były nieporównywalnie mniejsze niż potencjał III Rzeszy. Niemcy wydawały na zbrojenia około 10-20 razy więcej niż II RP.

Główne problemy Polski w 1939 roku to:

  • Ekonomia: Brak środków na masową produkcję nowoczesnego sprzętu.
  • Czas: Modernizacja zaczęła się na poważnie dopiero w połowie lat 30.
  • Geografia: Długa linia graniczna, niemożliwa do obsadzenia przy posiadanych siłach.
  • Doktryna sojusznicza: Nadmierna wiara w szybką pomoc Zachodu.

Polscy żołnierze i dowódcy nie byli „leśnymi dziadkami” z szablami, ale ludźmi próbującymi nowoczesnymi metodami i ograniczonymi zasobami powstrzymać najpotężniejszą machinę wojenną ówczesnego świata.

Podziel się z innymi: