Gość (37.30.*.*)
Często zdarza nam się planować wielkie zmiany: przejście na dietę, naukę nowego języka czy regularne bieganie. Większość tych postanowień kończy się jednak w sferze marzeń. Okazuje się, że istnieje prosty, psychologiczny mechanizm, który drastycznie zwiększa nasze szanse na sukces. Wystarczy przelać swoje postanowienie na papier (lub ekran telefonu) i wysłać je do kogoś bliskiego. Choć wydaje się to banalne, za tym działaniem stoi potężna machina procesów zachodzących w naszym mózgu i strukturach społecznych.
Kiedy trzymamy plan tylko w swojej głowie, jest on płynny i łatwo go negocjować. Możemy go zmieniać, przesuwać w czasie lub po prostu o nim zapomnieć bez większych konsekwencji emocjonalnych. Moment, w którym zapisujemy deklarację – nawet w formie krótkiego SMS-a – zmienia postać rzeczy. Myśl staje się fizycznym faktem.
Zapisanie celu zmusza mózg do krystalizacji intencji. Musimy ubrać mgliste pragnienie w konkretne słowa, co aktywuje korę przedczołową, odpowiedzialną za planowanie i podejmowanie decyzji. To pierwszy krok do przejścia z trybu „chciałbym” do trybu „zrobię”.
Głównym powodem, dla którego udostępnienie deklaracji innej osobie działa tak skutecznie, jest mechanizm opisany przez Roberta Cialdiniego – reguła zaangażowania i konsekwencji. Jako istoty społeczne mamy głęboko zakorzenioną potrzebę bycia postrzeganymi jako osoby wiarygodne i spójne w swoich działaniach.
Jeśli powiemy komuś: „Od jutra biegam”, a potem tego nie zrobimy, narażamy się na dysonans poznawczy oraz dyskomfort związany z tym, że zawiedliśmy czyjeś oczekiwania. Nasze ego chce uniknąć etykiety osoby niesłownej. Co ciekawe, nie musi to być publiczne ogłoszenie na Facebooku – wystarczy jedna osoba, na której zdaniu nam zależy. SMS wysłany do przyjaciela staje się swego rodzaju „kontraktem społecznym”, którego zerwanie kosztuje nas więcej wysiłku emocjonalnego niż po prostu wykonanie zadania.
W psychologii istnieje zjawisko zwane efektem Hawthorne’a. Polega ono na tym, że ludzie zmieniają swoje zachowanie (zazwyczaj na lepsze lub bardziej wydajne), gdy mają świadomość, że są obserwowani. Wiedza o tym, że ktoś wie o naszym postanowieniu, działa jak niewidzialny nadzorca, który motywuje nas do działania nawet wtedy, gdy brakuje nam wewnętrznej dyscypliny.
Zapewne znasz to uczucie: chcesz zacząć programować, malować lub uczyć się gry na instrumencie, ale samo zabranie się do pracy wydaje się górą nie do przejścia. To zjawisko ma swoje uzasadnienie w biologii i fizyce (metaforycznie rzecz ujmując).
W chemii istnieje pojęcie energii aktywacji – to minimalna ilość energii potrzebna do rozpoczęcia reakcji chemicznej. W psychologii działa to identycznie. Najwięcej zasobów zużywamy na przełamanie bezwładności. Kiedy już zaczniemy coś robić, wchodzimy w stan tzw. „przepływu” (flow) lub po prostu przyzwyczajamy się do wysiłku, przez co kontynuowanie pracy jest znacznie łatwiejsze niż jej rozpoczęcie.
Nasz mózg kocha to, co znane, ponieważ jest to bezpieczne i energooszczędne. Nowa dziedzina oznacza konieczność tworzenia nowych połączeń neuronalnych, co jest dla organizmu kosztowne. Dodatkowo pojawia się lęk przed porażką i oceną. Jako dorośli nie lubimy czuć się niekompetentni, a zaczynanie czegoś od zera zmusza nas do skonfrontowania się z własną niewiedzą. To uderza w nasze poczucie wartości, dlatego podświadomie odwlekamy ten moment.
Skoro wiemy już, że mózg będzie stawiał opór przed nowościami, warto zastosować kilka trików, które obniżą „próg wejścia”:
Zrozumienie tych mechanizmów pozwala nam przestać polegać wyłącznie na zawodnej sile woli. Wykorzystując psychologię społeczna i wiedzę o tym, jak działa nasz mózg, możemy „zhakować” własną naturę i skuteczniej dążyć do wyznaczonych celów. Pamiętaj, że najtrudniejszy jest tylko ten pierwszy moment – potem prawo serii i chęć zachowania spójności poniosą Cię dalej.