Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że cały otaczający nas świat – góry, drzewa, Twój ulubiony kubek do kawy, a nawet Ty sam – nie składa się z małych, twardych kulek, które nazywamy cząstkami elementarnymi. Zamiast tego, u podstaw wszystkiego leżą niewyobrażalnie małe, drgające niteczki energii. To właśnie jest fundament teorii strun. Dla kogoś, kto na co dzień obcuje z literaturą, historią czy sztuką, ta koncepcja może brzmieć jak czysta poezja science-fiction, ale w rzeczywistości jest to jedna z najbardziej ambitnych prób zrozumienia, jak działa nasz wszechświat.
Najlepszym sposobem na zrozumienie teorii strun jest użycie metafory muzycznej. W tradycyjnej fizyce uczono nas, że elektrony czy kwarki to punkty – coś w rodzaju nieskończenie małych kropek. Teoria strun mówi coś innego: te „kropki” to w rzeczywistości pętle lub odcinki drgającej struny.
Pomyśl o strunie gitary lub skrzypiec. Kiedy ją szarpiesz, może ona wydawać różne dźwięki w zależności od tego, jak mocno drga i jaka jest jej częstotliwość. Raz usłyszysz dźwięk „A”, innym razem „C”. W teorii strun działa to identycznie. Jedna i ta sama struna, drgając w określony sposób, staje się elektronem. Kiedy zacznie drgać inaczej, postrzegamy ją jako foton (cząstkę światła) lub kwark. Z tej perspektywy cały wszechświat nie jest zbiorem przypadkowych przedmiotów, ale gigantyczną, kosmiczną symfonią, w której każda cząstka jest nutą graną na fundamentalnych strunach rzeczywistości.
Możesz zapytać: po co komplikować sobie życie strunami, skoro model „kuleczek” działał całkiem nieźle? Problem polega na tym, że w nowoczesnej nauce mamy dwa potężne systemy, które... zupełnie do siebie nie pasują.
Kłopot pojawia się, gdy próbujemy połączyć te dwa światy (na przykład przy badaniu czarnych dziur). Matematyka zaczyna wtedy „wariować” i podawać wyniki, które nie mają sensu. Teoria strun jest próbą pogodzenia tych dwóch zwaśnionych rodów. To taki „mediator”, który proponuje wspólny język dla grawitacji i świata kwantów. Jeśli teoria strun jest prawdziwa, mamy w ręku „Teorię Wszystkiego” – jeden wzór opisujący całą rzeczywistość.
Tutaj zaczynają się schody, które dla humanisty mogą być najbardziej fascynujące. My, ludzie, postrzegamy świat w trzech wymiarach przestrzennych (góra-dół, lewo-prawo, przód-tył) plus czas jako czwarty wymiar. Teoria strun twierdzi jednak, że to za mało, aby struny mogły swobodnie drgać. Matematyka tej teorii wymaga, aby wymiarów było co najmniej 10 lub 11.
Gdzie one są? Dlaczego ich nie widzimy? Fizycy używają tu porównania do węża ogrodowego. Jeśli patrzysz na wąż z dużej odległości, wydaje się on tylko cienką linią (jeden wymiar). Jednak gdy podejdziesz bardzo blisko, zobaczysz, że wąż ma swój obwód – mrówka może chodzić wokół niego. Ten dodatkowy wymiar jest „zwinięty” i widoczny tylko z bardzo bliska. Według teorii strun, dodatkowe wymiary wszechświata są tak ciasno zwinięte w mikroskopijnej skali, że po prostu ich nie zauważamy w codziennym życiu.
To najważniejsze pytanie. Jako humanista na pewno cenisz dowody i fakty. Tutaj pojawia się problem: teoria strun jest obecnie niemożliwa do udowodnienia drogą eksperymentalną. Struny są tak małe, że nie mamy (i pewnie długo nie będziemy mieć) aparatury, która mogłaby je „zobaczyć”.
Dla wielu naukowców teoria strun jest jednak tak matematycznie piękna i elegancka, że „musi” być prawdziwa. To trochę jak z genialnym dziełem literackim, które choć fikcyjne, niesie w sobie głęboką prawdę o ludzkiej naturze. Na ten moment teoria strun pozostaje fascynującym modelem matematycznym – mapą, która być może prowadzi do skarbu, ale której jeszcze nie zdołaliśmy zweryfikować w terenie.
Jedną z konsekwencji teorii strun jest koncepcja „multiwersum”. Matematyka sugeruje, że może istnieć niewyobrażalna liczba różnych wszechświatów (nawet $10^{500}$!), z których każdy ma inne prawa fizyki. W jednym z nich grawitacja może być tak silna, że gwiazdy nigdy nie powstają, a w innym czas może płynąć w drugą stronę. To pole do popisu dla wyobraźni, które od lat inspiruje twórców literatury i kina.
Jeśli chcesz zapamiętać najważniejsze punkty tej teorii, pomyśl o nich w ten sposób: