Gość (83.4.*.*)
Wydaje się, że internet to przestrzeń absolutnej wolności, gdzie każdy może napisać wszystko, chowając się za anonimowym nickiem. Nic bardziej mylnego. Granica między „wyrażaniem opinii” a działaniem bezprawnym jest dość wyraźna, choć trolle internetowe często starają się ją zacierać. W polskim systemie prawnym istnieje szereg przepisów – zarówno karnych, jak i cywilnych – które pozwalają pociągnąć do odpowiedzialności osoby siejące nienawiść lub nękające innych w sieci.
To dwa najpopularniejsze paragrafy, pod które podpadają internetowi agresorzy. Choć często używamy tych pojęć zamiennie, w prawie oznaczają one coś innego.
Pomówienie (art. 212 Kodeksu karnego) ma miejsce wtedy, gdy troll rozprzestrzenia o kimś nieprawdziwe informacje, które mogą poniżyć tę osobę w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu. Przykładem może być pisanie kłamstw o tym, że lekarz przyjmuje łapówki lub że lokalny przedsiębiorca oszukuje klientów. Jeśli troll robi to za pomocą środków masowego komunikowania (a internet nim jest), grozi mu nawet kara pozbawienia wolności do roku.
Znieważenie (art. 216 Kodeksu karnego) dotyczy natomiast używania słów powszechnie uznanych za obelżywe. Tutaj nie chodzi o fakty, ale o formę. Wyzywanie kogoś na forum publicznym od najgorszych to klasyczne znieważenie. Warto wiedzieć, że ściganie tych przestępstw odbywa się zazwyczaj z oskarżenia prywatnego, co oznacza, że ofiara sama musi wnieść akt oskarżenia do sądu.
Kiedy działania trolla przestają być jednorazowym incydentem i zamieniają się w systematyczne prześladowanie, wkraczamy w obszar stalkingu (art. 190a Kodeksu karnego). Jeśli ktoś zasypuje Cię wiadomościami, komentuje każdy Twój post w sposób napastliwy, zakłada dziesiątki kont, by obejść blokady, i wywołuje u Ciebie uzasadnione poczucie zagrożenia lub istotnie narusza Twoją prywatność, popełnia przestępstwo.
Co ciekawe, ten sam artykuł paragraf 2 mówi o podszywaniu się pod inną osobę. Jeśli troll tworzy profil z Twoim zdjęciem i imieniem, by psuć Ci opinię lub wyłudzać informacje od Twoich znajomych, grozi mu surowa kara. To jedno z najgroźniejszych działań, które może zrujnować życie prywatne i zawodowe w zaledwie kilka godzin.
Trolle często czują się tak pewnie, że zaczynają grozić swoim ofiarom. Groźba karalna (art. 190 Kodeksu karnego) zachodzi wtedy, gdy ktoś grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę (np. pobiciem czy zniszczeniem mienia), a osoba ta ma uzasadnioną obawę, że groźba zostanie spełniona.
Osobną kategorią jest mowa nienawiści (art. 256 i 257 Kodeksu karnego). Jeśli troll atakuje kogoś ze względu na jego przynależność narodową, etniczną, rasową czy wyznaniową, nie jest to już tylko „opinia”. Publiczne znieważanie grup ludności lub nawoływanie do nienawiści na tym tle jest ścigane z urzędu, co oznacza, że policja i prokuratura mają obowiązek zająć się sprawą po otrzymaniu zgłoszenia.
Psychologia tłumaczy zachowanie trolli zjawiskiem zwanym „efektem odhamowania w sieci”. Brak kontaktu wzrokowego, fizyczna odległość i poczucie anonimowości sprawiają, że ludzie tracą hamulce społeczne, które normalnie powstrzymywałyby ich przed agresją w świecie rzeczywistym. To, co dla trolla jest „zabawą”, dla ofiary może być traumatycznym przeżyciem.
Nawet jeśli działanie trolla nie kwalifikuje się jako przestępstwo ścigane przez prokuraturę, ofiara może walczyć na drodze cywilnej. Kodeks cywilny chroni tzw. dobra osobiste (art. 23 i 24), do których zaliczamy m.in. cześć, dobre imię, wizerunek czy prywatność.
W procesie cywilnym można domagać się:
Wysokie kary finansowe bywają dla trolli znacznie bardziej dotkliwe niż wyroki w zawieszeniu, ponieważ realnie uszczuplają ich budżet i pokazują, że „kozakowanie” w sieci ma swoją wymierną cenę.
Jeśli padłeś ofiarą bezprawnych działań w internecie, najważniejszą rzeczą jest zabezpieczenie dowodów. Trolle często usuwają swoje wpisy, gdy zorientują się, że sprawa robi się poważna.
Pamiętaj, że policja dysponuje narzędziami pozwalającymi na ustalenie numeru IP sprawcy, nawet jeśli korzysta on z pseudonimów. Anonimowość w sieci jest w dużej mierze iluzoryczna, a prawo coraz skuteczniej radzi sobie z cyfrową agresją.