Gość (83.4.*.*)
Temat obowiązków małżeńskich i sfery intymnej to jeden z najbardziej delikatnych i kontrowersyjnych obszarów prawa rodzinnego. Przez dekady w orzecznictwie wielu krajów, w tym Polski, przyjmowano, że współżycie fizyczne jest jednym z fundamentów małżeństwa, a jego bezpodstawna odmowa może stanowić przyczynę rozkładu pożycia i skutkować przypisaniem winy przy rozwodzie. Jednak w dobie rosnącej świadomości praw człowieka i autonomii jednostki, takie podejście spotyka się z coraz silniejszą krytyką. Dlaczego prawo do „nie” w sypialni jest stawiane wyżej niż małżeńskie przyrzeczenia, nawet jeśli odmowa wydaje się złośliwa lub nieuzasadniona?
Tradycyjne podejście do prawa rodzinnego opiera się na koncepcji, że małżeństwo to specyficzny rodzaj umowy, która nakłada na strony konkretne obowiązki: wspólne pożycie, pomoc, wierność i współdziałanie dla dobra rodziny. W tym modelu „wspólne pożycie” niemal automatycznie obejmuje sferę seksualną. Krytycy zauważają jednak, że takie postrzeganie relacji sprowadza ludzką cielesność do roli świadczenia usług, co kłóci się z nowoczesnym rozumieniem godności osobistej.
Głównym argumentem przeciwko uznawaniu odmowy kontaktów za naruszenie obowiązków jest prymat wolności seksualnej. Prawo to zakłada, że każdy człowiek ma absolutną władzę nad własnym ciałem i decyzją o podjęciu aktywności seksualnej w każdym momencie – bez względu na status formalny związku. Z tej perspektywy, uznanie winy za brak seksu jest formą systemowej presji, która sugeruje, że współmałżonek ma „prawo” do ciała drugiej osoby.
Współczesna seksuologia i prawo karne coraz częściej kładą nacisk na pojęcie świadomej i entuzjastycznej zgody. Jeśli prawo cywilne (rodzinne) przewiduje negatywne konsekwencje za odmowę zbliżenia (np. utratę prawa do alimentów czy gorszą pozycję przy podziale winy), tworzy to sytuację, w której jedna ze stron może czuć się zmuszona do kontaktów seksualnych, aby uniknąć sankcji prawnych.
Krytycy podnoszą, że:
W sprawach rozwodowych sądy często badają, czy odmowa miała „uzasadnioną przyczynę”, taką jak choroba, połóg czy traumatyczne przeżycia. Krytycy tego podejścia zauważają jednak, że próba obiektywnego ocenienia, czy czyjaś niechęć do seksu jest „uzasadniona”, jest rażącym naruszeniem prywatności.
Czy sąd jest w stanie ocenić spadek libido, brak pociągu do partnera wynikający z lat zaniedbań emocjonalnych lub po prostu zmianę preferencji życiowych? Próba kategoryzowania powodów odmowy na „słuszne” i „niesłuszne” zmusza sędziów do wchodzenia w najbardziej intymne sfery ludzkiego życia, co przez wielu prawników i socjologów uznawane jest za niepotrzebne i szkodliwe.
W wielu systemach prawnych na świecie (np. w większości stanów USA, w Niemczech czy Szwecji) odchodzi się od orzekania o winie przy rozwodzie. Argumentuje się, że państwo nie powinno być arbitrem w sporach o to, kto był „gorszym” małżonkiem w sferze emocjonalnej czy fizycznej. Krytyka przepisów o odmowie kontaktów wpisuje się w ten szerszy nurt.
Zwolennicy zmian twierdzą, że jeśli między małżonkami dochodzi do trwałej i intencjonalnej odmowy bliskości, to jest to po prostu sygnał, że małżeństwo przestało istnieć w swojej istotnej formie. Zamiast karać jedną stronę „winą”, prawo powinno po prostu umożliwić sprawne zakończenie martwego związku, bez stygmatyzowania kogoś za to, że nie chce uprawiać seksu.
Europejski Trybunał Praw Człowieka oraz inne organy międzynarodowe coraz częściej podkreślają, że prawo do prywatności i autonomii osobistej (art. 8 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka) obejmuje prawo do decydowania o swoim życiu seksualnym. Choć państwa mają pewną swobodę w regulowaniu prawa rodzinnego, granica ta kończy się tam, gdzie przepisy zaczynają ingerować w integralność cielesną jednostki.
Podsumowując, krytyka przepisów wiążących brak seksu z winą nie wynika z chęci ochrony „złośliwych” małżonków, ale z fundamentalnego przekonania, że ciało ludzkie nie może być przedmiotem roszczeń prawnych. W nowoczesnym społeczeństwie relacja intymna ma opierać się na wolnej woli, a nie na strachu przed wyrokiem sądowym. Choć dla strony odtrąconej jest to sytuacja bolesna i często będąca faktycznym końcem małżeństwa, rozwiązaniem ma być rozwód, a nie prawny przymus do bliskości.