Gość (37.30.*.*)
Obserwując współczesny rynek pracy, trudno nie zauważyć, że procesy rekrutacyjne na wysokie stanowiska uległy ogromnej transformacji. Dla wielu osób, które lata poświęciły na budowanie twardych kompetencji, obecny nacisk na różnorodność (często określaną skrótem DEI – Diversity, Equity, and Inclusion) może wydawać się niezrozumiały lub wręcz krzywdzący. Warto jednak przyjrzeć się temu zjawisku głębiej, ponieważ to, co na pierwszy rzut oka wygląda na „rezygnację z merytoryki”, w rzeczywistości jest często przedefiniowaniem tego, czym w dzisiejszych czasach jest skuteczny lider.
Przez dekady panowało przekonanie, że najlepszym menedżerem zostanie ten, kto jest najlepszym specjalistą w swojej dziedzinie. Najlepszy inżynier zostawał kierownikiem działu IT, a najskuteczniejszy sprzedawca – dyrektorem handlowym. Dzisiaj wiemy już, że te dwie role wymagają zupełnie innych zestawów umiejętności.
Współczesne zarządzanie opiera się na tzw. kompetencjach miękkich: inteligencji emocjonalnej, budowaniu relacji, rozwiązywaniu konfliktów i motywowaniu zespołu. Przygotowanie merytoryczne (w sensie twardej wiedzy technicznej) schodzi na drugi plan, ponieważ menedżer nie ma „robić roboty” za innych, ale stworzyć warunki, w których inni będą mogli pracować najlepiej. W tym kontekście różnorodność postrzegana jest jako narzędzie do lepszego rozumienia zespołu i otoczenia biznesowego.
Firmy nie wprowadzają polityki inkluzywności wyłącznie z pobudek ideologicznych. Stoi za tym twarda matematyka i wyniki finansowe. Istnieje kilka kluczowych powodów, dla których reprezentacja kobiet i mniejszości jest traktowana priorytetowo:
Ważnym czynnikiem, którego nie można pominąć, są regulacje prawne i naciski inwestorów. Obecnie duże korporacje są oceniane według wskaźników ESG (Environmental, Social, and Governance). Inwestorzy coraz częściej uzależniają swoje finansowanie od tego, czy firma dba o kwestie społeczne, w tym o parytety i różnorodność w strukturach zarządzających.
W Unii Europejskiej przyjęto dyrektywę „Women on Boards”, która nakłada na duże spółki giełdowe obowiązek zapewnienia, by do 2026 roku kobiety zajmowały co najmniej 40% stanowisk dyrektorów niewykonawczych lub 33% wszystkich stanowisk dyrektorskich. To sprawia, że dbanie o reprezentację staje się dla firm obowiązkiem prawnym, a nie tylko wyborem wizerunkowym.
Częstym błędem poznawczym jest zakładanie, że wybór osoby ze względu na parytet oznacza wybór osoby niekompetentnej. W rzeczywistości nowoczesne systemy rekrutacyjne dążą do tzw. „inkluzywnej merytoryki”. Oznacza to, że z grupy kandydatów o równie wysokich kompetencjach merytorycznych wybiera się osobę, która wniesie do zespołu nową perspektywę (np. inną płeć czy pochodzenie).
Problem pojawia się w sytuacjach, gdy procesy te są przeprowadzane nieudolnie, a „odhaczanie rubryk” staje się ważniejsze od realnych umiejętności lidera. Takie przypadki budują negatywny obraz DEI, mimo że założeniem tych działań jest naprawienie historycznych nierówności, w których osoby o świetnych kompetencjach były pomijane ze względu na płeć czy pochodzenie.
Z cyklicznych raportów firmy doradczej McKinsey (np. z serii „Diversity Wins”) wynika, że firmy znajdujące się w górnym kwartylu pod względem różnorodności w zespołach zarządzających mają o 25% większą szansę na osiągnięcie ponadprzeciętnych zysków niż firmy z dolnego kwartyla. To jeden z najczęściej cytowanych argumentów przemawiających za tym, że różnorodność po prostu się opłaca.
Warto wspomnieć o zjawisku tokenizmu, czyli zatrudnianiu osób z grup mniejszościowych tylko po to, by stworzyć pozory inkluzywności (jako „symbol” lub „token”). Jest to sytuacja szkodliwa dla obu stron – firma nie zyskuje realnej wartości z różnorodności, a zatrudniona osoba często spotyka się z brakiem szacunku i podważaniem jej autorytetu. Prawdziwa zmiana nie polega na zastępowaniu kompetencji reprezentacją, ale na dostrzeżeniu, że różnorodność jest jedną z kluczowych kompetencji współczesnej organizacji.
Podsumowując, przesunięcie akcentów na stanowiskach kierowniczych nie wynika z chęci obniżenia standardów, lecz z głębokiej zmiany w sposobie prowadzenia biznesu. W świecie, który jest coraz bardziej złożony i globalny, umiejętność zarządzania różnorodnością i rozumienia różnych grup społecznych staje się tak samo ważna, jak znajomość arkusza kalkulacyjnego czy strategii operacyjnej.