Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie scenariusz, w którym geolodzy i ekolodzy przecierają oczy ze zdumienia. Na mapie świata pojawiają się nowe, gigantyczne złoża surowców, a Europa nagle staje się znacznie bardziej zielona. Choć liczby te brzmią imponująco, ich realny wpływ na gospodarkę i środowisko jest bardzo zróżnicowany – od całkowitej rewolucji na rynkach finansowych, po niemal niezauważalne zmiany w skali globalnej. Przyjrzyjmy się, co tak naprawdę oznaczałoby takie „znalezisko”.
Najbardziej szokującym elementem tego zestawienia jest 256 tysięcy ton złota. Aby zrozumieć skalę, musimy wiedzieć, że według szacunków World Gold Council, w całej historii ludzkości wydobyto dotychczas około 200–210 tysięcy ton tego kruszcu.
Odkrycie złoża, które zawiera więcej złota, niż posiadamy obecnie w obiegu, w skarbcach banków centralnych i w biżuterii, doprowadziłoby do krachu na rynku metali szlachetnych. Złoto przestałoby być rzadkim dobrem inwestycyjnym. Jego cena drastycznie by spadła, co mogłoby zdestabilizować systemy finansowe oparte na rezerwach złota, ale jednocześnie uczyniłoby ten metal niezwykle tanim surowcem dla przemysłu elektronicznego (ze względu na świetne przewodnictwo).
Kolejne na liście są surowce energetyczne: 2048 mln m³ gazu ziemnego oraz 1024 mln m³ ropy naftowej. Choć liczby te wyglądają na ogromne, w skali globalnego zużycia są to wartości raczej skromne:
Największą pozytywną zmianę odczulibyśmy w Europie dzięki 128 tys. km² nowych lasów. To obszar niemal równy powierzchni Grecji lub blisko 40% powierzchni całej Polski!
Taka masa zieleni w Europie kontynentalnej byłaby potężnym narzędziem w walce ze zmianami klimatu. Nowe lasy mogłyby pochłaniać miliony ton CO2 rocznie, poprawić retencję wody w glebie i znacząco zwiększyć bioróżnorodność. To realna zmiana mikroklimatu kontynentu, która mogłaby złagodzić fale upałów i zmniejszyć ryzyko powodzi. Z kolei 64 km² soi to przy tym zaledwie drobny dodatek – to obszar mniejszy niż powierzchnia San Marino, więc jego wpływ na rynek żywności byłby znikomy.
Odkrycie 64 tys. ton litu to dobra wiadomość dla producentów samochodów elektrycznych. Roczne wydobycie litu na świecie to około 130 tys. ton, więc takie złoże pokryłoby połowę rocznego zapotrzebowania globu. Pomogłoby to ustabilizować ceny baterii, ale nie byłoby przełomem, który starczyłby na dekady.
Z kolei łączna ilość aluminium (ponad 3,5 mln ton) stanowiłaby około 5% rocznej światowej produkcji. To solidny zastrzyk surowca dla budownictwa i lotnictwa, który mógłby nieco obniżyć koszty produkcji w tych sektorach.
Warto zwrócić uwagę na kilka pozycji, które w skali planety są niemal symboliczne:
Gdybyśmy zsumowali te wszystkie odkrycia, świat stanąłby przed dziwnym paradoksem. Z jednej strony mielibyśmy totalny chaos na rynku złota, który musiałby zostać zdefiniowany na nowo. Z drugiej strony, zyskalibyśmy cenny czas dzięki ropie i litowi oraz ogromne płuco dla Europy w postaci lasów.
Największą wartością tego hipotetycznego odkrycia nie byłyby jednak surowce kopalne, które i tak kiedyś się skończą, ale 128 tysięcy kilometrów kwadratowych lasu. To jedyny zasób z tej listy, który zamiast się wyczerpywać, pracowałby na rzecz planety przez kolejne setki lat.