Gość (37.30.*.*)
Ziemia Ognista często kojarzy się z bezludną, mroźną krainą na samym skraju mapy, gdzie jedynymi mieszkańcami są pingwiny i wiejące bez przerwy lodowate wiatry. Przekonanie, że nikt tam nie mieszka, jest jednak jednym z najczęstszych mitów geograficznych. W rzeczywistości ten archipelag, położony na południowym krańcu Ameryki Południowej, jest domem dla ponad 170 tysięcy ludzi. Skąd więc bierze się przeświadczenie o jego pustce i jak naprawdę wygląda życie na „końcu świata”?
Odpowiedź brzmi: absolutnie nie. Choć region ten charakteryzuje się niską gęstością zaludnienia w porównaniu do wielkich metropolii, istnieją tam prężnie rozwijające się miasta. Najsłynniejszym z nich jest argentyńska Ushuaia, która dumnie nosi miano najdalej na południe położonego miasta świata (choć chilijskie Puerto Williams również pretenduje do tego tytułu).
W samej Ushuai mieszka około 80 tysięcy osób. Miasto jest ważnym ośrodkiem turystycznym, portem dla statków płynących na Antarktydę oraz centrum administracyjnym. Innym dużym ośrodkiem jest Río Grande, miasto przemysłowe, w którym populacja przekracza 90 tysięcy mieszkańców. Po stronie chilijskiej najważniejszym punktem jest Porvenir, choć jest ono znacznie mniejsze od swoich argentyńskich sąsiadów.
Mimo że region jest zamieszkany, życie tam nie należy do najłatwiejszych. To właśnie te trudne warunki sprawiają, że ogromne połacie archipelagu pozostają dzikie i nietknięte przez człowieka.
Zanim na Ziemię Ognistą dotarli Europejczycy, region ten od tysięcy lat był domem dla rdzennych ludów, takich jak Selk'nam (Ona), Yaghan (Yámana) czy Alacaluf. To właśnie im archipelag zawdzięcza swoją nazwę. Gdy Ferdynand Magellan przepływał przez cieśninę w 1520 roku, zobaczył liczne ogniska płonące na brzegach – tubylcy utrzymywali ogień przez całą dobę, aby chronić się przed zimnem.
Niestety, kolonizacja w XIX i XX wieku doprowadziła do niemal całkowitej zagłady tych ludów. Choroby przywiezione z Europy, wypieranie z terenów łowieckich przez hodowców owiec oraz brutalne prześladowania sprawiły, że dziś czystej krwi potomkowie rdzennych mieszkańców Ziemi Ognistej praktycznie nie istnieją, a ich kultura przetrwała jedynie w muzeach i nielicznych przekazach.
Skoro klimat jest surowy, a odległości ogromne, co przyciąga ludzi na Ziemię Ognistą? Współczesna migracja do tego regionu ma głównie podłoże ekonomiczne.
Podróżując po Ziemi Ognistej, można natknąć się na niezwykłe zjawisko – tzw. „drzewa flagowe” (arboles bandera). Przez nieustanne, silne wiatry wiejące z zachodu, korony drzew rosną tylko w jednym kierunku, wyglądając tak, jakby zostały trwale wygięte lub wręcz czesane przez niewidzialną siłę. To jeden z najbardziej spektakularnych dowodów na to, jak potężna jest tamtejsza natura.
Ziemia Ognista nie jest więc bezludną pustynią, lecz fascynującym miejscem, gdzie nowoczesna cywilizacja spotyka się z surową, nieokiełznaną przyrodą. Choć nie każdy odnalazłby się w tamtejszym klimacie, dla tysięcy mieszkańców jest to dom na samym krańcu świata.