Gość (37.30.*.*)
Debata na temat tego, kiedy człowiek staje się naprawdę dorosły, trwa od pokoleń. Obecnie w większości krajów, w tym w Polsce, magiczną barierą jest 18. rok życia. To wtedy zyskujemy pełnię praw obywatelskich, ale i bierzemy na barki pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Co by się jednak stało, gdybyśmy tę granicę przesunęli? Zwolennicy obu skrajnych rozwiązań – obniżenia wieku do 15–16 lat lub podniesienia go do 20–21 lat – mają swoje mocne argumenty, które rzucają nowe światło na to, jak postrzegamy dojrzałość.
Głównym argumentem zwolenników obniżenia progu dorosłości jest fakt, że dzisiejsza młodzież dojrzewa szybciej pod względem intelektualnym i społecznym. Dzięki nieograniczonemu dostępowi do informacji młodzi ludzie są często lepiej zorientowani w kwestiach politycznych, klimatycznych czy technologicznych niż starsze pokolenia.
Kolejną kwestią jest spójność systemu prawnego. W wielu krajach 15-latek może już podjąć pracę zarobkową lub współżyć seksualnie, a w określonych przypadkach odpowiadać karnie jak dorosły. Obniżenie wieku pełnoletności byłoby więc uznaniem stanu faktycznego – skoro młody człowiek może pracować i płacić podatki, powinien mieć również prawo decydować o tym, na co te podatki są przeznaczane (prawo wyborcze).
Gdyby 15- lub 16-latkowie zyskali pełną zdolność do czynności prawnych, skutki byłyby odczuwalne w każdym aspekcie życia społecznego:
Zupełnie inne podejście prezentują zwolennicy podniesienia progu dorosłości. Ich głównym orężem jest współczesna nauka, a konkretnie neurologia. Badania nad mózgiem wykazują, że kora przedczołowa – obszar odpowiedzialny za planowanie, przewidywanie konsekwencji i kontrolę impulsów – kończy swój rozwój dopiero około 25. roku życia.
Argumentem społecznym jest natomiast wydłużający się okres edukacji i zależności ekonomicznej od rodziców. W dzisiejszych czasach 18-latek rzadko jest osobą samodzielną finansowo. Podniesienie wieku pełnoletności do 21 lat byłoby dostosowaniem prawa do rzeczywistości, w której młodzi ludzie potrzebują więcej czasu na zdobycie kwalifikacji i emocjonalną stabilizację.
Przesunięcie granicy dorosłości w górę miałoby istotne konsekwencje dla struktury społecznej:
Warto wiedzieć, że granica 18 lat nie jest „naturalna”. Historycznie w wielu kulturach i systemach prawnych wiek dojrzałości był ustalany znacznie wyżej. Na przykład w prawie rzymskim pełną zdolność do czynności prawnych uzyskiwało się często dopiero w wieku 25 lat. W Polsce przed II wojną światową pełnoletność osiągało się z ukończeniem 21. roku życia. Zmiana na 18 lat nastąpiła dopiero w 1946 roku, co było podyktowane m.in. potrzebami powojennej odbudowy kraju i chęcią szybszego włączenia młodych ludzi w rynek pracy oraz życie polityczne.
Największym wyzwaniem w ustaleniu idealnego wieku pełnoletności jest fakt, że dojrzałość nie jest punktem, lecz procesem. Podczas gdy 16-latek może wykazywać się ogromną dojrzałością intelektualną i moralną, jego mózg w sytuacjach stresowych wciąż może reagować w sposób typowy dla dziecka – emocjonalnie i impulsywnie. Z kolei 21-latek, choć biologicznie bardziej ukształtowany, bez wcześniejszego treningu odpowiedzialności może mieć trudności z wejściem w dorosłe życie.
Ewentualna zmiana wieku pełnoletności w którąkolwiek ze stron wymagałaby całkowitego przemodelowania systemu edukacji, opieki społecznej i prawa karnego. Obecny kompromis 18 lat wydaje się próbą wypośrodkowania między biologicznym rozwojem a potrzebami społecznymi, choć debata na ten temat z pewnością będzie powracać wraz ze zmianami cywilizacyjnymi.