Gość (37.30.*.*)
Temat humoru wymierzonego w mniejszości to jeden z najgorętszych punktów zapalnych we współczesnej debacie publicznej. Z jednej strony mamy zwolenników absolutnej wolności słowa, którzy cytują Ignacego Krasickiego i jego słynne „prawdziwa cnota krytyki się nie boi”, sugerując, że jeśli grupa społeczna czuje się urażona żartem, to problem leży w jej braku dystansu. Z drugiej strony pojawiają się głosy, że humor nigdy nie istnieje w próżni i może być narzędziem wykluczenia. Aby zrozumieć, dlaczego te żarty budzą takie emocje, musimy przyjrzeć się mechanizmom psychologicznym i społecznym, które stoją za śmiechem.
Słowa Krasickiego pochodzą z poematu „Monachomachia”, który był satyrą na przywary ówczesnego duchowieństwa. Warto jednak zauważyć, że krytyka, o której pisał autor, miała na celu wytykanie konkretnych wad i skłanianie do poprawy. W przypadku dowcipów o mniejszościach często nie mamy do czynienia z merytoryczną krytyką postaw, lecz z powielaniem krzywdzących stereotypów.
Kiedy żart uderza w cechę, na którą dana osoba nie ma wpływu – jak pochodzenie, kolor skóry czy orientacja – przestaje być formą dialogu, a staje się formą ataku. „Prawdziwa cnota” może nie bać się konstruktywnej krytyki swoich czynów, ale trudno oczekiwać, by ktokolwiek czuł się komfortowo, będąc sprowadzanym do roli karykatury ze względu na swoją tożsamość.
W teorii komedii istnieje niepisana zasada dotycząca kierunku uderzenia żartu. „Punching up” (uderzanie w górę) to satyra wymierzona w osoby u władzy, instytucje czy grupy uprzywilejowane. Taki humor pełni funkcję wentyla bezpieczeństwa i formę kontroli społecznej.
Zupełnie inaczej odbierane jest „punching down” (uderzanie w dół), czyli żartowanie z grup, które i tak znajdują się w trudnej sytuacji, są marginalizowane lub dyskryminowane. W takim przypadku dowcip nie jest już aktem odwagi czy błyskotliwości, lecz formą „dokopywania” słabszemu. To właśnie ten brak równowagi sił sprawia, że żarty z mniejszości budzą tak duży opór – są postrzegane jako utrwalanie niesprawiedliwych hierarchii.
Psychologia społeczna wskazuje na zjawisko zwane teorią humoru opartego na uprzedzeniach. Według niej żarty z grup mniejszościowych mogą tworzyć atmosferę przyzwolenia na dyskryminację w świecie rzeczywistym. Osoba o silnych uprzedzeniach, słysząc taki dowcip, może poczuć, że jej poglądy są akceptowalne i podzielane przez ogół.
Dla osoby postronnej to „tylko żart”, ale dla członka atakowanej grupy to kolejny element w mozaice mikroagresji, z którymi mierzy się na co dzień. W tym kontekście kontrowersje nie wynikają z „przewrażliwienia”, ale z doświadczenia realnych konsekwencji, jakie niosą za sobą stereotypy – od trudności na rynku pracy po przemoc fizyczną.
Zgodnie z popularną w psychologii teorią „Benign Violation Theory”, śmiejemy się wtedy, gdy coś narusza jakąś normę (jest zagrożeniem), ale jednocześnie jest postrzegane jako bezpieczne lub nieszkodliwe. Kontrowersja pojawia się w momencie, gdy dla jednej osoby naruszenie normy w żarcie jest „łagodne” (bezpieczne), a dla innej – ze względu na jej doświadczenia życiowe – jest ono zbyt bolesne i realne, by mogło być zabawne.
Często słyszy się narzekania, że „kiedyś można było żartować ze wszystkiego, a teraz wszyscy są obrażalscy”. Prawda jest jednak taka, że granice humoru zawsze ewoluowały wraz z wiedzą i empatią społeczeństwa. To, co bawiło ludzi w średniowieczu (np. publiczne egzekucje czy dręczenie zwierząt), dziś budzi grozę.
Współczesna wrażliwość na żarty o mniejszościach nie jest wynikiem upadku poczucia humoru, lecz wzrostu świadomości na temat tego, jak język kształtuje rzeczywistość. Coraz więcej osób rozumie, że wolność słowa wiąże się z odpowiedzialnością za to słowo.
W debacie o dowcipach kluczowy jest kontekst. Ten sam żart opowiedziany przez członka danej mniejszości (tzw. humor wewnątrzgrupowy) ma zupełnie inny wydźwięk niż opowiedziany przez osobę z zewnątrz. W pierwszym przypadku służy on budowaniu wspólnoty i oswajaniu traumy, w drugim – może być odbierany jako wykluczający.
Podsumowując, kontrowersje wokół dowcipów o grupach społecznych nie wynikają z tego, że mniejszości „boją się krytyki”. Wynikają one z faktu, że humor jest potężnym narzędziem społecznym, które może albo łączyć i punktować absurdy władzy, albo dzielić i wzmacniać szkodliwe uprzedzenia. W świecie, w którym dążymy do wzajemnego szacunku, naturalne jest, że kwestionujemy formy rozrywki kosztem godności innych ludzi.