Gość (37.30.*.*)
Prowadzenie firmy to nie tylko prestiż i zyski, ale przede wszystkim codzienne podejmowanie decyzji, które niosą ze sobą ryzyko. W świecie biznesu nie wszystko da się przewidzieć – nawet najlepiej zaplanowana inwestycja może przynieść stratę z powodu nagłej zmiany kursów walut, kryzysu geopolitycznego czy nowej technologii, która wygryzła konkurencję. Czy w takiej sytuacji członkowie zarządu powinni odpowiadać własnym majątkiem za błędy? Tutaj do gry wchodzi Business Judgment Rule (BJR), czyli zasada biznesowej oceny sytuacji.
Business Judgment Rule to koncepcja prawna, która wywodzi się z systemu common law (głównie z USA), ale od niedawna na dobre zagościła również w polskim porządku prawnym. W najprostszym ujęciu jest to „tarcza ochronna” dla menedżerów, członków zarządów i rad nadzorczych.
Zasada ta zakłada, że sąd nie powinien oceniać merytorycznej słuszności decyzji biznesowej z perspektywy czasu (tzw. mądrość po szkodzie), o ile w momencie jej podejmowania osoba decyzyjna działała w sposób lojalny wobec spółki, była należycie poinformowana i nie działała w warunkach konfliktu interesów. Krótko mówiąc: jeśli dochowałeś staranności, ale biznes po prostu nie wypalił, nie poniesiesz za to odpowiedzialności odszkodowawczej.
Mechanizm działania BJR opiera się na przesunięciu ciężaru dowodu i skupieniu się na procesie podejmowania decyzji, a nie na jej końcowym efekcie finansowym. Aby menedżer mógł skorzystać z ochrony, muszą zostać spełnione konkretne warunki:
Jeśli te warunki są spełnione, to nawet jeśli spółka straci miliony, członek zarządu jest chroniony. Sąd uznaje wtedy, że ryzyko jest wpisane w naturę wolnego rynku.
W Polsce przez lata obowiązywały dość rygorystyczne przepisy dotyczące odpowiedzialności członków zarządu (art. 293 i 483 Kodeksu spółek handlowych). Często dochodziło do sytuacji, w których sądy oceniały decyzje biznesowe zbyt surowo, nie biorąc pod uwagę dynamiki rynku.
Wszystko zmieniło się 13 października 2022 roku, kiedy weszła w życie duża nowelizacja KSH. Wprowadziła ona wprost zasadę Business Judgment Rule do polskiego ustawodawstwa. Zgodnie z nowymi przepisami, członek zarządu lub rady nadzorczej nie narusza obowiązku dołożenia należytej staranności, jeżeli postępuje w sposób lojalny wobec spółki i działa w granicach uzasadnionego ryzyka gospodarczego, opierając się na informacjach, analizach i opiniach, które powinny być w danych okolicznościach uwzględnione.
Przed nowelizacją wielu menedżerów cierpiało na tzw. „paraliż decyzyjny”. Obawa przed pozwami ze strony akcjonariuszy czy samej spółki sprawiała, że zarządy wybierały najbezpieczniejsze, ale często najmniej zyskowne ścieżki rozwoju. Wprowadzenie BJR miało na celu ośmielenie liderów do podejmowania odważnych, innowacyjnych kroków, które są niezbędne w nowoczesnej gospodarce.
Bez Business Judgment Rule innowacje praktycznie by nie istniały. Każdy nowy produkt, wejście na nowy rynek czy fuzja wiążą się z niepewnością. Gdyby każda porażka kończyła się komornikiem u prezesa, nikt nie chciałby zarządzać dużymi organizacjami.
BJR promuje profesjonalizm. Zmusza zarządy do dokumentowania procesu decyzyjnego. Jeśli jako menedżer masz na biurku trzy analizy niezależnych firm doradczych, opinię prawną i raport finansowy, a mimo to rynek zareagował inaczej, masz czyste ręce. Pokazałeś, że dołożyłeś staranności, jakiej wymaga się od profesjonalisty.
Jeśli pełnisz funkcję w organach spółki, pamiętaj o kilku złotych zasadach, które pozwolą Ci skutecznie powołać się na BJR w razie kłopotów:
Business Judgment Rule to nie jest „licencja na błędy”, ale sprawiedliwe uznanie, że w biznesie wynik nigdy nie jest gwarantowany. To zasada, która oddziela pecha od niedbalstwa, dając menedżerom przestrzeń do budowania wartości firmy bez ciągłego strachu o własny majątek.