Gość (37.30.*.*)
Każdy z nas przynajmniej raz w życiu poczuł frustrację wynikającą z próby przekonania kogoś do swoich racji, mimo że ta osoba była całkowicie zamknięta na argumenty. Albo sytuację, w której walczyliśmy z bezdusznym systemem biurokratycznym, wiedząc z góry, że jesteśmy na straconej pozycji. Właśnie w takich momentach idealnie pasuje popularny polski frazeologizm „kopać się z koniem”. To barwne określenie niesie ze sobą ładunek bezsilności, ale też pewnej przestrogi przed marnowaniem energii tam, gdzie nie mamy szans na zwycięstwo.
W najprostszym tłumaczeniu powiedzenie to oznacza podejmowanie walki z kimś lub czymś znacznie silniejszym od nas, gdzie wynik starcia jest z góry przesądzony. To działanie skazane na porażkę, bezsensowny wysiłek, który nie tylko nie przynosi pożądanych efektów, ale często kończy się dla nas dotkliwymi „obrażeniami” – czy to w sensie dosłownym, czy (częściej) psychicznym i wizerunkowym.
Używając tego zwrotu, chcemy podkreślić, że nasz przeciwnik – czy to potężna instytucja, przełożony, czy po prostu wyjątkowo uparta osoba – dysponuje taką przewagą siły, władzy lub uporu, że jakakolwiek konfrontacja mija się z celem. To synonim walki z wiatrakami, choć „kopanie się z koniem” brzmi nieco bardziej brutalnie i dosadnie.
Geneza tego zwrotu jest czysto praktyczna i wywodzi się z dawnych czasów, gdy koń był podstawowym zwierzęciem pociągowym i roboczym w każdym gospodarstwie. Ludzie, którzy na co dzień obcowali z tymi zwierzętami, doskonale znali ich siłę. Koń potrafi ważyć od kilkuset kilogramów do nawet tony, a siła jego mięśni nóg jest ogromna.
Wyobraźmy sobie teraz człowieka, który z jakiegoś powodu wpada w złość na konia i postanawia go kopnąć. Co się dzieje dalej?
Z czasem to obrazowe porównanie z wiejskich podwórek przeniosło się do języka potocznego, stając się metaforą nierównej walki z systemem, urzędem czy autorytarnym szefem.
Warto dodać małą ciekawostkę z zakresu biologii i fizyki, która jeszcze lepiej obrazuje sens tego powiedzenia. Siła kopnięcia konia może wynosić od 500 do nawet 1000 kilogramów na centymetr kwadratowy. Dla porównania, zawodowy bokser uderza z siłą około 300-400 kg. Próba „kopania się” z istotą o takich parametrach jest więc czystym szaleństwem. To właśnie ta dysproporcja sił sprawiła, że frazeologizm tak mocno zakorzenił się w naszej kulturze.
Dziś rzadko kto ma okazję naprawdę stanąć oko w oko z koniem, ale powiedzenie ma się świetnie w świecie korporacji, polityki i urzędów. Oto najczęstsze sytuacje, w których możemy go użyć:
Choć powiedzenie sugeruje, że taka walka jest bezcelowa, historia zna przypadki „kopnięć”, które ostatecznie przyniosły skutek. Wymaga to jednak zazwyczaj nie siły fizycznej (czy agresji), a sprytu, cierpliwości i znalezienia słabego punktu przeciwnika. Jednak w codziennym życiu frazeologizm ten służy raczej jako dobra rada: oszczędzaj energię tam, gdzie mur jest zbyt wysoki, a przeciwnik zbyt uparty, by jakakolwiek dyskusja miała sens.
Warto pamiętać, że język polski jest niezwykle bogaty w takie „zwierzęce” metafory. Obok kopania się z koniem mamy przecież branie byka za rogi czy bycie upartym jak osioł. Wszystkie one sprawiają, że nasza komunikacja staje się bardziej obrazowa i łatwiejsza do zrozumienia, nawet jeśli nigdy w życiu nie widzieliśmy konia na własne oczy.