Gość (37.30.*.*)
Pierwsze lata w przedszkolu i szkole podstawowej to dla dziecka moment, w którym po raz pierwszy wychodzi z bezpiecznego, przewidywalnego kokonu rodzinnego i trafia do „mikrospołeczeństwa”. To właśnie tam, między klockami a wspólnym obiadem, zaczynają kształtować się mechanizmy, które mogą rzutować na dorosłe życie: sposób nawiązywania relacji, radzenie sobie z konfliktami oraz – co niezwykle istotne – odnajdywanie swojego miejsca w hierarchii. Choć nie jest to wyrok na całe życie, wczesne doświadczenia społeczne budują fundamenty naszej pewności siebie i schematów reagowania w grupach zawodowych czy towarzyskich.
Wielu psychologów rozwojowych podkreśla, że wczesne interakcje rówieśnicze są rodzajem „treningu poligonowego”. Dziecko uczy się, czy jego głos jest słyszany, czy jego potrzeby są brane pod uwagę i jak reagować na opór innych. Jeśli maluch regularnie przyjmuje rolę lidera, uczy się sprawstwa i brania odpowiedzialności (choć czasem też narzucania woli). Z kolei dziecko, które zawsze ustępuje, może wykształcić mechanizm uległości jako strategię przetrwania.
Te wczesne schematy często przenoszą się do dorosłości w formie tzw. wewnętrznych modeli operacyjnych. Osoba, która w szkole była „tą cichą i zawsze posłuszną”, może w dorosłym życiu mieć trudności z asertywnością w pracy. Z kolei „klasowy lider” może naturalnie dążyć do stanowisk kierowniczych, choć jeśli jego dominacja była oparta na sile, a nie na empatii, może mieć problem z budowaniem zdrowych relacji z podwładnymi.
Nauczyciele i wychowawcy mają ogromną, często nieuświadomioną władzę nad tym, jaką pozycję w grupie zajmie dziecko. Dzieje się to poprzez mechanizm znany jako efekt Pigmaliona (lub samospełniająca się przepowiednia). Jeśli nauczyciel uzna dziecko za „zdolnego lidera”, będzie podświadomie dawać mu więcej zadań wymagających odpowiedzialności, częściej go chwalić i zachęcać do inicjatywy. Dziecko, czując to wsparcie, faktycznie staje się bardziej pewne siebie i dominujące.
Z drugiej strony, nieświadome etykietowanie dziecka jako „nieśmiałego”, „problematycznego” czy „wycofanego” zamyka je w określonej roli. Nauczyciel, chcąc „oszczędzić stresu” cichemu dziecku, może przestać wywoływać je do odpowiedzi lub angażować w projekty grupowe, co tylko pogłębia jego izolację i utwierdza w przekonaniu, że jego miejsce jest na marginesie grupy. W ten sposób hierarchia zostaje zabetonowana przez autorytet dorosłego.
Badania nad tzw. „efektem wieku relatywnego” pokazują, że dzieci urodzone w pierwszych miesiącach roku kalendarzowego często radzą sobie lepiej w szkole i częściej zajmują pozycje liderów. Wynika to z faktu, że na etapie przedszkolnym kilka miesięcy różnicy w rozwoju fizycznym i emocjonalnym to przepaść, która daje im naturalną przewagę nad młodszymi kolegami z tej samej klasy. Ta przewaga często utrzymuje się przez lata, budując ich poczucie wyższości i kompetencji.
Rówieśnicy są bezlitosnymi obserwatorami. W grupie dziecięcej hierarchia ustala się bardzo szybko, często w oparciu o proste atrybuty: sprawność fizyczną, posiadanie atrakcyjnych zabawek czy umiejętność opowiadania ciekawych historii. Dzieci świadomie lub podświadomie testują granice innych.
To, jak dziecko odnajdzie się w szkolnej hierarchii, w dużej mierze zależy od tego, co wyniosło z domu. Rodzina jest pierwszym miejscem, gdzie uczymy się, czym jest władza i współpraca.
Warto pamiętać, że hierarchia nie musi być piramidą, w której ktoś jest na górze, a ktoś na dole. Można uczyć dziecko partnerstwa. Kluczowe jest rozwijanie inteligencji emocjonalnej i empatii. Dziecko, które potrafi rozpoznać emocje własne i innych, rzadziej wchodzi w role skrajnie uległe lub agresywnie dominujące. Zamiast tego staje się osobą, która potrafi współpracować, co w dzisiejszym świecie jest kompetencją znacznie cenniejszą niż ślepa dominacja.
Choć pierwsze lekcje hierarchii są niezwykle ważne, plastyczność ludzkiego mózgu i psychiki pozwala na zmianę tych schematów w późniejszym wieku – wymaga to jednak świadomości i często pracy terapeutycznej lub coachingowej w dorosłości. To, kim byliśmy w piaskownicy, daje nam „kartę startową”, ale to od nas zależy, jak rozegramy dalszą część partii.