Gość (37.30.*.*)
Proponowany system wyborczy to skomplikowana hybryda, która łączy w sobie elementy proporcjonalne, większościowe oraz specyficzne mechanizmy premiowania najsilniejszych graczy. Specjaliści od systemów politycznych i socjologii wyborczej patrzą na takie projekty przez pryzmat dwóch głównych wartości: stabilności rządu oraz sprawiedliwości reprezentacji. Ta konkretna propozycja wyraźnie przesuwa środek ciężkości w stronę stabilności, co w praktyce oznaczałoby betonowanie sceny politycznej przez największe ugrupowania.
Obniżenie progu dla partii z 5% na 4% mogłoby sugerować ułatwienie wejścia mniejszym komitetom, jednak podniesienie progu dla koalicji do 9% oraz wprowadzenie bardzo wysokiego progu 12% w skali okręgu działa w przeciwnym kierunku.
Wprowadzenie 12-procentowego progu w okręgu to mechanizm, który drastycznie ogranicza szanse lokalnych komitetów lub mniejszych partii, które mają silne poparcie tylko w konkretnych regionach. W obecnym systemie nie ma progu na poziomie okręgu (poza naturalnym progiem wynikającym z liczby mandatów). Tak wysoka poprzeczka sprawiłaby, że głosy oddane na mniejsze ugrupowania, które w danym regionie zdobyły np. 10%, po prostu by przepadły, co jest rozwiązaniem skrajnie nieproporcjonalnym.
Zasada podziału 300 mandatów w dużych okręgach (minimum 9 mandatów) z "bonusem" dla najlepszych jest najbardziej intrygującym elementem tej propozycji. Przyjrzyjmy się, jak wyglądałoby to w praktyce w przykładowym okręgu 9-mandatowym:
Przykład obliczeniowy:
Załóżmy, że w okręgu 9-mandatowym głosy rozłożyły się następująco:
Wynik:
Specjaliści wskazują, że dzielnik 1,5 zamiast standardowego 1,0 w metodzie Sainte-Laguë jest celowym zabiegiem utrudniającym zdobycie pierwszego mandatu przez mniejsze komitety.
Podział pozostałych 180 mandatów (do pełnej liczby 480 posłów) na dwie równe grupy po 90 to próba pogodzenia ogólnopolskiej rozpoznawalności liderów z systemem większościowym.
Z punktu widzenia politologicznego, taka propozycja to dążenie do systemu dwupartyjnego. Zwiększenie liczby posłów do 480 jest zmianą kosmetyczną, ale sposób ich wybierania fundamentalnie zmienia charakter Sejmu.
Główne zagrożenia wskazywane przez ekspertów:
Liczba 460 posłów w polskim Sejmie jest zapisana w Konstytucji (Art. 96). Wprowadzenie liczby 480 wymagałoby zatem zmiany ustawy zasadniczej, co w obecnych realiach politycznych jest niezwykle trudne do przeprowadzenia. Liczba 480 jest jednak łatwiejsza do podziału matematycznego przy tworzeniu nowych okręgów wyborczych, co często pojawia się w teoretycznych modelach reformy ordynacji.
Podsumowując, specjaliści oceniają takie propozycje jako "system skrojony pod silnych". Choć teoretycznie mógłby on przynieść stabilniejsze rządy, odbyłoby się to kosztem pluralizmu i poczucia obywateli, że ich głos ma realne znaczenie, nawet jeśli nie popierają największych partii.